Blog o perfumach. W oparach popkultury.

Yves Saint Laurent – Black Opium Eau de Toilette

Perfumy YSL Black Opium EDT kupisz w Perfumeria.pl!

Black Opium skorzystało na imieniu wielkiej siostry, z którą samo nie ma nic wspólnego. Tutaj nie ma wspólnej matki ani ojca. Na szczęście, zapach ten jest całkiem przyjemny, więc postanowiłam wybaczyć YSL ten przebiegły zabieg nazewnictwa. Obiecano nam w nim zapach kawy, a dostaliśmy lody o jej smaku. Zapach jest ciepły, kremowy i przede wszystkim waniliowy. Nie jest odkrywczy ani szokujący. Spełnia jednak wszystkie wymagania by być dobrym słodziakiem. Jeśli dołączymy do tego świetny flakon i całkiem dobrą reklamę – mamy hit.

Rok później pojawia się Czarne Opium w nowej odsłonie – przed nami Eau de Toilette – śliczna i uśmiechnięta, gotowa by ją kochać. Zastanawiałam się, jak to możliwe, że YSL spróbuje nam sprzedać jeszcze łatwiejszą wersję tego samego zapachu i okazało się, że moja wyobraźnia jest ograniczona. Na szczęście po kilku minutach z zapachem wiedziałam już, co tutaj się stało.

Owoce.

Otwarcie jest o wiele słodsze, bardziej lepkie i soczyste. Gruszki, porzeczki i musujący akord cytrusowy wita nas w nieco młodszej i żywszej odsłonie zapachu. EDT wciąż pachnie w klimacie pierwotnego EDP, ale można czuć w nim jeszcze większą chęć sprzedania nam wszystkiego słodkiego, co tylko może dobrze zapachnieć. I znowu chciałabym się gniewać, bo pachnidło wcale to nie jest ambitne, ale leży na mojej skórze wyjątkowo dobrze.

Jest mi z Black Opium EDT dobrze. Po owocowym otwarciu mocniej czuję nutkę herbaty i zgrabny duecik jaśminu z kwiatem pomarańczy. Przez mgłę znowu wyczuwam małą czarną kawę, do której ktoś wrzucił gałkę waniliowych lodów. Różnica jest taka, że tutaj ta kawa pachnie bardziej „radośnie”, niemal jakby ktoś jej nadał fioletowej barwy. To pewnie zasługa czarnych porzeczek, które pachną na mnie dość intensywnie. Ciepły i słodki zapach otula, zbiera masę komplementów (tak, to taki crowd pleaser) i utrzymuje się na skórze dłużej niż EDP – około 11 godzin. W jego bazie wyczuwam śmietankową słodycz (lody w końcu się roztopiły…) z dodatkiem piżma i delikatnej nuty drzewnej. Nic co z obecnych mainstreamowych hitów byłoby nam nieznane.

Ulegam urokowi Black Opium Eau de Toilette, będąc całkowicie świadomą jego „pospolitości”. Oj, Edpholiczka z oparów popkultury prędko nie wyjdzie.

 

foto via extravaganzi.com

Tagi: , ,

Podobne wpisy