Blog o perfumach. W oparach popkultury.

Avril Lavigne – Wild Rose

Wild Rose to już trzeci zapach Avril Lavigne, kanadyjskiej piosenkarki. Produkcją jej perfum zajmuje się Coty, co jest poniekąd gwarancją dobrej jakości i sukcesu (zapachy Coty mają zazwyczaj świetną reklamę).
Flakon jest troszeczkę nietypowy. Uważam, że korek w postaci róży jest śliczny, szczególnie, że nawiązuje do nazwy perfum. Nie do końca podoba mi się kształt flakonu, ale może to jest ten element „wild”. Gdybym miała się czepiać, to flakon jest lekkim rip-offem Gardenii Elizabeth Taylor. Ale z tego co wiem, fani Avril uważają, że flakon jest świetny i oddaje charakter ich idolki. Dlatego mimo wszystko oceniam go pozytywnie.

Sam zapach zapowiada się bardzo tajemniczo. Spójrzcie na nuty:

nuta głowy: mandarynka, różowy grejpfrut, śliwka
nuta serca: Frangipani, kwiat pomarańczy, niebieska orchidea
nuta bazy: piżmo, drzewo sandałowe, creme brulee

Grejpfrut i creme brulee? Mandarynka i niebieska orchidea? Nie mogłam się doczekać aż powącham takie połączenia. Początek to rzeczywiście eksplozja owoców, ale takich ciężkich, eleganckich. Owoce są lekko syropowe, ale podejrzewam, że jest to zasługa kwiatu pomarańczy, który trochę obciąża pierwsze wrażenie zapachu. Nuty występują w innej kolejności niż jest to sugerowane przez producenta. Środkowy etap zapachu to słodycz śliwki i creme brulee. Muszę przyznać, że połączenie jest dla mnie fantastyczne, mimo że nie lubię tak słodkich zapachów. Koniec zapachu przynosi cichutkie drzewo sandałowe z gdzieniegdzie przypominającą o sobie mandarynką. Wszystko byłoby świetnie, gdyby nie to, że Wild Rose zwiędła na mnie po2 godzinach. Po trzech godzinach kompletnie już jej nie było.

Największym minusem tego zapachu jest trwałość. Zdecydowanie zbyt krótka, żeby nacieszyć się tymi perfumami. Jak dla mnie Wild Rose jest zapachem na jesień/zimę i raczej na noc niż na dzień. Zauważyłam, że zapach jest bardzo popularny wśród „początkujących” nastolatek.. Uważam, że jest zbyt mocny i przytłaczający dla tak młodych osób. Zdecydowanie wyraźniej będzie prezentował się na 20. i wyżej. Ale tak to jest z zapachami celebrytów. Jeśli któregoś z nich lubimy, chcemy nosić jego perfumy.(Wiem, nie wszyscy tak mają! 🙂 ) Ja kupiłam w ciemno 9 zapachów Mariah Carey i noszę je, mimo że nie wszystkie do mnie idealnie pasują. 🙂 A co tam!

Tagi: , ,

Podobne wpisy


  • Uwielbiam czytać Twoje opisy perfum, czasami miałoby się ochotę je zjeść po prostu! 😀

  • Orchidea mnie zachęciła, ale faktycznie zbyt mocny, choć na szczęście łagodnie znikający ze skóry.

  • Ankasska

    Uwielbiam ten zapach! Zdecydowanie bardziej wolę obie róże od pierwszego zapachu Avril – Black Star. Trudno stwierdzić, którą lubię bardziej. Wild Rose jest bardziej intensywna więc wolę pachnieć nią gdy przeżywam silniejsze emocje. Forbidden Rose wolę na takie bardziej "stonowane dni" 😉
    Jeśli chodzi o trwałość zapachu to przyznaje, że był to dla mnie szok! Bowiem mi te perfumy dały się poznać jako jedne z trwalszych, jakie dane mi było w życiu poczuć. Zapach utrzymuje mi się praktycznie od porannej aplikacji do wieczornej kąpieli.

    Myślę, że ten zapach z całą pewnością można polecić fanom perfum Bruno Banani. Prawdę mówiąc to było moje pierwsze skojarzenie po pierwszej aplikacji Wild Rose

  • Ankasska, jest czasem tak, że jak używa się zapachu bardzo często to później dłużej się go wyczuwa. Zapach przechodzi na ubrania, włosy i to przedłuża jego żywotność.
    Bruno i Avril? Hmmm… Nie wiem. Na pewno bardziej Bruno i Forbidden Rose niż Wild Rose.

  • Ankasska

    Mimo wszystko mi bardziej Wild Rose kojarzy się Bruno 😛
    Natomiast jeśli chodzi o długość utrzymywania się zapachu to miałam odwrotnie. Po pierwszych aplikacjach odczuwałam go dużo bardziej intensywnie, teraz muszę się "wwąchać", bo już się przyzwyczaiłam.

  • Ojeeej, dziękuję Ci pięknie ;*