Blog o perfumach. W oparach popkultury.

Givenchy – Ange ou Demon

Te perfumy snują się w moich myślach, przykleiły się do mojej skóry, ubrań, przesiąknęły nimi moje włosy… Ich moc jest wielka!

Jestem wielką fanką wanilii. Ostatnio głównie takiej, która kojarzy mi się z deserami i olejkami. Moją ulubioną jest chwilowo ta z Lancome Hypnose (recenzja wkrótce), która pachnie bardzo intensywnie, słodko, lepko… Jest jak bardzo gęsty budyń. Stężenie wanilii jest po prostu zabójcze.
Ale Ange ou Demon bije Hypnose na głowę!

Od pierwszych chwil z tym zapachem wiem, że mam do czynienia z prawdziwą diwą.  Uderza mnie silny szafran i delikatna wanilia, które chwile później rozpraszają się. Tak jakby chciały zaznaczyć swoją obecność, wycofać się i przygotować do mocnego wejścia. I tak właśnie jest. Na skórze pojawiają się lilie – słodkie i podobne do tych z The One, bez kościelnego akcentu – i robi się bardzo przytulnie, jak u babci w domu. Połączenie tymianku i ylang-ylang tylko pogłębia to skojarzenie. Czuję starą szafę, która latami należała do elegantki. Akcent jest bardzo oldschoolowy – pewnie dla niektórych odstraszający. Mnie bardzo odpowiada. Szczególnie ten mech dębowy, którego nie sposób wychwycić – pojawia się i znika.

Po kilkudziesięciu minutach powraca wanilia i szafran. Ta pierwsza niemiłosiernie słodzi, ten drugi bezlitośnie… kadzi. Chyba tutaj leży ta przewrotność nazwy tych perfum. Wanilia to anioł, demon to szafran. Przekomarzają się w stosie pięknych lilii.
Po około 7 godzinach na mojej skórze zostaje słodkawa tonka i wreszcie uchwycony – mech. Jest bardzo przytulnie, miło i ciepło. Anioł zwyciężył.

Ange ou Demon to perfumy, które polecam KAŻDEMU. Nie mówię od razu o zamawianiu największej butli, ale o przetestowaniu. Jest w tym zapachu coś bardzo ciekawego. To taka wanilia dla wtajemniczonych. Pachną jak kobieta – uwodzicielka, która czeka na zmrok, by wyruszyć w ciemne miasto… I nie wiem, czy chce kogoś napaść czy uwieść. Ale mam ochotę ją śledzić.
– Tak, znowu mnie poniosło. Ale to kolejny zapach, który tworzy wizję, wyzwala emocje. Bez względu na to, czy będzie z tego miłość czy nienawiść – pozwól sobie na te kilka godzin z Ange ou Demon. Pachnie bardzo intensywnie, oryginalnie i zbiera masę komplementów (szczególnie od mężczyzn). Żyć, nie umierać.

Ange ou Demon bije Hypnose na głowę pod względem mocy. Choć jest wspaniały, wybieram perfumy Lancome. Hypnose to zapach dla dziewczynki dobrej (za taką się uważam!), Givenchy dla niegrzecznej 😉 Jeśli przejdę kiedyś na stronę zła, to wtedy będę się utożsamiać z Ange ou Demon.

Tagi: ,

Podobne wpisy