Blog o perfumach. W oparach popkultury.

Jimmy Choo – Stars

Spotkało mnie coś bardzo przyjemnego. Poznałam właśnie Jimmyego, który idealnie na mnie leży.
Nie mam nic przeciwko perfumom Choo, po prostu nigdy między nami szczególnie nie zaiskrzyło. Po dwóch dniach z Jimmy Choo Stars jestem bardzo zdziwiona, że znalazłam sprzymierzeńca we flankerze. I to jeszcze limitowanym.

Stars pachnie bardzo, ale to BARDZO podobnie do klasycznego Choo. Z resztą – wszystkie flankery Choo pachną niemal identycznie, nawet Exotic, który próbował lekko odbiec od oryginału ma jego DNA. Stars nie jest może pachnidłem, które będzie zachwycało i zbierało najwyższe oceny krytyków, ale idealnie wpisuje się w moje poszukiwania niezobowiązujących (słodkich) przyjemniaczków, które mogłabym nosić każdego dnia. A tego właśnie w mojej kolekcji brakuje.

Stars to słodziaczek – bardzo jednostajny i oczywisty. Moim zdaniem to jest jego zaletą, bo czuć, że został bardzo dobrze przemyślany. Na skórze zachowuje się bardzo poprawnie, nie krzyczy, nie przytłacza. Wychowany z niego Choo. Czuć tutaj głównie skórkę z pomarańczy tonącą w słodziutkim toffi. Nie jest to słodycz kojarząca się z lepkim karmelem, którego nie można zmyć z brody nawet cifem, ale taka delikatna nutka toffi, którą znamy z piszingera. Czuć tutaj chrupiącego, idealnie wypieczonego wafelka.

Choo nie byłby sobą,  gdyby nie było w nim trochę paczuli – dobrze wiecie, że tutaj nie ma miejsca na pierzaste tony gleby. Paczula to raczej paczulka, którą ktoś pięknie poukładał i włożył w elegancką szpileczkę koloru pomarańczy. To połączenie toffi i paczuli ma w sobie pewną orchideową pudrowość, pod którą po kilku godzinach można wyczuć sandałowca. Nie jest to nawet pudrowość, a raczej taka suchość – jak mówiłam wcześniej, tutaj nic się nie rozlewa  i nie klei.

Trwam sobie w tym zapachu około 8 godzin (całkiem dobrze, prawda?) i jestem bardzo zadowolona. To zapach dość intensywny i niezaskakujący. Dla mnie idealny na zwykły dzień, kiedy muszę załatwić wiele rzeczy  i nie potrzebuję olfaktorycznej diwy, która zawładnie moim umysłem. Otoczeniu zapach się podoba, choć niektórzy mówią, że zapach jest mocny. A to mnie dziwi, bo dla mnie jest raczej lekki.

foto via parfumblog.hu

Tagi: ,

Podobne wpisy


  • Nie slyszalam nawet o tym zapachu! W sumie nic dziwnego, nie szaleję zbytnio za kompozycjami Choo.

    • Ten nie był jakoś bardzo głośno promowany, niemal mi umknął 😉

  • Dzięki Ci za tę recenzję, ponieważ uwielbiam klasyka w wersji EDP i zastanawiałam się nad nabyciem Stars, ale teraz wiem, że nie ma takiej potrzeby skoro oba zapachy są podobne.

    • Skoro uwielbiasz EDP, to tutaj nie znajdziesz niczego, co Cię zaskoczy 🙂 Ale gdybyś miała możliwość to i tak przetestuj, na pewno Ci się spodoba 🙂

  • szo

    Choo nie dla mnie 🙁 Stars zwłaszcza. Lubię słodkie, ale w tym przypadku splot paczulki (dobrze to ujęłaś!), skórki z pomarańczy i toffi daje koszmarek! Na mojej skórze to wybitnej klasy śmierdziuch, a nuty takie obiecujące 🙁
    Recenzja jak zawsze super, az mi się smutno zrobiło, że na mnie nie ma tego efektu 🙂

    • U, to szkoda, bo potencjał jest wielki 🙂
      No ale może kiedyś Ci Choo dogodzi, zobaczymy 🙂

      Dziękuję :* niech Ci nie będzie smutno, to nie jest tego warte :*

  • Wioletta Kamińska

    Koniecznie muszę przetestować