Blog o perfumach. W oparach popkultury.

Dior – Dune

Dior-Dune-Edpholiczka

Długo stawiałam opór temu zapachowi. Po przelotnym kontakcie nie byłam zachwycona, jakoś on słabo mi pasował do zapachów Diora, nie chciało mi się go poznawać, marudziłam… Kilka razy miałam potem z nim styczność i zastanawiałam się, dlaczego ten zapach jest tak popularny? Tak wiele osób mnie o niego pytało,  sugerowało, że powinnam powąchać, że może czas o nich napisać. I w końcu uległam. Nie ukrywam, że przyczyniła się do tego nisza, która pozwala mi oswajać się z tematem zapachów drzewnych.

Moja historia z Dune raczej nie skończy się miłością. Wątpię, że flakon dołączy do mojej kolekcji, ale wiem na pewno, że wreszcie ten zapach rozumiem i lubię. Dior zaserwował mi zapach różanego drewna i sandałowca ogrzanych wakacyjnym słońcem. Za tym słońcem stoi pewnie ambra – dość sucha i ciepła, umorusana  sokiem z mandarynek. W tle tego zapachu czuję taką nęcącą nutę balsamiczną, to wszystko za sprawą benzoesu, który pięknie gra z mchem.

Dune na początku pachnie dość soczyście i specyficznie – nie każdy ten aromat polubi. Potem – prawie w jednej chwili – pojawia się cała reszta nutek i mam wrażenie, że Dune na mojej skórze nie rozwija skrzydeł. Pachnie statycznie i matowo. Przy moim zapotrzebowaniu na bodźce – momentami pachnie nijako, pozwala szybko o sobie zapomnieć. Kiedy jednak czymś się emocjonuję, serce przyśpiesza i wtedy czuję Dune, tak jak powinnam – wyraźnie, z wyjętym z natury zapachem, którego nie można pomylić z niczym innym.

Czytając recenzje tego zapachu czuję lekkie rozczarowanie. Bo nie doświadczyłam w Dune ani wanilii, ani aldehydów, nie wywęszyłam w niej lilii. Ale wcale się nie smucę – taka nasza historia i tak już pozostanie. Wrócę do niej za kilka lat, może wtedy coś się zmieni.* A na razie wracam do niszowych drewniaków, te bardziej mnie lubią.

Perfumy Dior Dune możesz kupić w Perfumeria.pl

* Znając siebie całkiem dobrze mogę podejrzewać, że za 2 lata wrócę do tego zapachu i kupię butelkę. 😉

Tagi: ,

Podobne wpisy