Blog o perfumach. W oparach popkultury.

Lancome – La Vie est Belle L’Absolu

Dobrze wiecie, że uwielbiam La Vie est Belle, prawda?
I kiedy niedawno zatrzymałam się w jednej z perfumerii przy najnowszej odsłonie – Intense – uświadomiłam sobie, że nie opisałam jeszcze dla Was wersji L’Absolu. Oczywiście muszę od razu powiedzieć to, co musi zostać powiedziane… Ile flankerów potrzebujemy? Uważam siebie za fankę tej linii – naprawdę. Ale to już chyba jest przesada, że wchodzę do perfumerii, a tam 5 czy 6 nowych braciszków i siostrzyczek, podczasgdy królowa matka Eau de Parfum nie zmieściła się nawet na półce. To prawda – nie spotkałam podstawowego EDP, na półce stoją same flankery. Może jestem za stara i zbyt poważna, ale powiem tak: WHAT THE HELL?

O ile te mnożące się klony La Vie est Belle nie napawają mnie pozytywną energią, to wszystkie mi się podobają i chciałabym je mieć. To są po prostu wspaniałe zapachy, ale wystarczyłaby mi zwykła wersja, coś lżejszego (edt) i cięższego (L’Absolu). W zamian wolałabym po prostu całkowicie nową kompozycję od Lancome. Ale skoro taka jest rzeczywistość, czuję się zobligowana opisać tę linię. Na pierwszy rzut pójdzie właśnie L’Absolu.

L’Absolu jest rzeczywiście podkręconą, silniejszą odsłoną klasycznej edp. Nie ma tej początkowej nuty, która jest dość syntetyczna i nieprzyjemna ( którą z czasem pokochałam). Tutaj zostajemy wrzuceni w syropiastą, ciepłą nutę owocową, gdzie witają nas dżemowe porzeczki i gruszkowy mus. Od razu przyczepiają się do tej słodyczy pralinki, które w połączeniu z irysami, wanilią i kaszmirkową nutą drzewną pachną pudrowo, całkiem ciężko, ale genialnie. Mnie ten zapach całkowicie przekonuje, jestem nim oczarowana. Na około mnie wędruje sobie dziarsko wielka chmura pralinkowo-waniliowo-pudrowa, a blisko przy skórze wyczuwam kremową, słodziutką wanilię. Zapach się powolutku (w przypadku tego pachnidła powoli oznacza po 8 godzinach) uspokaja, a na mnie pozostaje pyszniutka baza – niemalże identyczna jak w klasycznym La Vie est Belle. I jestem w domu.

L’Absolu to perfumy świetne, kosztowne – ale warte swojej ceny. Na mojej skórze utrzymują się około 12 godzin, czasami dłużej. Przetestuję teraz Intense (bo ktoś mi obiecał orzeszki!) i zastanowię się, którą buteleczkę dołączyć do kolekcji.

Polecam testy!

Tagi: ,

Podobne wpisy