Blog o perfumach. W oparach popkultury.

Chloe Eau de Parfum

Chloe to dla mnie perfumy niejednoznaczne. Moje oficjalne stanowisko jest takie, że ich nie lubię. Nosząc je dziwnie się czuję (szczególnie początkowo, bo po kilku godzinach okazują się przyjemne), drażnią mnie bardzo. Nie mogę jednak powiedzieć, że źle pachną. No nie, bo pachną naprawdę ładnie. Wcale się nie dziwię, że są tak popularne. To taki śliczny zapach kwiatowy, który jest bardzo uniwersalny, ale przy tym wyróżniający się, specyficzny. Chloe nie pachnie jak wszystkie inne popularne ostatnio zapachy kwiatowe, ale dla mnie są zbyt szorstkie i niedostępne. Tyle by było zachwytu z mojej strony.

Chloe to perfumy, których nie przekreślam, bo wsadzają do mojej głowy pewien obrazek, budzą emocje. Najbardziej nie lubię pachnideł nie wywołujących żadnych uczuć. Chloe to dla mnie  piwonia w bliskim starciu z papierem ściernym. Jest brutalnie wyrazista, czuć każdy starty jej płatek. Dużo w niej kwasku i sztywności. Dla mnie ta piwonia jest bardzo upozowana i tragicznie uromantyczniona… Bardzo dumnie walczy z tym, jak ją koncern namalował. Dodano jej delikatnego akcentu ze strony słodkiego liczi i okazałych frezji. Kolejna próba oswojenia szalonego zamysłu, na mojej skórze okazuje się porażką. Momentami czuję się jakbym słyszała zgrzytanie zębami, czasem w kompozycji pojawia się słodka i ujmująca, świeża róża i jestem oczarowana.

Problem mam taki, że uwielbiam piwonie. A w tym pachnidle są dla mnie nie do zniesienia, o wiele bardziej przekonuje mnie róża, nawet ze swoim kiepskim towarzystwem (konwalia i lotos zanurzone w wodzie po szyję). Im Chloe staje się bardziej spokojna, tym bardziej potrafię ją docenić. Róża w lekkiej pikanterii, z której wychodzi cedr jest czymś, co może mnie zainteresować. Niestety, ale tak wygląda tylko końcówka.

Chloe utrzymuje się na skórze długo – do 10 godzin. Bardzo dobrze wyczuwalna jest na odległość ok. 1 metra przez nawet 5 godzin, wiele osób chwali. Ja tych zachwytów nie podzielam, ale przyznam, że Chloe to pewniak, jeśli chcemy zrobić dobre wrażenie i komuś się spodobać. Polecam na pierwsze spotkanie z przyszłą teściową.

I żeby nie było, że nie lubię lekkich kwiatów. Spodobała mi się Chloe w wariancie Roses! Lubię po prostu, gdy kwiatowe kompozycje są ciepłe i otulające, takie od których bije kobiecość i aż się chce śpiewać W-O-M-A-N razem z Ettą James.

A teraz już możecie mnie zakrzyczeć 😉

foto via fashionadexplorer.com

Tagi: ,

Podobne wpisy