Blog o perfumach. W oparach popkultury.

Carolina Herrera – 212 VIP

carolina-herrera-212vip

Perfumy Carolina Herrera 212 VIP możesz kupić w Perfumeria.pl

Zauważyłam właśnie, że ostatnio recenzuję głównie nowości i premiery. Bardzo mnie to wciąga – jestem okropnie ciekawska, jak co będzie pachniało, czy obietnice zostały spełnione, jak zapachy reprezentują główne cechy marek, czy są udane… Do tego dochodzą Wasze pytania na temat nowości, bo najwidoczniej one kuszą nie tylko mnie, i ciężko mi wychylić nos z tego obszaru na tyle, by pisać o czymś innym. Dla odmiany sięgam po zapach, który we wrześniu skończy 6 lat. Możemy uznać, że nie jest najmłodszy.

Carolina Herrera to dla mnie wyjście ze strefy komfortu. Nic mnie do tej marki nie ciągnie – flakony są tragicznie kiczowate, zapachy nie zapadają w pamięć. Nie mam energii by ogarnąć flankery słynnego 212. Liczę, że kiedyś ktoś mnie do tego zainspiruje i się tym zajmę, ale na razie przyjrzyjmy się 212 VIP. Czy to rzeczywiście zapach dla VIPów?

Zaglądam na Fragranticę i zapach określany jest tam jako słodki, waniliowy, rumowy, tropikalny.

Niektóre perfumy mają w sobie coś takiego, że pachną jak pył. Nie jak kurz czy brud, ale jak coś co spoczywa na skórze i budzi lekki niepokój. Pachnie dobrze, ale w kącie głowy mam myśl: „co siedzi mi na ramieniu?”. W pierwszej chwili czuję bardzo nieprzyjemny, sztuczny i plastikowy zapach owoców. Trochę jak przeterminowane perfumy owocowe dla dzieci. Tym kwaśno – słodkim nadpsutym owocem jest marakuja, a jej nadpsucie to nuta rumu. Po chwili to chaotyczne otwarcie staje się bardziej uporządkowane i wiem już, że ten pył to właśnie rum. Czuć go dość intensywnie, ale ta nuta dziwnie musuje, jakby to był rum w musującej tabletce, która po wrzuceniu do wody rozpuści się i zamieni ją w alkoholowy napój. I to chyba właśnie jest ten niepokojący pyłek.

Poza marakują i rumem jest tutaj matowa wanilia. Po kompozycji tropikalnej spodziewałabym się czegoś soczystego, dynamicznego i uwodzicielskiego. Niestety, scenariusz jest inny. Wanilia pachnie piaskowo, ale tanio i płasko. Nic z niej nie wyskakuje, nic nie sprawia, że mam ochotę się do niej przytulić (a to cecha za którą kocham wanilię). Nic mnie tu nie inspiruje.

Powiedziałabym, że to jest zapach nieudany. Całkowicie przekonana nie jestem, bo on wcale nie jest taki absolutnie zły. Tylko, że po złotym flakonie spodziewałam się czegoś mocnego, odurzającego i trwałego (a zapach utrzymuje się na mnie do 6 godzin). Jakichś szalonych perfum zabierających na tropikalne wakacje. A nosząc te perfumy czuję się głównie jak paczka musujących cukierków.

Tagi: ,

Podobne wpisy