Blog o perfumach. W oparach popkultury.

Mark Buxton – Devil in Disguise

Devil in Disguise – diabeł w przebraniu.

Prowokująca nazwa jest chyba domeną perfum Marka Buxtona. Moje ulubione Sleeping with Ghosts otrzymało ten status chyba właśnie przez ciekawość. Jak mogą pachnieć perfumy o tak intrygującej nazwie?

W przypadku ‘Diabła w przebraniu’ należy zwyczajnie cieszyć się zapachem, podziwiać jego wyjątkowość, a ewentualnie później oceniać, czy nazwa jest adekwatna. Ja próbowałam odnaleźć nawiązanie do nazwy od pierwszych sekund z tym zapachem i … poczułam się oszukana.

Ostry rabarbar. Kwaśny do bólu.
Zapach jesiennego deszczu zmieszany z dymem papierosów.
Palące się siano.

Zapach od samego początku panoszy się dumnie po skórze. Nie pójdzie na kompromis. Wydziela sobie swoje terytorium. Przemawia, tym samym zmuszając do poświęcenia mu całkowitej uwagi. Nie ma co doszukiwać się tutaj ukrytych znaczeń. Te perfumy to zjawisko. Budzą skojarzenia, wywołują emocje.

Testując ten zapach w upalne dni zdecydowanie bardziej czułam pikanterię tego pachnidła. O wiele więcej było imbiru, rozkwaszonego na rozgrznych chodnikach rabarbaru. Więcej było łobuzerstwa. Nosząc Devil in Disguise – za sprawą rabarbaru – ciągle marzyłam o chłodnym napoju. A jeszcze bardziej o tym, aby wskoczyć do basenu wypełnionego lodowatą wodą. Delikatne magnolie widziałam przez mgłę, a perfumy szybko dotarły do swojej bazy. Królowało w niej piżmo.

W deszczowy, chłodniejszy dzień doświadczyłam trochę innego oblicza tego zapachu. W dalszym ciągu wyczuwałam dym, palone siano i über alles kwasek. Jednak to wetyweria położyła łapę na moim węchu i mogłam napawać się jej słodko-gorzkim, brudnym zapachem. Całkowitym zaskoczeniem było dla mnie neroli, którego podczas lipcowych upałów nie udało mi się wywęszyć. Całość jest o wiele bardziej imponująca właśnie podczas deszczu. Aż chce się ubrać wielki, dziergany swetrzak i pogrążyć się w lekturze poważnej literatury.

Dwa zupełnie odmienne stany. Bezmyślne skakanie do basenu VS. głęboka refleksja i przymilanie się do ciepłych tkanin.

Warto poznać ten zapach, ocenić go w różnych porach roku. Ciekawa jestem, co mógłby zaoferować podczas mroźnej zimy?
Devil in Disguise to uniseks i muszę się z tym zgodzić. Nosić może go każdy. Nie ważne czy jest się kobietą czy mężczyzną. Te perfumy nie są ani kobiece, ani męskie. To zapach dla buntownika, który chce, aby go słuchano. Perfumy te przeznaczone są dla osób, które chcą być inne, pragną wyglądać odmiennie.

Nie wiem gdzie kryje się diabeł. Raczej nie w tym zapachu.
A może właśnie idealnie się w nim skrył? Ja go nie odnalazłam.

Na szczęście!

foto1 via roullierwhite.com
foto2 via  stylefrizz.com Claudia Schiffer dla Vogue UK
foto3 via cookingstoned.tv

Tagi: , ,

Podobne wpisy


  • Mairaus I i Ostatnia

    Biorę w ciemno! Super opis!

    • Czuję, że ten zapach mógłby Ci się spodobać.
      Dziękuję :*

  • Po Twoim wpisie chciałabym tego diabła poszukać 🙂 Najlepiej podczas spaceru w parku, wśród mgieł i spadających liści 🙂

    • Znając Ciebie.. to może nawet by Ci się udało 😀
      Liście mogą pomóc.

  • Mnie ten zapach niestety nie przypadł do gustu.Nisza ma sporo różnych wariacji zapachowych i to jedna z nich.Jednakże z samej ciekawości popróbować warto.

    • Pewnie – ciekawość do pierwszy krok do zakupów 😀

  • Wojownicza Księżniczka

    Ciekawa nazwa, ciekawy zapach, na pewno nie jest to coś czego nigdy nie wąchałam bo jest wtórny ale na swój sposób bardzo ciekawy 🙂