Blog o perfumach. W oparach popkultury.

Agent Provocateur – Fatale


Perfumy marki Agent Provocateur przez bardzo długi czas były zamykane tylko i wyłącznie we flakonach w kształcie jajek. I właśnie te zapachy darzyłam wielkim szacunkiem i sympatią. Kiedy pojawiła się wiadomość o nowym pachnidle w zupełnie nowej butli, czułam zarówno zaciekawienie jak i smutek. Czułam dreszczyk emocji, który towarzyszy poznaniu czegoś zupełnie nowego, ale wiedziałam też, że to raczej wiąże się ze słabszą jakością, albo zmianą kierunku tworzonych zapachów. Agent wziął się za słodziaki. Z jakim skutkiem?

Wyobraźcie sobie, że wynajmujecie pokój w hotelu. Wchodzicie do pokoju, rozglądacie się po pomieszczeniu, badacie łóżko i orientujecie się, że prześcieradło i pościel nie zostały wymienione po poprzednich lokatorach. Czujecie zapach, który mógłby towarzyszyć tylko zbliżeniu pierwszego stopnia pomiędzy La Vie est Belle i Jimmy Choo. Przy czym zaznaczam, że o wiele więcej jest tutaj śladu po Lancome niż po Choo.

Wącham i nie wiem o czym myśleć. Pierwsze 15 minut z tym zapachem to coś, co nazwałabym La Vie est Belle Exotic. Do LVeB dodano zapach mango, już sobie wyobrażam reklamę z uśmiechniętą Julią Roberts wypoczywającą pod palmami z drinkiem w dłoni. I wybaczyłabym to, ale to nie Lancome. To Agent Provocateur. I nie miałabym wiele przeciwko, gdyby marka wcześniej nie urodziła nic ambitnego. Ale klasyczny Agent Provocateur, Maitresse i L’Agent to prawdziwe cudeńka. Marka zboczyła na tor zadowalania tłumów i nie wiem czy to wybaczę, muszę się zastanowić.

Fatale to początkowo mango i czarne porzeczki pląsające w mgiełce różowego pieprzu, a pojawienie się gardenii i paczuli nie jest w stanie wiele zmienić. Fatale po prostu pachnie bardzo podobnie do La Vie est Belle. Oczywiście, zapach nie jest identyczny, Fatale wiele brakuje by być autentycznie podobnym. Mango miało pewnie kompozycję trochę ‚useksualnić’, i nie zaprzeczę, że zabieg się powiódł. Fatale trwa na skórze przez około 9 godzin, więc spisuje się wspaniale. W jego bazie jest orchidea, która bardzo przypomina mi Jimmy Choo. Dużo jest tutaj także czekolady… Jest raczej słodko, bez wyrafinowania. Może nie bez powodu Monica Cruz w reklamie zwisa w samej bieliźnie (no, ba! w końcu to Provocateur – marka bieliźniarska) na łańcuchu. Te perfumy to taki seks na sznurku.

Z jednej strony zapach ten jest bardzo ciekawy i ładny, ale jego podobieństwo do LVeB aż boli. Jeśli ktoś z Was szuka taniej wersji tego właśnie zapachu, to Fatale może być dobrym pomysłem. Mnie flakonik kusi, ale muszę zdecydowanie jeszcze nad tym pomyśleć. Na pewno lepszym pomysłem jest kupienie poprzednich Agentek, one są oryginalne i odważne.

foto 1 via dolcediamantedolce.com; foto 2 via smartologie.com

Tagi: ,

Podobne wpisy