Blog o perfumach. W oparach popkultury.

Givenchy – Very Irresistible

Perfumy Very Irresistible są dla mnie szczególnym pachnidłem. Kojarzą mi się z “beztroskimi” latami gimnazjum. Wtedy to właśnie (2003 rok) te perfumy miały premierę. Pamiętam, jak wraz z koleżanką odwiedzałyśmy Ś.P Marrionaud, tylko po to by powąchać ten zapach.

Wtedy pachniał dla mnie kobieco, ale raczej świeżo i owocowo. Bez pudrów, orientów, przypraw. Prosty zapach radości (na możliwości 13,14-latki, przypominam). Wyobrażałam sobie, że jest on owocowo – kwiatowy. No cóż. Teraz postanowiłam do tego zapachu wrócić i trochę się rozczarowałam. Nie pachnie już jak dawniej (tego się spodziewałam), nie ma tutaj też żadnych owoców. Kwiaty, kwiaty i kwiaty. Choć nie jest to “mój” zapach, to nie mogę mu odmówić nostalgicznego uroku.

W otwarciu tych perfum czuję przede wszystkim werbenę cytrynową i anyżek*. Połączenie jest bardzo specyficzne – kojarzy mi się z antyperspirantem, pastą do zębów, perfumowanym pudrem do ciała. I o ile nie jest to połączenie fortunne, to pobudza wyobraźnię na tyle, że z zaciekawieniem czekam na rozwój wydarzeń. Po około godzinie rozmywa się chemiczna papka i pojawia się róża. Otacza ją wodny akord, który jak na mój nos powstał z mokrych kwiatów – magnolii i piwonii. Oj, bardzo mi nie odpowiada takie oblicze piwonii. Z magnolią nigdy nie było mi po drodze. W takim niemrawym towarzystwie róża nie ma wyboru – musi udźwignąć całą kompozycję. Wypada całkiem przyzwoicie – jest pikantna, lekko dusząca. O wiele lepiej by było, gdyby nie musiała przeprawiać się przez te wodniste tereny. Zapach utrzymuje się na skórze do około 8 godzin, pod sam koniec pachnie delikatnie, pieprznie. To pewnie ten pieprz dodał róży charakteru.

Nie wyczuwam w tych perfumach ani nutki słodyczy. Dlaczego więc 12 lat temu te perfumy odbierałam jako frezje umorusane sokiem z pomarańczy? Są dwie możliwości:
1. Mój nos przeszedł niezwykłą przemianę – graniczącą z cudem
2. Very Irresistible przeszło ekstremalną reformulację.

Jeśli ktokolwiek z Was ma informacje dotyczące jednej i drugiej opcji
– proszę o niezwłoczny kontakt.


*który już chyba zawsze będzie kojarzył mi się z herbatkami na laktację…

Tagi: ,

Podobne wpisy


  • Nie znam tej wersji, mam Very Irresistible Electric Rose i to bardzo ładna delikatna róża z anyżem. Ten zapach mi bardzo pasował w ostatniej ciąży, bo nie przytłaczał.

    • Tej wersji nie znam. Muszę poznać 🙂
      Znam cynamonową, była boska 🙂

  • Nie znam niestety tego zapachu 🙁

    • Możesz go poznać w prawie każdej perfumerii 🙂

  • A nie testowałaś może teraz przypadkiem wersji edt? z 2012 r.

    • Nie, nie. To na pewno klasyczne edp 😉
      A co powiesz o EDT? 😉

  • Kwiatowych perfum nie jestem w stanie znieść. Natomiast zapachy kwiatowo-owocowe trafiają w moje serce:)

    • Mnie też jest ciężko w samych kwiatach. Tak duszno, sztucznie. Czuję się wtedy jakbym miała na sobie przebranie, albo wielki i dziwaczny kapelusz jak Maria Antonina 😀

  • Testowałam tylko edt i powiem,że tylko te znam.I niestety wydały mi się zbyt rozwodnione,poczatek cukierkowaty a potem bledną i tylko delikatnie niczym szczególnym nie pachną.Szkoda,bo można było dodać wiecej życia do tej kompozycji.

    • To w edp nie ma ni cukierkowatego. Pewnie edt zrobili dla młodszej klienteli 😉

  • Hm. możliwe,ale za taką kasę młodzież kupi sobie co innego fajniejszego i znacznie taniej.

    • Jeśli ktoś chce mieć coś z Givenchy to pewnie po to sięgnie. Ale w innym wypadku – masz rację 🙂

  • Anonimowy

    Mam wersję zimową, jestem ciekawa czy przypomina choć trochę podstawową. Nie brzmi to zachęcająco ale zawsze warto dać szanse.

    Wojownicza K.

    • Jak na mój nos, to nie mają ze sobą nic wspólnego 😉