Blog o perfumach. W oparach popkultury.

Frezja w perfumach

Frezje mają według mnie najbardziej słodki, piękny i orzeźwiający zapach spośród wszystkich kwiatów. Kiedy je wącham – czuję, że nadchodzą piękne, słoneczne dni. Te kwiaty zawsze poprawiają mi humor. Najpiękniejsze są żółte – rozświetlają pomieszczenie w którym się znajdują. Ich zapach napawa mnie optymizmem.

Nigdy nie preferowałam perfum, które były typowo frezjowe, na zasadzie jednego, dominującego. Nie zachwycił mnie Demeter Freesia – zwyczajnie się mnie nie trzymał. Zdecydowanie preferuję perfumy, w których frezja jest wyczuwalna, ale nie obezwładniająca. Nie chciałabym się jej zapachem znudzić, dlatego wybieram te perfumy, w których frezja jest jednym ze składników.

Biorąc pod uwagę zapachy bardziej owocowe niż kwiatowe, to na pewno należy wspomnieć o Ralph by Ralph Lauren, Pure Woman Bruno Banani oraz Gucci Rush. Pierwszy z nich to zapach dla młodych, energicznych kobiet. Frezja maluje się jako delikatny kwiat, stanowi tło dla innych nut, takich jak mandarynka, liść jabłoni i magnolia. To taka frezja dla początkujących. Osoby, które nie przepadają za jej zapachem raczej nie będą urażone. Pure Woman to soczysta, słodka i zmysłowa mieszanka. Sądzę, że to jedne z najbardziej niedocenianych perfum. Przypomina słodki koktajl, lepki, wyciekający z naczynia – ale przy tym nie jest tandetny ani oczywisty. To dzięki frezji jest nie tylko słodko, ale też zmysłowo w ciekawy i niewymuszony sposób. Gucci Rush… To jest ciekawy przypadek. Dla mnie Rush to perfumy cudowne, słodkie, chemiczne w piękny sposób, takie staroświecko nowoczesne.. Tak – wiem, że to brzmi mało zachęcająco 😉 Pomimo różnych opinii jakie słyszałam na ich temat („pachną jak prostytutka”, „pachną jak rurka pcv”) nie potrafię się do nich zrazić. Kocham je właśnie głównie za piękną frezję, która na mojej skórze pięknie się rozwija.

Powyższe propozycje to perfumy z frezją słodką, w otoczeniu owoców. Występuje w nich frezja w wersji pop. Poniższe propozycje to wariacje bardziej stonowane, subtelne.

Kultowe Miracle to pierwsze perfumy, które kojarzą mi się z frezją. Nie wiem dokładnie dlaczego, skoro nie jest ona główną, dominującą nutą zapachową – przynajmniej nie na mojej skórze. Każdy zna ten świeży, słodkawy i lekko pieprzny zapach. Bardzo oryginalne i przemyślane połączenie frezji z pieprzem stoi za sukcesem i uniwersalnością tych perfum. Pasują do niemal każdej kobiety.
Darling Kylie Minogue to taki tropikalny, ale bliskoskórny przytulaś. Niby mamy w nim sporo owoców, ale to właśnie ta kwiatowa strona tych perfum sprawia, że zyskują one wymiaru oldschoolowego glamour. Jest wyjątkowy i warto go poznać. Jedna z ciekawszych pozycji w katalogu perfum Ms. Minogue.
Cerruti 1881 to perfumy znane chyba wszystkim, choćby za sprawą flakonu. W tym pachnidle mamy pełno wspaniałych żółtych kwiatów, oraz pięknych nut, takich jak rumianek, irys czy fiołek. Całość jest pudrowa, romantyczna i bardzo kobieca. Zapach macierzyństwa z lat 90tych 😉

Wybierając z tych najbardziej klasycznych perfum zdecydowałam się na Allure edt, Eternity oraz L’eau d’Issey. Tych zapachów nie trzeba reklamować. Sama nie jestem ich wielką zwolenniczką, ale rozumiem dlaczego tak wiele kobiet ciągle wraca do tych perfum. Allure edt za sprawą frezji staje się bardzo przystępny i nie jest zapachem tylko i wyłącznie dla fanek perfum Chanel (wszystkie perfumy tej marki mają w sobie ten specyficzny chanel-esque feel). Eternity to stary, dobry kwiatowy elegancik. Opinie na temat tych perfum są podzielone. Słyszałam jak ktoś nazywał je nieprzystępnymi. Dla mnie są one po prostu tak klasyczne, że nie pasują do każdej sytuacji. Obecnie nie mam potrzeby używania tak oficjalnego zapachu. Ale dla tej frezji warto.
L’eau d’Issey to perfumy, w których frezji nie trzeba się doszukiwać, jest jej pełno – i nie ginie pod nadmiarem innych kwiatów, nie tonie też w wodnym tonie tej kompozycji. To po prostu klasyk.

foto1 heartofgoldandluxury.blogspot.com

Które perfumy z frezją proponujecie?

Tagi: ,

Podobne wpisy