Blog o perfumach. W oparach popkultury.

Hermes – Un Jardin en Mediterranee

Uwielbiam Ogródki Hermesa. Po prostu uwielbiam. Są piękne, lekkie, szlachetne, subtelne… Ich lekkości towarzyszy w niektórych przypadkach słaba trwałość. W przypadku Mediterranee tak właśnie jest. Po godzinie od aplikacji już ich nie czuję. Zbyt szybko wtapiają się w moją skórę i nikną Dlaczego? Dlaczego? Czytałam kiedyś masę opinii, w których użytkowniczki chwaliły jego trwałość… “Nawet do 20 godzin!”. Poczekam, może moja skóra kiedyś ponosi go dłużej.

Żałuję, bo Mediterranee pasuje mi bardzo, nawet do tego stopnia, że po pierwszym psiku chciałam od razu zamówić flakon. Niestety, ale kiedy zauważyłam, że perfumy te opuściły mnie tak szybko, wstrzymałam się z tą decyzją.

O co ta cała afera?

Un Jardin en Mediterranee to kompozycja zbudowana na zasadzie piramidy zapachowej, ale od samego początku wyczuwam piękny i gładki miks. Cytryna, cyprys, liść figi, kwiat pomarańczy, bergamotka, pistacja, mandarynka… To wszystko łączy się w drzewną, świeżą, radosną mieszankę. Oblanie się nią to wielka pokusa. Mediterranee orzeźwia, budzi zmysły. Jest jak zimny prysznic w upalny dzień. To chyba właśnie cyprys odpowiada za lekko mentolowy charakter zapachu, który uzależnia. Nie mogę oderwać nosa od nadgarstka! Uderza mnie coś słonego, słodkiego i kwaśnego – różnorodne delikatne aromaty przeplatają się, pozostawiają mnie całkowicie ubezwłasnowolnioną. Leżę sobie leniwie, całkowicie spokojna. Zapominam o wszystkich problemach, sprawach do załatwienia, które aż dzwonią w mojej głowie…

Zapach ten jest wyjątkowo naturalny, pachnie bardzo “autentycznie”. Gdybym miała opisać go w trzech słowach, powiedziałabym: aromatyczny, drzewny, zielony. Dla wielu osób jest to zapach skręcający lekko w stronę mężczyzn. A według mnie to zapach dla każdego.
Z wielką chęcią zabrałabym go na wakacje, nosiłabym go zawsze przy sobie. Są też dobrą alternatywą dla osób, które nie mają okazji wyjechać. Kilka psików po prysznicu dobrze wpływa na samopoczucie. Dla mnie ten zapach ma w sobie właściwości aromaterapeutyczne.

Na pocieszenie powiem, że podobnie do Mediterranee leżą na mnie perfumy Rosabotanica, więc pewnie w nie zainwestuję przed następnym latem.

foto via fragrantica.com

Tagi: ,

Podobne wpisy


  • Anonimowy

    Nie znam jeszcze wszystkich ogródków, ale ten kocham <3 U mnie trwałość bez zarzutu, bo ok.6 godzin, ale już Li tylko ok.3.
    Roma

    • Pozazdrościć! Ja wszystkie chyba lubię, Li też mi się spodobał 🙂

  • Anonimowy

    Muszę poznać ten zapach, bo lubię takie właśnie tony w świeżakach.

    Mistrzem wśród nietrwałych perfum jest u mnie woda kolońska Eau de Cologne Imperiale Guerlaina – trzyma się pół godziny (!!!), a potem czuję już tylko smugę, pozostałości zapachu przez jakieś 2-5h.

    To tak na pocieszenie Kasiu, jak widzisz rekord nietrwałości należy narazie do mnie 😀 Ale i tak wydaje mi się, że Cologne Imperiale to jedna z najmniej trwałych wód kolońskich w ogóle.

    Ewelina

    • A tego Guerlaina nie znam, ale już słyszałam, że trwałością szału nie robi 😉
      Ok, rekord jest Twój 😀

  • Anonimowy

    * tam miało być 2-3h, bo naprawdę jest kiepsko z tą trwałością
    Ewelina

  • Ja też lubię ogródki, ale właśnie ten najmniej :-). Niech żyje Ellena ! Dziś noszę monsunowy 🙂

    • Niech żyje i tworzy jak wspaniale jak do tej pory! 🙂

    • *tak wspaniale.. 😉

  • Hmm, kiedys testowalam En Mediterranee ale szczerze mowiac nie pamietam jak z trwaloscia bylo… Musze sobie przypomniec 🙂 Z serii ogrodkowej Hermesa uwielbiam Un Jardin Sur Le Nil 🙂

    • Też kocham Nil, chyba najbardziej z całej serii 🙂

  • Uwielbiam 2 zapachy z tych słynnych ogródków;) – Un Jardin Sur Le Toit i Le Jardin de Monsieur Li:)

    • Wszystkie są piękne 🙂 Ale Li jeszcze porządnie nie testowałam.

  • szo

    Kiedyś w ogóle nie rozumiałam zachwytu ogródkami – przy kolejnych podejściach dochodzę do wniosku, że zasługują na drugą szansę (choć globalnie nie nosiłam, więc nie wiem, jak z trwałością). En Mediterranee i Monsunowy do mnie jednak nie przemawiają, czuję w nich… koperek, koperek, koperek (a chyba nawet w żadnych z nich kopru nie ma, tylko mój nos tak to odbiera – pewnie dlatego, że nie cierpię…). Ale jeszcze nie porzuciłam nadziei, jak wiesz, ja do wszystkiego wracam po milion razy i czasami za którymś chwyci 🙂

    • Koperek?
      Jak mnie się to podoba, że ja w ogródkach zawsze czuję coś innego 😉 Bez zgnilizny, koperku… 😉
      Wracaj, wracaj aż zaskoczy 😀

  • Kocham ten zapach <3

    • Ja również! 🙂

  • Pingback: Hermes – Le Jardin de Monsieur Li | Edpholiczka – blog o perfumach()