Blog o perfumach. W oparach popkultury.

Jil Sander – Simply Jil Sander

Co do tych perfum mam mieszane uczucia. Początkowo mnie nie zachwyciły, potem je doceniłam, nosząc je dalej miewam różne odczucia. Perfumy te na pewno nie są typowo „moim zapachem”, ale mają w sobie coś, co zdecydowanie doceniam.

Zacznę od tego, że zapach idealnie pasuje do swojej reklamy. Wąchając go mam wrażenie, że to taka minimalistycznie elegancka mieszanka dla kobiet, które w swoim stylu zawierają coś męskiego. To coś zwinnego, klasycznego, ale mimo wszystko angażującego. Nie jest to „zapaszek”. O ile na mojej skórze leży lekko, to nie zdziwiłabym się wcale, gdyby na innych osobach był cięższy. Przypomina mi klasyczną Balenciagę Paris skrzyżowaną z Karleidoscope.

Simply otwiera się wielkim, dumnym zielonym liściem fiołka, który kryje za sobą mandarynkowy sok i coś cierpkiego, co pewnie jest bergamotką. Rześko i świeżo, a przede wszystkim bardzo przyjemnie. Nazwa oddaje zapach kompozycji – jest prosta i nieskomplikowana, a jednak ciekawa. Bo piękno często leży w prostocie, prawda? Liściasty charakter kompozycji przechodzi zapachu fiołka, ale traci mój entuzjazm, bo popada w niespodziewanie wodnisty charakter, którego fanką nie jestem.

Pojawienie się pudrowego fiołka na piżmowym posłaniu to zdecydowanie to lepsze oblicze zapachu. Za ciepło kompozycji odpowiada kardamon, który bardzo subtelnie wspiera ciepły przyprawowy akord. Pomimo przytulności tej nuty wcale nie powiedziałabym, że tutaj robi się zbyt milutko. Simply trzyma mnie na dystans. To taka piękna i ciepła kobieta, która bardzo uważnie dobiera sobie znajomych, a o swoim życiu opowiada nielicznym. Choć zapach podoba mi się i całkiem ładnie układa się na skórze, to sądzę, że nie jestem jedną z jego wybranek. Mocno brzmi na mnie cedr i kiedy kompozycja traci pudrowość na korzyść nut drzewnych nie jestem szczególnie zadowolona.

Simply podszyta jest wyjątkowo zachowawczym trio, w którego skład wchodzi paczula, wanilia i skóra. Brzmi ciepło i słodko, prawda? Jest zmysłowo, ale w bardzo niedopowiedziany sposób. Wanilia, która kocha moją skórę i wychodzi na niej spotęgowana dziwnie milczy, paczula nie puszy się, a chowa nieśmiało. Jedynie skóra pilnuje swojej pozycji, prezentując się raczej matowo, z jakby ambrowym „posmakiem”.

Trochę drewna, pudru, fiołka – to właśnie jest cała Simply. Całkiem przyjemna i przedziwnie prosta.
Dalej nie wiem, co o niej myśleć. Intryguje mnie niesamowicie, i choć spędziłam z nią aż 4 dni, to chyba zdecyduję się na kolejne. Z trwałością bywa różnie, ale zazwyczaj nie przekracza 7 godzin. A szkoda.

Polecam testy.

foto via fragrantica.pl

Tagi: ,

Podobne wpisy