Blog o perfumach. W oparach popkultury.

Koncert Mariah Carey w Krakowie. Moja relacja.

mariah carey koncert w krakowie

Jestem prawdziwym Lambem. Kim jest Lamb? Prawdziwym, hardkorowym fanem Mariah Carey. Tym na co każda Owieczka czeka jest zobaczenie Mariah. I mnie się to udało. 11 kwietnia w Krakowie odbył się koncert. Oczywiście na nim byłam, na Instagramie mogliście podejrzeć, co się ze mną działo. Tylko, że to nie wszystko – jak to ze mną bywa – wydarzyło się w ciągu tego dnia kilka ciekawych rzeczy i nie zabrakło wątków zapachowych. Kto jest gotowy?

Trucizna.

11 kwietnia w południe zorientowałam się, że fani Mariah, z którymi mam kontakt zlokalizowali hotel, w którym przebywa MC. Umówiłam się z mężem i kuzynką, z którą miałam na koncert jechać, że wyjdę o 17. Nie mogłam wytrzymać, skupić się na niczym innym. Mariah jest w Hotelu Starym, więc to jest miejsce, w którym i ja powinnam być. Mąż dał zielone światło i zaczęłam się szykować. Najważniejsza kwestia – jak pachnieć w tak ważnym dniu? Mariah perfum nie lubi, a jej zapachy są raczej lekkie – nie, ja tak pachnieć nie mogę. To wielki dzień, musi być coś WOW.  Sięgnęłam po flakonik starszej wersji Hypnotic Poison i bez namysłu psiknęłam 2 razy. Byłam gotowa by wyjść.

Mariah w torebce!

W tramwaju myślałam, że zwariuję, bo podejrzewaliśmy, że Mariah wyjdzie wcześniej na jakąś próbę. Śpieszyłam się jak szalona. Udało się, dotarłam! Podeszłam na miejsce i rozmawiałam z fanami, którzy tam się zgromadzili. Zabłysnęliśmy nawet w miejscu, którym raczej pochwalić się nie można 😉 KLIK. Wśród fanów był Daniel – mój muzyczny Brat, a także Ania -fanka Mariah którą znałam z sieci. To ona jest autorką zdjęć Mariah, które zamieściłam w tym wpisie. I tak sobie rozmawiamy, rozmawiamy, aż nagle zwraca się do mnie pewien chłopak i mówi, że skądś mnie zna. Wcięło mnie. Przecież mam genialną pamięć fotograficzną, dlaczego Go nie kojarzę?!

I on wtedy przypomniał mi scenkę, jak w 2009 roku, w dniu premiery płyty Memoirs of an Imperfect Angel denerwowałam się w Saturnie, że sprowadzono płyty tylko w wersji z napisem „POLSKA EDYCJA”. Ja oczywiście chciałam jedyną, prawdziwą wersję, jaką kupuje każdy fan, a nie jakiś krążek bez książeczki. Rozmawiałam z tym chłopakiem przez 5 minut – o tej płycie, o Mariah. I potem każdy poszedł w swoją stronę. 7 lat później rozpoznał mnie. Wierzycie w to? Pamiętał jeszcze jeden ciekawy szczegół naszego spotkania: pamiętam, że miałaś przy sobie w  torebce perfumy Mariah, pokazywałaś mi je!
Tak też było! Tego samego dnia wcześniej odwiedziłam koleżankę, która przywiozła mi ze Stanów flakonik Ultra Pink.

I w ten sposób po raz drugi poznałam Kamila.

koncert Mariah lambs

Euforia.

Tak sobie staliśmy i czekaliśmy. Załoga Mariah wędrowała sobie w tą i w tamtą mówiąc nam, żebyśmy sobie poszli, bo nie wyjdzie przed 19, że nawet się nie ubrała… Ale nic nas nie potrafiło odciągnąć z tamtego miejsca. Rozmawialiśmy i rozmawialiśmy, coraz większe nerwy pojawiały się u desperatów, którzy po prostu przyszli wziąć autograf od ładnej Pani i pewnie potem go sprzedać. Podczas rozmowy z wcześniej wspomnianą Anią, zapytałam ją czy pachnie Euphorią i okazało się, że miałam rację! 🙂 Przez chwilę myślałam, że to może raczej Reveal (w bazie te zapachy mają coś wspólnego), ale postawiłam na killera i trafiłam. yay!

Truskawki!

Zbliżała się godzina 20, koncert coraz bliżej, a Mariah dalej w proszku. W końcu wyszedł do nas ochroniarz i powiedział, że zaraz wyjdzie z dziećmi Mariah (dla niewtajemniczonych – Mariah ma bliźnięta – dziewczynkę i chłopca) i nie życzy sobie żebyśmy robili zdjęcia. I dzieci wyszły, a za nimi ciągnął się przepiękny zapach truskawek! Nie dało się tego nie poczuć, wszyscy byli zachwyceni. Kilkanaście sekund po tym, jak dzieci siedziały już w samochodzie, ten zapach dalej się unosił. Te truskawki pachniały cukierkowo i syntetycznie, obstawiam, że to jakiś spray do włosów. Sama coś takiego z dzieciństwa kojarzę.

Jakiś czas później wyszła do nas Mariah. Znokautowała mnie jej uroda, to z jakim uśmiechem nas przywitała. Kilku osobom udało się dostać autograf, w tym i mnie. Właściwie to on jest mój i mojej kuzynki. Każda z nas miała książeczkę z płyty – na tej którą trzymała Marysia udało się dostać autograf, coś na kształt V, a na drugim dwie kropki – ten booklet wypadł mi z ręki Mariah nie zdążyła napisać nic poza kropkami. Ludzie napierali jak szaleni i Mariah szybko wskoczyła do auta. Nie miałam szansy ochłonąć, bo mój „upadły” booklet zaginął, plątałam się pod nogami dziecka asystentki Mariah, nie zważając na nic. Byłam przekonana, że tam był autograf i że ktoś go capnął! W tramwaju spotkałam chłopców, którzy go odnaleźli i oddali w moje ręce. Wyobraźcie sobie, jak zdziwiona byłam, gdy przekonałam się, że tam są tylko dwie kropki, a nie autograf! 😉

Przyjechaliśmy do Tauron Areny właściwie w sam raz, pewni, że Mariah się spóźni. Zaczęła co do minuty! Niewiarygodne.

mariah carey krakow

Sam koncert ciężko mi opisywać, bo dalej nie wierzę, że to było naprawdę. Wydaje mi się, że to był jakiś sen. Mariah brzmiała cudownie, jej wykonanie Emotions postawiło hejterów w kąciku, gdzie umierali ze wstydu. Pomimo tylu lat na scenie dalej śpiewa jak Anioł. Było wiele momentów, kiedy można było płakać i ja oczywiście te chwile wykorzystałam. 😉 Największym przeżyciem było dla mnie wykonanie piosenki I’ll be There. To utwór The Jackson 5, który Mariah nagrała przy okazji swojego koncertu Unplugged. Piosenka stała się wielkim hitem, więc od lat Mariah i Trey (jej backup singer, widoczny na pierwszym zdjęciu) śpiewają I’ll be There na niemal każdym koncercie. Pod koniec utworu oni nagle zamilkli, a ja słyszę piękny, czysty i znajomy głos… Kto to? Na ekranie widać było młodziutkiego Michaela Jacksona, wykonującego ten właśnie utwór. Serce pękło po raz kolejny i wszystko wróciło. Mój kochany Michael, którego już nigdy nie uda mi się zobaczyć. Wróciły uczucia towarzyszące słuchaniu jego muzyki (odkąd umarł słucham go rzadko, to za bardzo boli), wróciła radość, której doświadczyłyśmy z kuzynką, gdy udało się kupić bilety na koncert. Wrócił moment, kiedy obudziłam się i mama powiedziała mi, że Michael zmarł w nocy.

Był też emocjonujący moment z Whitney, ale to nie jest kwintesencja koncertu. Bo były ballady, wiadomo, ale to nie one sprawiały, że ludzie wariowali. Bo coś takiego jest w Mariah, że ona ledwo w tych gigantycznych szpilkach się porusza, tańczyć nie umie za grosz, ale ma w sobie tyle wdzięku i ‚postawy’, że aż chce się tańczyć. Cały koncert staliśmy, tańczyliśmy. Zupełnie nie rozumiem ludzi, którzy siedzieli jak kołki. Koncert Mariah Carey to nie filharmonia czy teatr.

Koncert minął tak szybko, że byłam zdziwiona, że to już, że to koniec. Nadszedł czas pożegnania z Mariah, z cudownymi Lambami i długie oczekiwanie na taksówkę. Następnego dnia zastanawiałam się, czy to mi się śniło.

A jak pachnie Mariah?

Kiedy podeszła do nas pod hotelem nie poczułam nic. Brak zapachu – tak to ujmę. Ania, która spotkała się z Mariah po koncercie (była taka opcja Meet&greet) mówiła, że nie czuła od niej żadnego zapachu. I tu się zgadza to, co Mariah zawsze mówiła o sobie „I’m not a fragrance kind of person”.

Na podsumowanie:

mariah carey koncert w krakowie

Na górnym zdjęciu po lewej: Ania, ja, Daniel i Marysia, a obok autograf. Pod spodem moja ekipa koncertowa: Daniel, Marysia i Karolina. Świetne towarzystwo, polecam takie każdemu. Żałuję, że ktoś nie nagrał tego jak z Danielem darliśmy się na Without You. Ken Li to przy nas pikuś. 😉 Ostatnie zdjęcie to moja próba uchwycenia Mariah. Słabo wyszło, ale na szczęście są zdjęcia tych, co siedzieli bliżej. Bo inaczej to chyba bym nie wierzyła, że to wszystko było prawdą.

Sweet sweet fantasy w rzeczy samej! Lepiej tej trasy koncertowej nazwać nie mogli.

Dziękuję wszystkim cudownym fanom Mariah, których miałam okazję poznać przy okazji tego koncertu. Jesteście wspaniali, mam nadzieję, że to nie był ostatni raz!


Na moim blogu rzadko pojawiają się wpisy tego typu, ale to świetna okazja by o coś Was zapytać.

Jakiej muzyki słuchacie?
Czy u Was również świat zapachów i muzyka często przeplatają się w przedziwne sposoby?

Tagi: , , , ,

Podobne wpisy


  • Ewelina

    Byłam bardzo ciekawa tego koncertu i fajnie, że się z nami podzieliłaś swoją relacją. Czasem się zastanawiam, na czyj koncert ja bym chciała pójść, ale tak naprawdę, żeby to emocjonująco przeżyć. Nie pomyślałabym nigdy, że MC nie lubi perfum, bo ona ma tak przerysowany i kiczowaty wizerunek sceniczny, że aż od niej biją te zapachy w stylu ”sweet sweet fantasy” w moim wyobrażeniu 😉
    U mnie muzyka rzadko przeplata się z zapachem. Muzyka jest najpiękniejszą formą sztuki. Chyba nic nie potrafi tak bardzo pomóc w trudnych chwilach czy wprawić w dobry nastrój jak muzyka.
    Jako fanka Whitney jestem ciekawa tego wątku z nią na koncercie MC. Możesz coś więcej o tym powiedzieć? Moim niedoścignionym ideałem wokalnym jest właśnie WH i kiedy dowiedziałam się, jakich perfum używała, sama je sobie kupiłam 😀 Jak się okazało miała klasyczny gust podobnie jak ja i teraz Bvlgari pour Femme, Amarige i Obsession kojarzą mi się właśnie z nią. To są takie zapachy, które kiedy wącham, pomagają wyobrazić mi ją właśnie. Nie chciałabym iść na jej koncert po tym, co się z nią stało pod koniec jej życia, ale gdybym żyła w latach 80. czy 90. to byłby mój must i nie musiałabym się zastanawiać tak jak teraz, na czyj koncert naprawdę chcę iść. Jakoś ciężko mi pisać te słowa, ale wiedz Kasiu, że miałaś ogromne szczęście spotkać swoją największą idolkę na żywo. Możliwe, że taka szansa trafia się tylko raz w życiu. Niestety dla mnie nie było to dane..

    • U Mariah dużo się dzieje, widocznie już zapach nie jest jej potrzebny 😉 Ja myślę, że ona może mieć wrażliwy nos, może nie jest zbyt tolerancyjna dla zapachów 😉
      Jeśli chodzi o wątek z Whitney, to Mariah zapowiedziała, że to tribute dla wielkiej i jedynej Whitney Houston, pewnie trochę się wzruszyła – ciężko mi to określić, byłam za daleko. Ta piosenka sama w sobie jest świetna, ale jak zobaczyłam Whitney taką wielką na tym ekranie, to myślałam, że się przewrócę. Ciężko uwierzyć, że już jej nie ma!
      Bardzo mi się podoba to, jak zgrały się zapachowe upodobania Twoje i Whitney.
      Ewelinko, ja doskonale wiem, jakie to szczęście.
      Miałam bilety na koncert Michaela, który w tamtych czasach był mi najbliższy. Masz bilet, myślisz, że to już tak blisko, mimo że czujesz, że Jego gwiazda może niedługo zgasnąć… Budzisz się z pustką w sercu i wiesz, że tego geniuszu już nie doświadczysz. Oj, ja doskonale wiem, jak to jest.

      • Ewelina

        Nic nie przebije muzyki, nawet perfumy. To najszlachetniejsza forma sztuki z wszystkich!
        Wiesz, że ja też dowiedziałam się o śmierci Michael’a od Mamy? To było jakoś w nocy i u nas rano w mediach nadawali. Powiedziałam jej wtedy: „Nie sądziłam, że dożyję takiej chwili”. A Mama na to: „Ewelinko, przecież on był od Ciebie starszy”. Był. Ale był też gigantem – światową ikoną i marką. Istniał, od kiedy pamiętam, był już przede mną. A tu nagle go zabrakło. Nigdy nie byłam jego wielką fanką, słucham od czasu do czasu (jak mnie najdzie ochota, bo denerwują mnie te jego wokalne ozdobniki czasami 😀 ), ale jego śmierć mnie jakoś bardziej zszokowała niż śmierć WH (w tym wypadku to było do przewidzenia, choć były zapewnienia, że już nie brała itd.) Niestety, ale ludzie niszczą sami siebie.
        Podziwiam WH, bo jest jedyną artystką, która potrafiła zaśpiewać jedną piosenkę na nieskończoną ilość sposobów (za każdym razem inaczej), niech będzie przykładem Greatest Love Of All (moja ulubiona). Z playbacku skorzystała kilka razy w początkach swojej kariery, kiedy wymagały tego występy w nieprzystosowanych do śpiewania na żywo studiach telewizyjnych. Jej głos, interpretacja, chest voice, emocje, które płynęły z jej interpretacji utworów, melizma, której jako jedyna chyba potrafiła poprawnie używać, a nawet talent operowy – to wszystko sprawiło, że stawiam ją ponad wszystkimi wokalistami. Ona jest na szczycie i jej nigdy z nikim nie porównuję, a tych wszystkich niżej można już porównywać między sobą 😀 Czasem mi się wydaje, że jeśli ktoś nie rozumie lub nie docenia jej talentu, to się nie zna na muzyce. Moja była wykładowczyni z Emisji Głosu też zdradziła mi kiedyś, że z ”zagranicznych to słuchała Houston”. Whitney uczyła się śpiewu pod okiem matki-piosenkarki i umiała to robić profesjonalnie. Po prostu. Idealna dykcja, wymowa, żadnych wad w wymowie. MC potrafi tak samo doskonale operować oddechem jak WH, ale brakuje mi u niej tego „czegoś”. Może tych gospelowych korzeni, sama nie wiem. Lubię i doceniam, ale ideał mam jeden i co najważniejsze – moja obsesja na tle niedoścignionego, niepowtarzalnego i wielkiego jak ocean głosu Whitney zaczęła się równo 8 lat temu – dokładnie w tym samym czasie, kiedy zaczęło się zainteresowanie perfumami. A WH była zjawiskowej urody, pięknie wyglądała, miała gust, klasę, styl i osobowość, więc zawsze wyobrażam sobie, że na scenie otaczała ją smuga luksusowych perfum. Klasycznych, takie jakie lubiła najbardziej. Do końca życia zachowała klasę w wizerunku (ubiór, maniery). Jej sposób poruszania się, jej uśmiech.. Po prostu muzyka musiała połączyć się z perfumami i tak to teraz idzie i tak zostanie. O wiele wcześniej interesowałam się muzyką, ale nigdy nie miałam odwagi się w niej realizować, a śpiew w chórze wydawał się nudny.
        Dość tego, bo jakieś wypracowanie wyszło. Trzeba zostawić w sieci trochę miejsca i dla innych 😉

        • Pisz ile wlezie – miejsca dla wszystkich wystarczy 🙂
          Ale nie zgodzę się absolutnie, że tylko Whitney potrafiła zaśpiewać jedną piosenkę za każdym razem inaczej. „To samo” robi Mariah czy nawet Aguilera 😉
          Co do klasy Whitney – biorąc pod uwagę typa za jakiego wyszła – to mam wątpliwości 😉 Ale każda piosenkarka ma na koncie coś takiego, niestety.
          PS: A wiesz, że Mama Mariah jest śpiewaczką operową? 😉

          • Ewelina

            Ciężko dogadać się jednak na tak rozległe tematy w tych komentarzach ;p Z tą klasą chodziło mi tylko i wyłącznie o wizerunek, image, wygląd, maniery. Życie prywatne gwiazd pomijam, bo to oddzielny temat. Nie pochwalam narkotyków, alkoholu, pedofilii i innych takich spraw, które mają miejsce w życiu naszych idoli.
            Nie wiem, ale WH miała jakiś swój styl. Nikt nie interpretował tak jak ona. Kiedyś nawet czytałam artykuł, że reszta piosenkarek powinna się od niej uczyć sztuki melizmy, bo wszystkie to stosują, a może 3-4 potrafią to poprawnie robić. Aguilera to zupełnie coś innego.
            Kiedyś doszukiwałam się wśród wokalistek wywodzących się z gospel, czegoś takiego, tej czarnej duszy, która od pokoleń tkwi w muzyce Afroamerykanów. Ale nawet Aretha nie był bliska temu czemuś, czego nie potrafię słownie uchwycić, a jest to obecne w wykonaniach WH. Za to znalazłam coś podobnego u Niny Simone i Sam’a Cooke.
            Widzę, że Mariah i Whitney łączy to, że ich matki śpiewały. W sumie to fajnie 🙂 O Mariah wiele nie wiem, ale szanuję za muzykę z jej pierwszych płyt. Mega utwory, ciarki są – dla takich utworów warto żyć 😀 Nie przepadam za utworami takimi jak ”Beautiful” (ten duet z Miguelem – melodia ok, ale słowa.. ;p) Dobra, to już koniec. Czas wracać do komentowania następnych postów o perfumach! 🙂

          • Pedofilii? Nie wierz we wszystko co czytasz. 😉
            Jeśli chodzi Ci o to, o co myślę, to muszę Cię zminusować. To jest strefa w której nie pozwalam obrażać niewinnych ludzi.
            Osobiście uważam, że za pedofilię powinna być kara śmierci. Jednak jeśli nikomu tego nie udowodniono, to bardzo nieładnie tak rzucać takim słowem.

          • Ewelina

            Nie udowodniono i ja też nikomu tego nie zarzuciłam 😉 A domysły każdy niech zachowuje dla siebie 😉

  • Amanda Abramovich

    Widzę, że poznałaś mojego dobrego kolegę Kamila 🙂

    • Domyślam się, że połączyła Was Madonna 😀

  • Nikka

    Świetnie się czyta Twoją relację – aż można wyczuć, że zobaczenie i usłyszenie Mariah na żywo było Twoim marzeniem (chociaż nie wiem, czy był to Twój pierwszy koncert MC). Osobiście nie przepadam za jej twórczością, z div lubię jedynie genialną Barbrę Straisand czy Celine Dion. Przyznam jednak, że MC ma potężny, świetny głos. Pamiętam, że kiedyś czytałam o niej, że używa nagminnie playbacku – nie wiem, czy to prawda, więc może Ty będziesz w stanie mi to potwierdzić (nie chodzi mi o ten konkretny koncert, tylko ogólnie czy kiedyś jej się zdarzało wybrać playback).
    Ja poza edpholizmem cierpię też na muzykoholizm, dzień bez przynajmniej półgodzinnej audycji to dzień stracony 🙂 Moje koncertowe wspomnienia to głównie Woodstock (rzewnie płakałam na ‚Jolka Jolka’ Budki Suflera w 2014…), gdzie czujesz tysiące ludzi obok ciebie, poruszających się w rytm muzyki… magia. Zapachy? Błoto, pot i rock’n’roll 😀
    Z tych bardziej wysublimowanych koncertów to jednak wybieram Taylor Swift i jej 1989 World Tour w zeszłym roku w Londynie. Nawet nie zauważyłam, kiedy zostałam jej fanką, ale ujęła mnie tym, że jej piosenki są jak strony z mojego pamiętnika. Jak na prawdziwą fankę przystało pachniałam wtedy Taylor by Taylor Swift (polecam testy, jak dla mnie lepsza wersja Fancy Love by JS). Hyde Park latem, morelowe perfumy, Taylor śpiewająca ”And every day is like a battle, but every night with us is like a dream” 🙂

    • Dziękuję! Celowo pisałam pod wpływem emocji, nie próbowałam nawet specjalnie edytować, poprawiać jakichś niedoskonałości, żeby było autentycznie 🙂
      Playbacku Mariah używa, ale rzadko. W ciągu tego koncertu miała takie chwilowe wspomaganie w dwóch piosenkach. Może i to dużo, ale ja sądzę, że to jest w miarę uczciwe. W partiach, gdzie nakłada się masa wokalu (Mariah tak nagrywa, warstwowo) tam leciała taśma. Ale tego było naprawdę niewiele. Może jak miała słabsze czasy to było tego więcej. Nie wiem, wcześniej nie byłam na koncercie. Oglądam różne filmiki fanów, ale to nie to samo, nie jest łatwo ocenić.
      Na Taylor czuję się za młoda, ale oceniam ją pozytywnie. To ładna dziewczyna i ma chyba dobrze w głowie poukładane, robi po swojemu 🙂
      M&G to coś wspaniałego, następnym razem musimy kupić 😀

  • OvernightAura

    Uwielbiam dwa jej albumy – Rainbow i Emancypetion of Mimi
    Muszę się skusić na jakieś perfumki od tej diwy 😉 a jeśli chodzi o muzykę to słucham wszystkiego – od Britney przez Eminema do SOAD i muzyki filmowej. Wszystko w zależności od nastroju^_^ tak samo zresztą mam z perfumami… 😉

    • No koniecznie jakąś Mariah musisz mieć. Ja choruję na Dreams by MC, ponoć waniliowe, podobne klimatem do Candy.
      Uwielbiam Rainbow i Emancipation 🙂 <3

  • Paulina

    Tyle tu emocji, że się popłakałam na wspomnienie tego dnia i tego Niesamowitego wieczoru… Tak to była prawda. Mariah Carey była w Polsce w Krakowie… Achhh… było pięknie…cudownie… Najważniejsze jest to że tam byłam/byłyśmy/byliśmy i nikt i nic nie odbierze mi/nam tych chwil… To trzeba poczuć i przeżyć… Było warto! Mam nadzieję, że to nie był ostatni jej koncert,na którym mogłam być! 😉 :-* Dziękuję Ci za tą relację! :-*

    • Juhu! Cieszę się, że zmusiłam Cię do łez, heheh 😉 Żartuję 😉
      Tak naprawdę, to to jest coś pięknego, czego się nie zrozumie, jeśli się nie było. A że my Mariah uwielbiamy, a nie po prostu lubimy, to już w ogóle 😉
      Przyjemność po mojej stronie!
      Jedyne czego żałuję, to że nie udało nam się spotkać przed koncertem. Ale nadrobimy to, jestem pewna :*

      • Paulina

        Ja się jeszcze nie mogę pozbierać i zaczęłam słuchać płyt od ostatniej do pierwszej… I szukam sposobu na zakup perfum Dreams… 😉
        Przykro mi, że nie udało nam się spotkać, ale mam nadzieję, że będzie jeszcze wiele okazji :-*

  • Cudowna relacja, dziekuje Ci za nia bardzo <3 Chwilami poczulam sie, jakbym tam byla z Wami 🙂
    Ja Mariah rowniez uwielbiam, glownie za to, ze sluchajac jej muzyki z lat 90' przenosze sie myslami do tych czasow 😉 A byly to bardzo szczesliwe czasy, wiec dlatego tez jej muzyka jest dla mnie tak cenna i niepowtarzalna <3

    • To ja dziękuję :*
      I cieszę się, że udało mi się Ciebie przenieść na koncert. Twoje towarzystwo uczyniłoby wieczór jeszcze lepszym 🙂
      Mariah tworzy muzykę radosną i za to ją cenię. Oczywiście, ma masę piosenek przy których można płakać, ale ma tyle beztroskich piosenek, że aż chce się być jak ona – wieczną 12tką 😀

      • Kto wie Kochana, moze kiedys sie wybierzemy na koncert Mariah razem? 🙂
        Tak, ja wlasnie cenie ja za to, ze ma duzo beztroskich piosenek w swoim repertuarze, ale ballady tez ma swietne… Hero kocham <3

  • Dziękuję 🙂

    Płakałaś przy AIWFCIY? Jeśli chodzi o dobrą piosenkę świąteczną Mariah do płakania to polecam Miss You Most, albo One Child 😀

  • Hahah, tak, choćby po teledysku We belong together można by tak pomyśleć 😉
    V i kropki zaliczam jako pełen autograf, heh 😉
    Tak, anegdota jest bezcenna. Ja w sumie nie ekscytuję się bardzo czymś takim jak autograf. O wiele bardziej wolałabym móc jej coś powiedzieć, choćby kilka słów, albo mieć z nią zamazane zdjęcie. Ale trzeba brać co życie daje i być wdzięcznym. Następnym razem bez selfie z MC nie wracam! 😀

  • Ars Longa Vita Brevis

    Bardzo lubię, gdy ktoś opowiada o muzyce z taką pasją jak Ty w tej relacji! Jestem dość egzaltowana w tym zakresie, czego oto dam wyraz.
    Muzyka jest moim powietrzem, najważniejszą rzeczą, wielką miłością jeszcze sprzed czasu perfum. To kawał mojego życia. Muzyki i o muzyce słuchać mogę godzinami… dzień bez muzyki to dzień stracony. Jestem też audiofilem, dużą uwagę przykładam do jakości sprzętu i nie mogę znieść „bzykania” z kiepskich głośników.
    W wieku wczesnonastoletnim marzyłam, by zostać śpiewaczką operową- brałam lekcje śpiewu i pianina. Gdy już zrozumiałam, że to mrzonki, zapisałam się do chóru akademickiego, z którym związane są wszystkie moje dobre wspomnienia z czasów studiów (i męża tam poznałam! :D). Przez pewien czas studiowałam dodatkowo muzykologię.
    Gust muzyczny, wbrew temu, co się mówi, że kostnieje z wiekiem, mam coraz bardziej eklektyczny. Dawniej karmiłam się głównie muzyką barokową, muzyką tzw. „świata” ze szczególnym uwzględnieniem klezmerskiej oraz operą. Teraz moje zainteresowania rozszerzyły się na inne epoki, doceniłam nawet kompozytorów współczesnych, których wcześniej nie rozumiałam („Warszawska jesień” u nas w domu była synonimem kakofonii, hehe. A podobno niektórzy mówią „występ zespołu madrygalistów” gdy chcą określić coś niemożebnie nudnego…). Uważam, że w muzyce, tak jak i w każdej sztuce, często najwięcej warte jest to, co nie od razu się spodoba, czego musimy się trochę „nauczyć” – trudniejsze piękno. Choć i czasem dzieło od razu powali na kolana…
    Jeśli zaś chodzi o popkulturę, nie jestem snobem. Potrafię docenić świetny głos (lubię głosy wyjątkowe, charakterystyczne) ciekawy pomysł na aranżację, interesujący cover. W muzyce liczy się przede wszystkim muzyka. Pasja twórcy, talent, praca, uczucia, które w ten sposób na nas przelewa. Klasyfikacja się nie liczy, nie lubię szufladek. Jest tyle pięknej muzyki na świecie.
    Przepraszam, wyszedł mi mały felieton.. z uwagi na to, że muzyka jest dla mnie tak ważna, przymierzałam się od niedzieli do napisania tego komentarza.

    • Ewelina

      No i bardzo dobrze! Super komentarz! 🙂

    • Szo

      Świetny, długi, bardzo muzyczny komentarz! Aż miło się czyta 🙂

  • Szo

    Super, że koncert się udał, relacja jest z pasją, bardzo się cieszę, że jesteś taka zadowolona!

    Ken Li mnie za jażdym razem rozkłada na łopatki 😀 muzycznie Mariah nie jest mi niestety bliska, ale to wspaniale, że ma tyle najlepszych fanów 🙂

    Mariah nie jest fragrance kind of person, ja nie jestem concert kind of person (zwłaszcza, że na koncert The Doors w oryginalnym składzie nie mam szans), ale posłuchać w domu – zawsze i z przyjemnością. Ucho mam muzycznie słabe, może dlatego większą uwagę zwracam na tekst, a mniejszą na melodię. Ale muzyczne przezycia z zapachowymi do tej pory mi się nie łączyły jakoś.

  • Ona jest piękna ale nie myślałam że dzieciaki ze sobą zabierze 😉 znam taki syntentyczny zapach truskawek ;D