Blog o perfumach. W oparach popkultury.

Chloe – Love Story

Nie bardzo chciałam polubić Love Story. Po przelotnych testach uznałam go za przeciętniaka. Jednak obecny nawrót wiosny wzbudził we mnie chęć do otulenia się czymś lekkim i kwiatowym. Padło na Love Story.

Dlaczego nie chciałam polubić tego zapachu?

Czasami sukcesem można sobie zaszkodzić. Np. po powąchaniu wspaniałej Love, Chloe Eau Intense a także bardzo dobrej Love, Chloe zaczęłam tę markę traktować lepiej. Moje oczekiwania wzrosły. Wybaczyłam nawet zgrzytającą kwiatami Chloe i jazgotliwą wersję Intense. Jak dla mnie – Chloe może ograniczać się tylko do serii Love. Jednak w świetle ostatnich wydarzeń – na myśli mam wycofanie z produkcji Love, Chloe i jej intensywnej siostry – doskonale wiemy, że to jest niemożliwe. I choć Love Story nie dorównuje Love i brakuje jej umiejętności łatwego rozkochania milionów kobiet (jak Chloe), to jest na pewno najprostsza w obsłudze. Noszenie jej nie jest wyzwaniem. Jest przyjemna i lekka. A teraz do rzeczy.

Początkowo w Love Story panuje klimat kwiatowo – owocowy. Choć w spisie nut w głowie kompozycji znajdziemy tylko neroli to śmiem twierdzić, że jest tam też jakiś soczek. Wyobrażam sobie neroli – bardzo delikatne, ujmujące, które ktoś skropił kilkoma kroplami soku z pomarańczy. Dzięki temu pachnie chwilowo jak musująca oranżadka. Nie ma żadnej goryczki, a po chwili bąbelki znikają.

Zapach staje się statyczny, wygładzony. Stąpamy po miękkiej tkaninie, usłanej kwiatami pomarańczy. Tutaj zapach nabiera lekkiego ‚umph’ i kobiecych kształtów. Nie jest jednak przytłaczający, ani też przesadnie wyrazisty. Dojrzała kobieta potraktuje go jak delikatnego kwiatowca na zwykły dzień, a młodziutka kobieta pewnie skojarzy go z zakochaniem. W nutach widnieje stefanotis – kwiat z którym nie miałam do czynienia i przyznam – nie mam pojęcia jak może pachnieć. Jednak odejrzewam, że musi być zbliżony zapachem do kwiatu pomarańczy i neroli, bo nic innego z tej kompozycji się nie wybija.

Przez 4 godziny możemy się cieszyć niezobowiązującym zapachem kwiatowym. Nuty kwiatowe powoli zostają przesłonięte przez delikatne piżmo i cedr. Świeżość, świeżość i całkiem sympatyczna nuda. Love Story bardzo ładnie tańczy na skórze, tworzy lekką mgiełkę. Jednak po 5 godzinach mam problem z odnalezieniem go, po 6. nie ma po nim śladu.

Love Story nie jest dla mnie wielkim hitem. Nie jestem fanką zapachów typowo kwiatowych, a jeśli już – niech będą bezczelne i zadziorne. Jednak nawet taka jędza jak ja potrzebuje czasami czegoś spokojniejszego. I wtedy Love Story wykona przyzwoitą robotę. Nie pogardziłabym flakonem, jest naprawdę uroczy. Choć jakoś ta cała idea zawieszania kłódek przez zakochanych mnie nie fascynuje. Zamiast kłódki wolę obrączki. Taka ze mnie romantyczka.

foto 1&3 via fragrantica.pl;foto 2 via 10magazine.com.au

Tagi: ,

Podobne wpisy