Blog o perfumach. W oparach popkultury.

Dolce & Gabbana Pour Femme Intense


Podstawową wersją Pour Femme byłam początkowo oczarowana i nie wyobrażałam sobie życia bez tego zapachu w kolekcji. Jednak po dłuższym obcowaniu, zrozumiałam że nie jest taki wspaniały. Znudził mnie swoją śliczną formą, słodkim do bólu zapachem… Dalej uważam, że jest piękny, ale można bez niego żyć.

A mimo tego – sięgnęłam po Intense.

Psik…

Otwierają się wielkie, puszyste poduszki powietrzne, całkowicie wykonane z marshmallow… Chwilę potem lądują na nich zgrabnie kwiaty pomarańczy. Silny aromat wulgarnie klejących się słodkości i głośnych kwiatów potrafi zawrócić w głowie. Po przyłożeniu nadgarstka do nosa wyczuwam również wspomnianą w nutach zapachowych zieloną mandarynkę – taką gorzą, niedojrzałą. Dobrze, że jest, ale wiele nie zdziała. Jest całkowicie zakrzyczana, zadeptana i … skromna.
Po kilkunastu minutach  pojawia się o wiele więcej białych kwiatów, rozkwita kusząca, niepoprawna uwodzicielka, Królowa Tuberoza. Zabójczo silne kwiaty i słodycz. To połączenie dla wytrawnych graczy świata słodkości. Choć wcale nie jest takie powalające jako mogłoby się wydawać.

Po sześciu godzinach zapach jest trochę bardziej suchy, pojawia się niemal piaskowa nuta sandałowca. I tak kończy się ta ekstremalna przejażdżka do fabryki mordoklejek. Po 7 godzinach pozostaje nam na skórze pamiątka słodkich chwil… i bezpłciowe drewno. Spodziewałam się, że będzie o wiele bardziej ciężki, muszę przyznać, że całkiem miło się go nosi.

Intense jest wersją bardziej… dorosłą, nieco bardziej ciekawą. Aby nosić te perfumy lub tolerować je, należy mieć wcześniejsze doświadczenia ze słodkimi perfumami. Te są zbyt hardkorowe, przynajmniej nie na inicjację.

Ostrożnie z nimi!

foto 1 via elle.com; foto 2 i 3 via harpersbazaar.com

Tagi: ,

Podobne wpisy