Blog o perfumach. W oparach popkultury.

Trussardi – My Scent

Perfumy Trussardi My Scent kupisz w Perfumeria.pl!

Wśród perfumoholików nie brakuje kwiatowych sceptyków. Taki osobnik ogólnie nie ma nic przeciwko perfumom kwiatowym, ale woli podziwiać je na cudzych skórach niż na własnej. Zazwyczaj ma kilka poszczególnych kwiatów, które zazwyczaj psują jakieś perfumy. Do takich sceptyków należę ja (mało szokujące dla Was to moje coming out), nie znoszę magnolii. Ona potrafi pachnieć dobrze, wiem. Sama miałam do czynienia z L’Instant de Guerlain. Jakieś uprzedzenie mimo wszystko pozostaje i tak już będzie.

Uwielbiam „ideę” tego jak pachnie bez. Wyczekuję zapachu bzu bardzo długo, czekam na te wiosenne wiaterki, które przynoszą ich zapach. Potem cała szczęśliwa przynoszę go do domu i podziwiam. Po godzinie mam dość i wystawiam flakon na balkon. I tak każdego dnia – wnoszę i wynoszę. Lilak pachnie dla mnie zbyt intensywnie i im dłużej z nim przebywam, tym bardziej traci on dla mnie swój urok.

W perfumach nie ma problemu z bzem, bo kompozycje z tą nutką pojawiają się bardzo rzadko. Jest cudowny Eclat d’Arpege, ostatnio pojawił się śliczny Masaki Matsu… I teraz mamy w nowościach Trussardi My Scent. Ah, bardzo mi się podoba, przeogromnie!

Tutejszy bez jest silny i odurzający, bo podparł się na cieplutkiej i odurzającej woni heliotropu. Dzięki temu nie jest lekki, chłodny i romantyczny. Początkowo wokół bzu kręci się delikatny zapach gruszki – mało słodki, raczej cierpki. W sercu zapachu czuję różę – jakby pudrową, ale równocześnie zieloną, lekko zroszoną. Zapach jest bardzo prosty. Oprócz nut kwiatowych znajduje się w nim piżmo, które wyczuć można właściwie od początku rozwoju kompozycji. Nie wiem nawet, czy można tutaj mówić o rozwoju, jako takim. My Scent to perfumy raczej linearne, z drobnymi zmianami, zupełnie niezauważalnymi w ciągu pracowitego dnia. Wyobraźcie sobie czysty zapach bzu, ale z dodatkiem róży i heliotropu. W jego prostocie leży piękno i uważam, że tutaj można było bardzo łatwo przekombinować i zepsuć zapach. Zachowano umiar i rozwagę i za to brawo dla nosa kompozycji – Nathalie Gracia – Cetto.

Jeśli jednak mam na coś narzekać, to na pewno na trwałość tego zapachu. Na mojej skórze to jakaś porażka. Po trzech, maksymalnie czterech godzinach nie czuję już po nich nic. A szkoda, bo zapach to śliczny. Na wiosnę do niego wrócę i wtedy przetestuję, może moja skóra do tego czasu się „naprawi”. Najwyżej wyniosę Trussardi na balkon razem z flakonem bzu.

Tagi: ,

Podobne wpisy