Blog o perfumach. W oparach popkultury.

John Galliano – Le Parfum No.1

Burleska, striptiz i rozpusta. W eleganckim wydaniu.
John Galliano to perfumy, które po prostu trzeba poznać. Potrafią całkowicie zaskoczyć, i za każdym razem, kiedy je noszę, inaczej je odbieram. Skąd to się bierze?

Początkowo No.1 otwiera się lekko irytującą nutą, w której dzięgiel przeplata się z bergamotką. Tworzą silną, ostrą woń, która ociera się o klimaty słodkich, aptecznych syropów. Tutaj jest ten element niespodzianki. Nosząc te perfumy, ciągle czeka się na to co będzie dalej. Już wiem, że będzie słodko, ale nie w oczywisty sposób. Może ten surowy początek nie jest najwspanialszy, ale  jak w przypadku La Vie Est Belle – warto przeczekać dziwne nuty głowy, aby dotrzeć do wspaniałego serca zapachu.
Galliano dociera do pięknych, eleganckich aldehydów. Elegancja całkowicie nie pasuje mi do obrazka, który maluje Galliano, a jednak pojawia się wyraźnie. Być może dlatego, że aldehydy w tym wydaniu przypominają klasyczne No. 5, Chanel. Aby było sprawiedliwie, powiedzmy, że kobieta Galliano przy całej swej frywolności, przechowuje swoje cygarety w torebce Chanel. Na tyle szyku sobie pozwala. Cała reszta to puder, tiule, koronki, fiszbiny, gorsety, falbanki i pończochy.
Poza eldehydami w sercu No.1 leżą irysy i fiołki.  Piękne, pudrowe kwiaty i kadziło całkowicie przejmują władzę nad kompozycją, ukazując nam kobietę, która była muzą Galliano.

Współczesna łobuziara z zamiłowaniem do retro. W jej garderobie znajdziecie masę rękawiczek, pończoch, beliznę od Agent Provocateur, jedwabne szlafroki, buty na obcasie. Na próżno szukać w jej buduarze wygodnych, bawełnianych ubrań, czy obuwia płaskiego. W powietrzu unosi się zapach pudru, delikatnych tkanin, skórzanych butów, winylowych płyt. Nasza Galliano leży wśród porozrzucanych fatałaszków, zastanawiając się co wybrać na nadchodzące rendez-vous. Skrzypiąca płyta winylowa z nagraniami Niny Simone, Etty James i Shirley Bassey jest w ciągłej rotacji. Na ścianie wiszą poniszczone plakaty z uśmiechniętymi Pin-Up Girls.

Galliano No.1 to perfumy dla kobiety, która uwielbia siebie, swoje ciało i wesołe życie. Ona nie ma czasu na liczenie kalorii, mierzenie obwodów i stawanie na wadze. Lubi oglądać się w lustrze, malować swoją piękną twarz, kocha pozować do zdjęć. A najbardziej uwielbia być adorowaną. Na brak zainteresowanych narzekać nie może. Ona kocha szaleństwo, kolorowe życie. Nie chce użalać się nad sobą, tym jaki jest świat. Nie ma czasu na rozpamiętywanie przeszłości. Żyje chwilą.

Baza tych perfum kryje naprawdę ciekawą niespodziankę. W dalszym ciągu wyczuwam aldehydy, fiołki i puder, ale w bardziej słodkim, lepkim wydaniu.  Wymienione składniki tworzą smaczną, zjadalną chmurkę, którą aż chce się ugryźć. Podobny efekt występuje w Dolce & Gabbana The One. Tam również czuję słodycz lekką, ale tak apetyczną, że nie można się jej oprzeć – takie ptasie mleczko. W The One słodkości pochodzą z wanilii i brzoskwini, a Galliano uzyskał je z połączenia ciepłej, plastycznej ambry i pudrowej róży. Mistrzostwo!

Galliano Le Parfum No.1 to perfumy, które na pewno dołączą do mojej kolekcji. Uwielbiam to, że są złożone, mają wiele do zaoferowania. Pozwalają na przeżycie jakiejś historii, na przeniesienie się w inny wymiar. Utrzymują się do 8 godzin na skórze. Wspaniale rozwijają się i są wyczuwalne dla otoczenia, nie tylko dla osoby, która podchodzi najbliżej 😉
Kiedy tylko powąchałam te perfumy, przypomniała mi się sesja zdjęciowa Christiny Aguilery, wykonana przez fantastyczną Ellen Von Unwerth. Seksowna łobuziara, która uwielbia dobrze się bawić. Bawi się w klimacie retro, bo w nim czuje się seksowna i kobieca.

foto1 via sassisamblog.com
zdjęcia Christiny pochodzą ze stony xtina.pl

Tagi: ,

Podobne wpisy


  • Anonimowy

    Nie dość że recenzja mistrzostwo to jeszcze świetnie dobrane zdjęcia i to Kryśki. Bardzo bardzo mi się podoba.

    Wojownicza K.

    • Bardzo się cieszę, że Ci się spodobało, Kochana 🙂 Twoje słowa uznania są dla mnie bardzo cenne. A! Dziękuję za poznanie mnie z Johnem ;D

  • Piękne zapachy , podziwiam, ale nie mogę znieść na sobie aldehydów:(Próbowałam kilka razy w różnych stężeniach i niestety:(

    • Oj, to szkoda. Tutaj nie da się ich nie wyczuć.

  • Piękna recenzja, czytając ją widziałam rozwijający się na skórze zapach 🙂 Kryśka pasuje tu idealnie! A co Roberto powiedział na tę nową znajomość?:D

    • Nie jest zadowolony, ale mi wybaczy 😀

  • Nie znoszę aldehydów, więc i sam zapach mi nie podszedł. Natomiast mój wzrok przykuła świetna sesja Christiny! Cudna 🙂

    • Nawet jeśli zapach nie odpowiada, to można nacieszyć oczy 🙂

  • interesujacy…

  • Opis jest ekstra, ale aldehydy mnie przerażają, mimo wszystko chcę poznać ten zapach, może akurat mnie zauroczy 🙂

    • Nie bój się aldehydów 😉 W tym wydaniu są piękne, ale subtelne. Nie jest to Chanel no. 5 w wersji Moulin Rouge ;D

  • Anonimowy

    Mam, uwielbiam 🙂

  • Mairaus I i Ostatnia

    Zapach nie dla każdego ewidentnie 🙂 U mnie jest BARDZO pudrowy, przypomina mi dzieciństwo 🙂 Zupełne przeciwieństwo burleski, ale co tam! 😀

  • Cóż,powiem,że uwielbiam je po prostu a może i kocham..Są wyróżniające na tle mainstramu.
    Są jednymi z najlepszych,gdybym nie znałą powiedziałąbym,że to nisza.
    Ja je inaczej odbieram.
    Kontakt z nimi to mistyczne przeżycie.
    Dla mnie to zapach drewnianego kościółka ,drewna przez stulecia nasiąkniętego kadzidłem,słodyczą mirry.Gdzie od wieków na nabożeństwa przychodziły kolejne pokolenia zanoszac Bogu w modlitwach i prośbach trudy codziennego życia.
    Czuję w nim coś co już odeszło i nie wróci,miniony czas ,dawniejsze życie.Spokój,ciszę.
    Ubłocone dróżki wśród pól po których jeździły konne zaprzęgi.Klimaty z Nocy i Dni oraz Chłopów.

    Początki z tym zapachem były trudne,poznałam je ok.dwóch lat temu i niestety przytłoczyły mnie ,nie rozumiałąm ich.
    Dopiero z czasem zaczęło uczucie do nich rosnąć aż mnie uwiodły.

    Perfumoholiczko,nie bój się w nich aldehydów,są dobrze schowane za kadzidłem.