Blog o perfumach. W oparach popkultury.

Montale – Patchouli Leaves

patchouli leaves edpholiczka

Przyznam, że gdybym miała oceniać perfumy po nazwie i marce, to odrzuciłabym Patchouli Leaves bez testów. Wystarczy na flakon spojrzeć i już wiadomo, że kryje się w nim coś mocnego, specyficznego. Paczulowa siekiera. Na szczęście, nie ulegam takim podejrzeniom, a raczej ostatnio im coś wydaje się dziwniejsze, tym bardziej mnie do tego ciągnie. Pewnie za jakiś czas poczuję przesyt i ograniczę się do zapachów kojarzonych z praniem, zasypką dla niemowląt i mydłem. Ale na razie chodźcie ze mną do krainy brudnej paczuli!

W perfumach tych znajdziemy kilka nut, które zazwyczaj świetnie ze sobą grają i mieszanka ta nie będzie raczej dla nikogo szokująca. Paczula, ambra, labdanum, piżmo i wanilia. Wszystko co kocham w jednej butli. Patchouli Leaves początkowo jest nieco zamulającym pachnidłem, które rzuca we mnie różnymi obrazkami: facet w niepranych od tygodni blue jeans, który zamiast tradycyjnej wódeczki wypił trochę koniaku, czekoladki z likierem położone na starych, spróchniałych drewnianych schodach, stara piwnica w której ktoś usiłował pomalować sufit przeterminowaną białą farbą, drewniane pudło pełne zardzewiałych gwoździ… Mam wymieniać dalej?

To wszystko jest zasługą połączenia paczuli z ambrą i labdanum. Takie brudne, słodkawe, alkoholowe klimaty… Początkowo niepokojące i nieco brzydkie, ale z czasem dobre, znajome i przyjazne. O ile po aplikacji ten zapach na mnie leży dość koślawo i nie chce się przytulić, to z czasem (po około 2, 3 godzinach) pojawia się na mojej skórze wanilia, a ta już oczywiście lubi mnie bardzo i spoufala się ze mną w przemiły sposób. I wtedy można powiedzieć, że znika cały mrok, zapach robi się nieco jaśniejszy i zdecydowanie słodszy. Kolejna moja druga skóra, następne wcielenie, coś w tym stylu. Po tym osłodzeniu przypomina mi bardziej o Reminiscence Patchouli, a niemyty pijak znika z horyzontu. Patchouli Leaves jest po prostu mniam, choć i te początkowe akordy były ciekawe i dobrze się je nosiło. Po jakimś czasie w czyste blue jeans wskakuje charakterna Janet Jackson z kremową skórą, i już jest bajecznie.

janet jackson blue jeans

Kolejne dobre doświadczenie z paczulą za mną. Tutaj nie do końca wiedziałam, czego się spodziewać. Początkowo myślałam, że to będzie coś mocnego, może nieco ponad moje siły, ale i ta paczula okazała się dość potulna i “moja”. Mam nadzieję, że zachęciłam Was do testów. Jeśli macie już dość mojej paczulowej obsesji, to dajcie znać, choć nie liczyłabym, że z tym skończę. 😉 I pomyśleć, że kiedyś tą nutą zapachową gardziłam!

Perfumy Montale Patchouli Leaves możesz kupić w Perfumeria.pl

Tagi: , ,

Podobne wpisy


  • Andżelika Kościesza

    Odkryłam ostatnio w moim zbiorze świetną paczulę wTimbuktu – L’Artisan Parfumeur. Wcześniej ignorowałam jej obecnośc w tym pachnidle, wyłapywałam raczej przyprawy, olibanum, vetiver… Ale ostatnio, po Twoich postach, zaczęłam szukac paczuli na moich półkach. I trafiłam na Timbuktu. Roślinno – niektórzy mówią, że – wręcz warzywne. Dla mnie to las – pachnący upalnym powietrzem z dodatkiem nut soczystego, owocującego poszycia. Bomba, choć to raczej piękna historia zapachowa niż tradycyjna ozdoba, co ma uwodzić. 🙂

    • ganglion

      Bardzo mnie zaintrygowałaś tym Timbuktu. Pomały L’Artisan staje się moją ulubioną marką, niepostrzeżenie uzbierało mi się 5 buteleczek.

    • U Ciebie to jest w czym szukać, pewnie każdą nutę byś w swoim zbiorze odnalazła 🙂
      Co do Timbuktu – kiedyś testowałam, słabo pamiętam… Ale wiem, że wrażenia były pozytywne. Muszę powrócić 🙂

  • ganglion

    nie przestawaj z tą paczulą 😀 Patchouli Leaves bardzo lubię, miała moment, że chciałam go oddać, na szczęście trafił wtedy na mój dobry dzień i został. Dla mnie jest on kakaowy i ciepły, akurat do sweterka i herbaty

    • Dobrze, nie przestanę. 😉
      Lecą do mnie już kolejne próbki z paczulowcami, będzie ciekawie 🙂
      Kakaowy? Hmm… Mniam! 🙂