Blog o perfumach. W oparach popkultury.

Jean Paul Gaultier – Classique Eau de Toilette

Nie wiem dlaczego, ale dawniej bardzo lubiłam filmowe femme fatale. Nie wszystkie darzyłam sympatią, ale z przyjemnością je obserwowałam. Wśród tych najpopularniejszych były takie bezlitosne egocentryczne feministki, które uwodzą żeby się dowartościować i uszczuplić wysoką samoocenę mężczyzny, kierowane chęcią zemsty za przykrości przeszłości harde karierowiczki, których serca zrobione są z galaretki, uwodzicielki z przypadku… Cała masa kinowych klisz. I choć za tymi powyżej wymienionymi nie przepadałam i raczej im nie kibicowałam, to z przyjemnością na nie patrzyłam. Jednak brakowało mi w nich czegoś, chyba takiego pospolitego elementu zaskoczenia. Były przewidywalne. Teraz już nie gustuję w filmach z takimi wątkami, jednak Jean Paul Gaultier – niepoprawnie cudowny świr przedstawił mi zupełnie nową bohaterkę tego pokroju i… ona mnie zaskoczyła.

Młoda kobieta bierze kąpiel. W wannie rozpuszcza drogie mydła i olejki – z akcentem na te pierwsze. W pomieszczeniu unosi się upojny zapach drogiego mydła – pachnie ono anyżem i różą. Już wiemy, że nasza Classique lubi klasyczne i może nieco staroświeckie aromaty. Czuję gorzki kwiat pomarańczy, który zatapia się w jej delikatnej, porcelanowej skórze… 

A ona wyleguje się i przygląda swoim długim nogom – czy są już wystarczająco nawilżone i lśniące? Nie myśli o niczym innym, tylko o sobie i swojej aparycji. Trochę próżności piękności nie zaszkodzi. Jej nozdrza są już wypełnione mydlanym zapachem wieczornej kąpieli – to znak, że należy przejść do działania. Powolutku wychodzi z kąpieli, ale anyżowy zapach mydła nie opuszcza jej ani na chwilę. Już stał się jej atrybutem. Ubiera się w ciasny gorset, na niego zarzuca drogą małą czarną. Do tego brakuje jej szpilek, czerwonej szminki i fryzury a la Grace Kelly.

Szybko uzupełnia swój wygląd o potrzebne szczegóły i patrzy w lustro – wygląda bardzo zmysłowo i kobieco. Dopiero teraz zaczyna myśleć nad strategią na nadchodzącą noc. Mistrzyni last minute.
Udaje się do tego miejsca i już wie, że on tam jest. Od razu przyciąga go do siebie swoim odurzającym zapachem. Jej skóra otulona jest kwiatami – tak idealnie dobranymi, że trudno jest je wymienić. To bukiet, którego nie sposób szybko rozebrać. Po dłuższym przytuleniu nosa do jej szyi już wszystko zaczyna się wyjaśniać – kremowy irys, bielusieńka tuberoza, dymne ylang-ylang związane są czerwoną wstążką, a obok nich leży dojrzała, pulchna śliwka w imbirowej posypce. Nad nimi unosi się chmurka przypominająca o mydlanej kąpieli – przez długi czas czuć jej echo.

Mężczyzna nie pozwala się długo kusić i chce się bliżyć do Classique – i wtedy kiedy on oczekuje spektakularnej manifestacji agresywnej wanilii wszystko się zmienia. Ona wybiega ze łzami w oczach. Nie przejmuje się pozostawionym za sobą mężczyzną, nie czuje też żadnej satysfakcji z tego, że on nie otrzymał tego chciał. Idzie przed siebie – raz płacze, raz się śmieje. Coś jej się przypomniało… Budzi się w niej ujmująca wrażliwość – wtedy jej skórze pojawia się śliczna, dostojna wanilia – bardzo słodka i zmysłowa. Nie ma w niej nic oburzającego czy przesadnie uwodzącego. Classique wraca do swojego mieszkania, zrzuca z siebie wszystkie  ubrania i kładzie się do snu – uśmiechnięta i zadowolona.

Nie wie co będzie jutro, ale wie że znudziło jej się last minute. Teraz jest mistrzynią improwizacji.

The End

Tak, znowu mnie poniosło. Abstrahując od opowieści o femme fatale, która wcale nie jest taka fatale – Classique to zapach nieziemski! Początkowo jest bardzo mydlany, oldschoolowy – nie każdy go uniesie bez bólu głowy. Z czasem mydlane bańki znikają i zapach jest słodszy, kwiatowy. Wanilia w tym zapachu króluje – ale nie jest eksplozją słodyczy czy manifestacją orientu – w porównaniu do hucznego otwarcia zapachu powiedziałabym, że jest spokojna i potulna. Tak przynajmniej układa się na mojej skórze. Muszę, po prostu MUSZĘ ją mieć. A zaraz potem Intense i Eau de Parfum.
To jeden z tych zapachów, który wywiera ogromne wrażenie.
Przez pierwsze trzy godziny jest bardzo intensywny i można spokojnie powiedzieć, że otoczenie nie pozostanie obojętne. Później jego moc słabnie, ale i też kompozycja robi się bardziej grzeczna, można się nią cieszyć bez spojrzeń wszystkich otaczających nas osób. Na skórze utrzymuje się przez około 7 godzin, wolałabym żeby ta wanilia przeciągnęła się trochę dłużej, ale jest jak jest.

Polecam testy.

foto 1 via: perfumenapele.com; foto 2 via fashiongonerogue.com

Tagi: ,

Podobne wpisy


  • kocham chodź nigdy nie miałam pełnowymiarowej buteleczki !!! Za to od 3 dni pachnę Marią i bardzo nam razem dobrze 😀

    • Trzeba się zebrać i kupić 😀
      Ja zatęskniłam za Mariah, też mi się z nią układało dobrze 😀

  • Anonimowy

    Na mnie ten zapach jest dość delikatny. Wydaje mi się, że oryginalny Classique był intensywniejszy i chyba przeszedł jakąś znaczną reformulację.
    Przepiękna wizja w opisie:)
    Ewelina

    • Ależ przeszedł i to wiele! To diwa po przejściach 😉
      Dziękuję, cieszę się że Ci się spodobała 🙂

  • Miałam i nie polubiłam zapachu… Jak dla mnie był wręcz duszący ;/

    • Nie jest łatwy w odbiorze i nie zawsze ma się na niego nastrój.

  • szo

    Niesamowity opis, bardzo sugestywny! Muszę sobie przypomnieć zapach, bo po testach nie mam z nim żadnych szczególnych wspomnień, a to chyba błąd!

    • Dziękuję pięknie! :*
      Może błąd, ciężko ocenić. Ja oceniam lata spędzone bez tego pachnidła jako … jakby stracone 😉

  • Anonimowy

    Nie mam własnego i podkradam siostrze 😉 Piękny zapach na specjalne okazje, dla mnie na pewno nie do codziennego biegania ale wieczorowy, randkowy i romantyczny.
    Basia

    • Wcale się nie dziwię, że podkradasz – cudny jest.
      Codzienny to on nie jest – zgadzam się z Tobą całkowicie 🙂

  • Z rodzinki Classique znam tylko "Classique X" z 2010. Bardzo ładny, kwiatowo – cytrusowy.

    Ja się trochę tych flakonów boję, wiem, że to ma udawać manekina, ale nie wiem, jakoś boję się je brać w ręce.

    Opis świetny, muszę je poznać, może kiedyś przestanę się ich bać 🙂

    • A ja tego nie znam. Ciekawa go jestem bardzo.

      Coś w tych flakonach jest. Podobno mężczyznom się podoba, a kobiety różnie na niego patrzą. Mnie się bardzo podoba. Pamiętasz może moje zestawienie przerażających flakonów? Dopisałabyś go do tej listy?

      Dziękuję pięknie :*

    • Szkoda, nie man próbki, zużyłam ja w lato 2 lata temu :>

      Oczywiscie, ze pamiętam Twoje wpisy, tak, myślę, ze by się nadawał.

    • Kiedyś na pewno uda mi się dopaść ten zapach 🙂
      Mnie bardziej przerażają głowy bez reszty ciała niż na odwrót 😛

  • Kurcze nie jestem pewna czy znam ten zapach, troche mi sie zapachy JPG myla przez podobne buteleczki 😉

    • I trochę też przez całą masę różnych edycji… Ciężko je zliczyć!
      Ten jest na pewno najbardziej specyficzny z całej rodzinki.

  • O ile mnie pamięć nie myli to po prostu bardzo piękne i kobiece perfumy. Bez ekstrawagancji i eksperymentów w sferze zapachu, który był określany jako półorientalno kwiatowy. Nowatorskie było jedynie opakowanie – flakon w puszce. Ale dziś już tez wydaje się klasykiem, bo od premiery w 1993 roku minęło wiele lat.

    • Na miano klasyka zasługuje przede wszystkim zapachem, nie tylko wiekiem 😉
      Jest niedzisiejszy – takich zapachów się już nie robi. Na pewno nie w mainstreamie.

  • Anonimowy

    Bardzo ale to bardzo zachęciłaś mnie do poznania go. Jestem pewna że mi się spodoba :). Po części chciałabym taka być, nie przejmować się niczym.

    Wojownicza K.

    • Cieszę się niezmiernie 🙂
      Na pewno by Ci się spodobał – jest stworzony dla Ciebie 😀
      Kupuj butlę i przestań się przejmować ;P

  • Pingback: Jean Paul Gaultier – Classique Eau de Parfum | Edpholiczka – blog o perfumach()