Blog o perfumach. W oparach popkultury.

Prada – Candy Florale

prada-candy-florale

Perfumy Prada Candy Florale kupisz w Perfumeria.pl!

Nie lubię oszustwa.
To niby coś oczywistego, bo każdy to deklaruje, jednak w rzeczywistości człowiek często lubi być oszukiwany. I z perfumoholikiem jest podobnie. Jak często mówimy sobie:

Co z tego, że to już piętnasty flanker, może będzie dobry?
Skoro to perfumy Diora, to na pewno będą przyzwoite!Nie jest aż taki zły po tej reformulacji, da się nosić!

I różne inne takie zabawne zdania sobie powtarzamy, by jakoś się pocieszyć, albo nie zabić ducha zabawy olfaktorycznej. Tak też sobie podeszłam do testowania Candy Florale. – Co z tego, że Floral? Może nie będzie tak źle?

Jest ładnie i przyjemnie, ale raczej przeciętnie, może nawet kiepsko. Wyczytałam, że te perfumy mają być lżejszą wersją Candy (dah!), inspirowane kwiatami pachnącymi jak cukierki, albo bukietem znajdującym się na ladzie we Włoskiej lodziarni. O ile koncept podoba mi się bardzo, to wykonanie jest rozczarowujące. Bo czuję tutaj lekkość, świeżość i młodość, ale nie odnajduję tutaj żadnej słodyczy, którą mogłabym uchwycić i opisać.

prada-candy-florale-edp

Candy Florale to woń kwaśnawo – mydlana i niestety lekko za bardzo wodnista. W głowie tych perfum znajduje się Limoncello (cytrynowy likier), a w sercu piwonia. I na mojej skórze te obie nuty pojawiają się niemal jednocześnie, w dość bezpośredni sposób, całkowicie zniechęcając mnie do dalszych testów. Pachnę jak młoda dziewczyna, która po intensywnym treningu siatkówki pryska się body sprayem. Te perfumy mi po prostu nie leżą, układają się na mnie bardzo pokracznie. Wracają wspomnienia z wf-u, próby wymigiwania się od gry… Nie, tak pachnieć nie chcę.

Z czasem kwasek znika, wodnista piwonia idzie na dno i na skórze pozostaje mi coś bardzo słabego. Jest w tej bazie piżmo i takie jakby liźnięcie klasycznej Candy. Trochę karmelu i benzoesu, ale dosłownie tyle, co kot napłakał. Po 5 godzinach ten zapach znika i ja się cieszę bardzo. Nie chcę już żadnych lżejszych odsłon Candy (choć przecież Prada Candy L’eau to było coś wspaniałego!).

Poproszę o  Candy Noir/Elixir/Absolue.

 

foto via youtube.com

Tagi: ,

Podobne wpisy


  • Powinnam się cieszyć że ich nie znam 😛

  • Ewelina

    Jak wf to chyba ten zapach musi przypominać rzeczy typu C-THRU itp. Dziewczyny się tym oblewały po lekcjach, blee…
    Co tu dużo mówić? W mojej ocenie testowanie wszystkich nowości typu flanker nie rozwija za bardzo węchu. To są ciągle te same składniki, bardzo ulotne zresztą i nietrwałe, które szybko parują i znikają. Ja właśnie nie lubię się pocieszać i oszukiwać. Jestem okrutna i bezlitosna dla ”popłuczyn” olfaktorycznych. Lubię krytykować i narzekać. Taka już jestem. Ale robię to z czystego przekonania. Wiem, że to co starsze, jest lepsze jakościowo.

    Nauczyłam się rozumieć perfumy poprzez odkrywanie klasyki. I chyba dzięki niej nie mam takich problemów jak przeciętny perfumoholik, o czym wspominasz powyżej. Nie wiem, może się mylę 🙂

    • Trochę lepiej niż body spraye, ale na pewno bardziej jak one niż jak Prada (w ujęciu ogólnym).

      Ja tam wącham dla wąchania, i wydaje mi się, że każdy testowany zapach jakoś rozwija. Jeśli nie węch, to chociaż świadomość własnych preferencji, albo pomaga w tworzeniu mapki skojarzeniowej. Mnie osobiście ta mapka jest bardzo przydatna, bo często jestem proszona o doradzenie czegoś, co pachnie podobnie do perfum X. I znajomość wielu zapachów wtedy pomaga 🙂

      Znajomość klasyki to coś bezcennego, pozwala wiele zrozumieć. Tylko, że jak się człowiek pozna dobrze z klasyką, przywiąże się do niej, to potem patrzy na inne zapachy z góry 😉 Bo nic nie dorówna klasykom.

      • Ewelina

        Kasiu, mam nadzieję, że to czytasz 🙂
        Przy swojej opinii zostanę, że flankery (albo gorzej, flankery flankerów) nie rozwijają za bardzo węchu, ale przyznaję Ci całkowitą rację co do zdobywania własnej świadomości preferencji zapachowych oraz do tej mapki – dla Ciebie jako blogerki i doradcy zapachowego to ma rzeczywiście ogromne znaczenie i ja się tu w pełni z Tobą zgadzam, naprawdę!!! Ja też wiosną szukałam perfum ”na wiosnę” dla siostry i nic jej nie odpowiadało, dopiero parę miesięcy później okazało się, że to Pamplelune jej odpowiada najbardziej. A sama podawałam jej flakoniki z mojej kolekcji (mało który zapach mogłaby z niej nosić 😀 ). Po prostu ograniczyłam się do własnych upodobań. Nie pomyślałam o cytrusach, perfumach owocowych, bo sama nie przepadam za nimi, a siostra tego właśnie szukała. Gdybym więcej wąchała i poznawała, łatwiej by mi było jej doradzić. Za to mama na Święta zażyczyła sobie coś ”kwiatowego, ale świeżego” i dostała ode mnie Euphorię Blossom i się okazało, że tego właśnie szukała 😀 Mapka zapachowa jest bezcenna, jakoś dobrze by było zapisywać te wszystkie zapachy, które są ”w klimacie” których, żeby nie pozapominać (bo czasem z głowy ulatuje).
        Co do klasyki, to Twoje 2 ostatnie zdania są po prostu o mnie pisane 😉

        • Czytam, czytam 🙂
          Trzeba dużo wąchać i najlepiej właśnie notować, żeby to nie ulatywało gdzieś i nie znikało na zawsze.
          Kocham Pamplelune, to mój ulubiony zapach AA, zaraz obok Lys Soleia 🙂
          Te dwa ostatnie zdania były intensywnie inspirowane Twoją osobą 😀

  • Taaak, generalnie staralam sie podejsc do tego zapachu optymistycznie, niestety po pierwszych testach juz wiedzialam: nie jest dobrze 😛 Tez slodkosci tu w ogole nie wyczuwam, jedynie kwiatowo-mydlany przecietniaczek, jeszcze o kiepskiej trwalosci :/
    Na wersje Elixir Candy tez sie zglaszam 😀

    • Myślę, że się doczekamy. To raczej prawdopodobne 😀

  • Pingback: Prada – Candy Kiss | Edpholiczka – blog o perfumach()

  • Wojownicza Księżniczka

    Przyjemny, tak po prostu. Żadna rewelacja