Blog o perfumach. W oparach popkultury.

Niszowe perfumy na lato 2016

Wszyscy lubią zestawienia – dzięki nim możemy się sprzeczać, czego w nich nie ma, a czego być nie powinno. Inspirujemy się nawzajem swoimi wyborami, poszerzamy swoje horyzonty (które dla wielu osób latem są ograniczone do kilku sprawdzonych w upałach pachnideł). W tym roku postanowiłam przejrzeć niszę i znaleźć coś dla siebie. Ciągle poszukuję, ale już teraz mam dla Was kilka propozycji zapachów, które warto przetestować latem.

Costume National -Scent Sheer

Niezaprzeczalnym klasykiem na lato jest dla mnie Green Tea od Elizabeth Arden. W tym roku zaczęłam jednak myśleć nad innymi herbacianymi zapachami – w końcu nie tylko zielona herbata może ochłodzić zmęczonego człowieka. Podczas testów Scent Sheer wyczułam przyjemną woń chłodnej herbaty jaśminowej. Jest to zapach dość prosty i nieskomplikowany – trochę herbaty i kwiatów, ambrowe ciepło. Sprawdziłam go w wysokich temperaturach –  spisuje się wspaniale. Jedyny mój zarzut – znika z mojej skóry bardzo szybko, zdecydowanie za szybko.

Serge Lutens – L’Eau Froide

L’Eau Froide to perfumy, które potrafią ukoić zmysły, orzeźwić i pobudzić do działania. To niesamowite, ale te perfumy potrafią być równocześnie chłodne i ciepłe. Pochodzą z rodziny perfum „aromatic”, ale jest gdzieś w nich schowane balsamiczne oblicze, które ślicznie pokazuje się na skórze, niekoniecznie na blotterze. W L’Eau Froide znajdziecie chłodną wodę morską, miętę, wetiwerię, imbir, olibanum i kadzidło… Brzmi intrygująco, prawda? Chłód tych perfum pochodzi od Iso E Super, którego nie ma w oficjalnym spisie nut, ale coś mi mówi, że za tym cedrowo – kadzidlanym akordem kryje się właśnie Iso E.  Koniecznie przetestujcie te perfumy, jeśli chcecie pachnieć wyjątkowo.

Majda Bekkali – Tulaytulah

Coś dla fanów słodyczy, takiej zdecydowanej i konkretnej, bez zbędnych kwiatków. W tych perfumach znajdziecie m.in. gorzkie migdały, tonkę, anyż i wanilię. Mnie te perfumy początkowo pachną jak wzięty z życia marcepan – taki gruby i konkretny kawałek. Bardzo aromatyczny, słodziutki. Gdyby tak się w niego wgryźć to można by poczuć gorycz migdałów, które pachną tutaj nieziemsko, z likierowo – zamszowym podszyciem. O ile może nie jest to typowy zapach na gorące lato, to jakoś kojarzy mi się z orientalnymi wakacjami, a takie pachnidło potrzebne jest w zanadrzu, na wypadek, gdyby świeżaki już zdążyły się znudzić.

Olfactive Studio – Still Life in Rio

Uwielbiam Fils du Dieu od Etat Libre d’Orange, ale często brakuje mi w nim iskry, czegoś pobudzającego. Coś takiego znalazłam w Still Life in Rio. Jest to świetne zestawienie jaskrawego yuzu i cytryny z miętą, kokosem, imbirem i rumem. Ten zapach po prostu żyje i wyobrażam go sobie jako kompana osoby, która właśnie wzięła prysznic i szykuje się do wieczorowego wyjścia po męczącym upalnym dniu. Rio to słodycz, kwasek i imbir, dużo imbiru.
Myślę, że próba noszenia Fils du Dieu i Rio razem mogłaby być ciekawym doświadczeniem, spróbuję kiedyś.

perfumy na lato nisza

Co mnie kręci?

Przy okazji tego zestawienia zdradzę Wam kilka moich ostatnich obsesji. Nieśmiało przemycam je tutaj, bo są to rzeczywiście zapachy, które ostatnio często noszę, ale podejrzewam, że dla wielu osób nie są one szczególnie „wakacyjne”. 😉 Ostatnio najlepiej czuję się w paczulowcach i kadzidłach. I perfumach Juliette has a Gun. Do mojej kolekcji dołączyło ostatnio sporo zapachów niszowych i mam o czym pisać. Gdybym miała polecić Wam coś z moich obecnych ulubieńców, to stawiam na Comme des Garcons Jaisalmer. To kadzidłowiec, ale całkiem „cool” i idealny na lato. Otula skórę aromatem drewna, kardamonu i cynamonu, ale przy tym nie obezwładnia i chłodzi. Jak to możliwe? Nie wiem, może to jakaś olfaktoryczna magia. Innym kadzidłowcem, którego gorąco polecam jest Tom Ford Sahara Noir, ale to już zapach cieplejszy, choć suchy i można nosić go latem. Do niego potrzebuję jednak stanu umysłu diwy, a ostatnio nie jest o to tak łatwo jak dawniej. 😉
W kwestii paczuli – sięgam na zmianę po Paczulę Reminiscence i Nirmalę Molinard. Ta pierwsza jest ciemna, mroczna i gęsta jak smoła, ale słodka i zadziorna. Nirmala jest raczej owocowym chłodnikiem, w którym paczula jest angelowata, ale o wiele bardziej pokorna i cicha.

kadzidła i paczula
Moja miłość do gourmandów nie cichnie nawet latem. Jeśli mam ochotę pachnieć słodko, to wybieram Demeter Blueberry – jest bardzo słodki i pachnie jak jagodowa masa tortowa, a może nawet jak syrop. Jednak jak przystało na Demeter – to zapach lekki i ulotny, więc nawet przedawkowanie nie grozi izolacją społeczną. W kwestii wanilii najbardziej odpowiada mi sucha wanilia z Atelier Cologne – Vanille Insensee oraz Cologne of the Missions – balsamiczna i pudrowa wanilia z historią w tle.
A co z cytrusami? Dopiero się za nie zabieram, bo prawdziwe upały tak naprawdę właśnie teraz się zaczynają. Pod ręką mam Orange Sanguine i Pomelo Paradis od Atelier Cologne, powinno mi to na razie wystarczyć.

atelier cologne demeter
atelier cologne all

Rozczarowania podczas testów.

Przeczesując nowości polecane na lato trafiłam na dwa zapachy, które mnie rozczarowały. Zwyczajnie spodziewałam się po nich czegoś  lepszego.
Pierwszy gagatek to Kilian Moonlight in Heaven. W nutach obiecano nam: mango, grejpfruta, kokosy, tonkę, ryż. Mogło być tropikalnie i upojnie, prawda? W rzeczywistości dostajemy perfumy arcynudne i przewidywalne, w ogóle nieadekwatne do swojej wygórowanej ceny. Gdyby ktoś pokazał mi blotter z tym zapachem, to pewnie myślałabym , że to nowy wybryk którejś celebrytki i to w wersji Men. A to wcale nie jest dla Kiliana komplement. Może niech lepiej trzyma się innych tematów, a owoce zostawi Justinowi Bieberowi.

Drugi podejrzany to Carner Barcelona Costarela. Mówię to z przykrością, bo  uwielbiam zapachy Carner, ale tutaj nie znalazłam nic odkrywczego, wręcz przeciwnie. Ten zapach mnie odrzuca, na mojej skórze pachnie bardzo nieprzyjemnie. Połączenie nuty morskiej z bergamotą i ambrą w tym wydaniu pachnie mi jak… spocony mężczyzna w nieświeżych ubraniach. I choć wiem, że to nie o to w tym zapachu chodzi, bo to nie jest Etat Libre d’Orange, które próbuje gorszyć z założenia, to ja już podziękuję za wakacyjną przygodę z Carner.

rozczarowania

A jakie są Wasze niszowe (i nie tylko!) typy na lato?

 

Tagi: , , , , , , , , , ,

Podobne wpisy


  • Jestem ciekawa jaki Atelier mi się trafi jak przyjdzie ;D Lubię te Demeter co mam od Ciebie ;*

    • Też jestem bardzo ciekawa, co do Ciebie przyjdzie 🙂

  • Andżelika Kościesza

    Ja upatrzyłam sobie pyszną figę w Ichnusa – Profumum Roma. Powstrzymuje mnie tylko cena, więc może trafi na listę prezentów, tylko chyba zbiorczych 🙂 Podoba mi sie Tchai – Piguet, też mogłabym je mieć. No i dokonałam odkrycia… wśród moich zbiorów. Eau Sublime – Rance. Mam je od kilku lat i rzadko po nie sięgałam. Jak szybko na nie zachorowałam, tak szybko sie i odkochałam. Czy aby słusznie? Dzisiaj uważam je za śliczne… i dobrze, że się pachnidła nie pozbyłam 🙂 W zeszłe lato skończyłam flakon Forever and Ever – Dior. Chyba odnowie tę miłość. Uwielbiam Sauvignonne – Ginestet. No i klasyk Eau de Sisley 2. Zawsze pod ręką. Limon Verde, Premier Figuier – L’Artistan Parfumeur, Serpentine – Comme des Garcons – tych uzywam naprzemiennie letnią porą…. albo zimą, na nartach 🙂

    • Dużo ciekawych zapachów wymieniłaś 🙂
      Sauvignonne i Serpentine znam dzięki Tobie. Tchai też sprawdzałam i jest w porządku, ale muszę bliżej poznać. A tego zapachu PR nie znam, zanotuję sobie, że trzeba poznać. A Premier Figuier ostatnio mi się śnił… To coś oznacza!

  • Magdalena Świtała

    Tulaytulah pewnie bym zeżarła (czy też wypiła), bo marcepan mogę jeść tonami 😀 Spocony koleś z Barcelony przypomniał mi pewnego faceta w tureckim sweterku na ławce w parku,
    chyba miał imię na R. 😉 Czekam na premierę perfum Grace Coddington, no bo
    wiadomo: po pierwsze flakon jest kotem a po drugie jest tam róża 🙂

    • On jest do zjedzenia, to fakt 😀
      A co do tego gościa w tureckim sweterku to myślę, że to inna liga. Marynarz z Costareli ma przede wszystkim nieświeżą bieliznę!

      Też czekam na kota, ciekawa jestem, co tam będzie w nim 🙂

      • Magdalena Świtała

        A nie mógł se tych gaci w oceanie przeprać? 😛
        No ja już sobie zaplanowałam kupno via strona Grace, ale do Polszy nie wysyłają 🙁

  • Ewelina

    Wcale Ci się nie dziwię, że nisza tak Cię wciąga – mainstream w ostatnich miesiącach załamuje. Ja też zaczynam się bardziej interesować niszą – podobają mi się niektóre zapachy, ale muszę uważać, bo jest sporo takich, które mi nie odpowiadają, bo są zbyt awangardowe i abstrakcyjne. Na szczęście nie ma zalewu słodyczą i pralinkami, a to sobie cenię. Ja nie mam chyba typu na lato, bo używam tego, na co akurat mam ochotę, ale jeśli mam wymienić, to w tym roku będą to mainstreamowe: Reveal, Coral Flower, Dune, Green Tea, Sun i Cool Water Woman. Myślę, że chyba dokonałam dobrych wyborów. W tym miesiącu chcę kupić 1-2 flakony, ale niszowe. Muszę się dobrze zastanowić, bo są drogie. Ciekawi mnie na Twoja paczula.. Może w ciemno kupić? :p Jak mi radzisz – spodoba mi się?

    • No już tak od roku się dobrze pogrążam w niszy i ciężko wyjść, tutaj tyle jest zapachów do poznania, że czasu, nosa i kasy zawsze brakuje.

      Ja z niszowymi flakonami na razie poleciałam, zabraniam już sobie kupować. Mam nadzieję, że lipiec przeżyję bez pokus, najlepiej i sierpień też, ale nie będę taka ambitna w obietnicach 😉
      Paczuli lepiej w ciemno nie bierz. Dam Ci odlewkę jak się spotkamy 😀

  • Z niszy zakochałam się ostatnio w Copal Azur od Aedes de Ventusas. Morskie nuty i kadzidło Majów- niespotykana przygoda! Znasz może?

    • Nie znam, ale bardzo żałuję! Ja i nuty morskie to raczej nie jest dobre połączenie, ale ten miks z kadzidłem intryguje.

      • Nuty morskie, to może nie jest najbardziej obrazowa rzecz, którą można powiedzieć o tych perfumach (choć producent zaznacza ich obecność). Bo dla mnie nuty morskie rysują przed nosem coś w stylu Cool Water, a za tym nie przepadam ;p Copal Azur, to bardziej ognisko na plaży, do którego ktoś przez przypadek wrzucił dużo ziół i kadzidło frankońskie. Ale nie takie „kościelne” jak w Cardinale czy Avignonie. Niby znamy tą nutę z naszych rodzimych świątyń, ale tutaj jest bardziej… „Tłusta”? Tropikalna? Po prostu inna i jedyna w swoim rodzaju.