Blog o perfumach. W oparach popkultury.

M. Micallef – Gaiac

gaiac-m-micallef

Lubię początek września.  Herbatki, smakowe kawy, wyciąganie z szafy ciepłych sweterków, szaliczki i… otulające zapachy. Odruchowo rozglądam się za perfumami, które będą potrafiły mnie ogrzać, pocieszyć, kiedy zrobi się szaro i zimno. Chyba znalazłam kolejnego idealnego kandydata na jesienną szarugę. Podczas paczulowej fazy zatrzymałam się na dłużej przy zapachach Micallef i najbardziej spodobały mi się Patchouli, Royal Muska i Gaiac.

Drewno gwajakowca to chyba moje ulubione w perfumach. Świetnie wypada w asyście nut słodszych, a to już dla mnie wielka zaleta. Gaiac otwiera się dość szorstko wyraźną i odważną nutą bergamoty i to takiej pełną piersią. Za nią czuję już drewniane bale i zastanawiam się, czy aby na pewno będę w stanie je unieść. Z czasem pojawia się jakaś słodycz i bardzo niewyraźnie czuję nutę jaśminu, trochę suchej wetywerii. Dość prędko zapach przechodzi do sedna i czuję piękny duet wanilii z gwajakowcem. Połączenie to pachnie kremowo i słodkawo, bardzo wytrawnie i dość spokojnie.

W perfumach tych nie można mówić o wielkich przemianach i rewolucjach. Grę różnych nut zapachowych obserwuję przez 20 minut od aplikacji, potem już zapach zostaje w bardzo bezpiecznym i miłym dla mnie miejscu, drzewno – waniliowym. To co czuje otoczenie, to raczej drewno i bergamotka, jednak ja tam na wanilię jestem wrażliwa i bardzo wyraźnie ją tutaj czuję. Kompozycja jest taka ciepła, żywiczna i może nieco retro. Dla mnie to takie skrzyżowanie zapachu apteki i cukierni (jeśli po tych słowach wyłączycie tę stronę, wcale Was nie obwiniam:D). Z przymrużeniem oka, bez dosłownych zagrań, które w niszy są dość częste. W perfumach Micallef zazwyczaj wszystko płynie bardzo finezyjnie i bez jaskrawych metafor.

Jeśli mówimy o projekcji tego pachnidła, to powiem, że jest raczej średnia. Jednak wpiszę sobie Gaiaca na zapasową listę perfum do kolejnej rundy testów, bo potrzebuję gwajakowca w kolekcji. Nie wiem tylko, czy i tak nie padnie na Palo Santo. Gaiac jest na jesień idealny, bo to zapach spokojny, ciepły i otulający. Można by się kłócić, że jest zbyt statyczny, że znajdzie się coś ciekawszego, ale ja w tym jego spokoju widzę zaletę. Jeśli w perfumach szukam pocieszenia, to ich przewidywalność i prostota są dla mnie plusem. Chcę wiedzieć, co mnie czeka.

Jeśli chcecie poeksperymentować z niszą i odkryć perfumy z nutą gwajakowca, to właśnie Gaiac i Palo Santo Wam polecam do testów najbardziej.

Perfumy M.Micallef Gaiac możesz kupić w Perfumeria.pl

 * post sponsorowany

Tagi: , ,

Podobne wpisy