Blog o perfumach. W oparach popkultury.

Konkurs! Wygraj niespodziankę od Perfumeria.pl

konkurs-perfumeria-edpholiczka

Z radością przynoszę Wam dobrą wieść -startujemy z nowym konkursem!

Tym razem będzie trochę inaczej, bo nie zamierzam pokazywać Wam, co jest nagrodą w konkursie. Ekipa Perfumerii.pl przygotowała dla zwycięzcy paczkę, w środku której znajduje się nagroda. Nie pisnę ani słówka na temat zawartości, niech nikt nawet  nie próbuje mnie o to pytać. Powiem tylko, że zwycięzca powinien być zadowolony 😀

Co trzeba zrobić, by wygrać tę paczkę-niespodziankę?

Należy zostawić pod tym wpisem komentarz z odpowiedzą na pytanie: których perfum nie lubisz nosić jesienią?

Wybiorę jedną odpowiedź, która najbardziej mi się spodoba. Jeśli nie będę potrafiła się zdecydować, to zgłoszę się do ekipy Perfumerii z prośbą o pomoc w podjęciu decyzji.

Konkurs zaczyna się dzisiaj, trwa do piątku – 7. października. Wyniki podam do 5 dni od zakończenia zabawy.
Z góry proszę, by osoba, która wygra nagrodę umieściła zdjęcie zawartości tutaj we wpisie, po otrzymaniu paczki. 🙂

Udział w konkursie mogą wziąć tylko osoby pełnoletnie i mieszkające w Polsce.

Żeby zachęcić Was do zabawy, to ja zacznę (choć udziału oczywiście nie biorę :P). Perfumy, które jesienią mnie drażnią, to te z wyraźną nutą liści fiołka. W tym roku wyjątkowo nie mogę zaakceptować lubianego do tej pory przeze mnie Atelier Cologne Sous le Toit de Paris. Coś w nim mnie drażni, pewnie dlatego, że to taka dość czysta nuta, nie daje mi komfortu w postaci otulającej słodyczy. Powiedziałabym, że perfumy tego typu mnie… niepokoją! Jesienią lubię być przez zapach przytulana.

A jak jest u Was?

ZAPRASZAM DO UDZIAŁU W ZABAWIE!


edit!

Wracam z wynikami konkursu. Decyzja była bardzo trudna, bo wiele odpowiedzi się wyróżniało i jak zwykle kończę wnioskiem, że mam za mało nagród. 🙁 Nie chcę jednak już dłużej przedłużać, bo to nikomu nie służy.
Nagroda leci do: Gratuluję i proszę o kontakt w sprawie wysyłki paczki.
Jeśli zwyciężczyni nie zgłosi się do mnie do 7 dni, rezerwuję prawo wybrania innej osoby.

Dziękuję wszystkim za zabawę i obiecuję wrócić z kolejnym konkursem już niedługo!

Tagi:

Podobne wpisy


  • Wojownicza Księżniczka

    Perfumy których nie lubię nosić jesienią to tak zwane „świeżaki”. Uważam że idealnie nadają się na lato, gdzie duchota i wilgoć dominuje. Wtedy nas nie duszą a przede wszystkim potrafią porządnie orzeźwić i obudzić. Zwłaszcza trzymane w lodówce. Nuty wodne, bergamotka, kwiat pomarańczy, cytrusy idealnie współgrają z bryzą morską ale również zapachem lasu w górach. Nasza kolorowa jesień pozwala zaprzyjaźnić się z zapachami mocniejszymi takimi jak Euphoria, JPG Classique aby całkiem przygotować nas na mrozy spędzone z Anielskim Słoniem 😉

  • Patrycja Maćkiewicz

    Ja osobiście nie lubię jesienią zapachów które są nadto świeże i beztroskie. W tym przypadku najbardziej nieodpowiednim zapachem na jesień według mnie jest Calyx Clinique. O ile woń konwalii wiosną i latem wprawia mnie w cudowny nastrój, o tyle jesienią jest to dla mnie nuta która przyprawia mnie o dreszcze. Zimno, deszcz i konwalia – zdecydowanie nie jest to idealny duet.

  • Chodzi o kwestie wysylki. Jeśli mi podasz adres kogoś (rodzice, siostra – ktoś zaufany) zaufanego w razie wygranej, to możesz wziąć udział. Chcę uniknąć wysyłania tej paczki za granicę 😉

  • Andżelika Kościesza

    A ja jesienią nie przepadam za dominującą nutą cytrusów. Takie zapachy przywodzą mi na myśl budzącą się o poranku przyrodę, wiosnę, lato… rześkość, chłód. Drażnią zmysły, jak budzik o 6 rano. Są dźwięczne i wdzięczne, skoczne jak młoda dziewczynka, ale brak im nostalgii, wyciszenia, komfortu…. poczucia bezpieczeństwa. Nie otulą skóry jak kaszmirowy sweterek, nie ogrzeją ciała jak herbatka z rumem i nie osłodzą nastroju jak miód z maliną. 🙂

  • Anna Strug

    Jesienią z drzew spadają liście, a z mojej dyżurnej półki perfumeryjnej spadają w tym roku soczyste ogródki Hermesa i beztroski, do bólu oklepany Jadore, z którym od wiosny było mi bardzo po drodze 😉 W tym momencie zaczynają nieśmiało królować szypry i mocne Orienty, które otulą mnie jak ciepły kocyk i pomogą bezboleśnie przejść do mrozów i zimowych gourmandow <3

  • Ewelina

    A ja nominuję Lys soleia Guerlain. Zapach cudownie tropikalny i taki niech zostanie. Zamykam oczy, psik i jestem na upalnej, włoskiej plaży z drinkiem w ręku a towarzyszy mi Monica Belluci. To ona tak oszałamiająco pachnie. Ten zapach pasuje do Niej jak nic innego. Monika, koniecznie go spróbuj 😉

  • Gagatek9

    A ja wiosną tego roku ukochałam sobie owocowo-kwiatowego Jimmy Choo Blossom, który jest teraz dla mnie „nienoszalny” 🙂 Moja ukochana malina w perfumach o tej porze roku i w tych temperaturach jest dla mnie nie do zniesienia, jest zbyt owocowo, zbyt lekko i świeżo. Czuję, że te perfumy na tę porę roku po prostu nie pasują, to nie ten rodzaj słodyczy którego teraz potrzebuję. No chyba, że nadejdzie jakiś smutny, zimny i szary listopadowy wieczór, gdy będę chciała sobie przypomnieć tegoroczne chorwackie wakacje ze świeżo upieczonym mężem, i postanowię pachnieć nimi podczas oglądania zdjęć z wycieczek i plaż aby wprowadzić się na chwilę znów w ten beztroski wakacyjny klimat 🙂

  • Azunia

    Nie mam określonych nut, które noszę w zależności od pogody czy pory roku. Wszystkie wybrane przeze mnie perfumy bardzo lubię i to który wybieram każdego ranka, to raczej kwestia tego jak się czuję, co mam zaplanowane na ten dzień bądź wieczór. Czasem są to perfumy bardziej świeże a czasami bardziej słodkie czy pudrowe… Zapach który wybieram działa pobudzająco, uspokajająco lub powoduje że mam uśmiech na twarzy i czuję się sexy. Zapach przede wszystkim jest dla mnie i to ja chcę się dobrze w nim czuć. Mam kilku faworytów jeśli chodzi o zapach i co ważne dla mnie, mój mąż też jest nimi zachwycony. Do mojej kolekcji co jakiś czas trafia nowy perfum, który w jakiś sposób mnie zachwycił i nie jest wyborem sezonowym.

  • Pachnących czystością! Ja po prostu uważam, że czystość nie pasuje do stęchłego, przesyconego mglistą aurą powietrza, nie pasuje do ciężkich kaloszy czy welurowych kapeluszy i do poncho z frędzlami. Dla tego mój Atelier Pomelo Paradis pachnący czystością jest odrzucony: uwielbiam go uwielbiam naprawdę ale na jesień niech pachnę sobie brudem, smrodem zgniłych liści czy co tam jeszcze ta jesień oferuje, niech jest ciężko okropnie i nie do zniesienia jak szaruga za oknem ale ta czystość poczeka na wiosnę na łagodność blondynki z wiankiem bo ta ruda jesień z koszem nazbieranych kasztanów potrzebuje ogromu czegoś iście ‚starego’ . Dlatego czystość odpada ( ale myć się trzeba :P)

  • Barbara P.

    Jesienią chowam do szafki perfumy ulotne, z rześkimi, zielonymi bądź wodnymi, nutami. Świeżość potęguje uczucie chłodu, dlatego unikam kompozycji z białymi kwiatami, miętą cytrusami… Muszą poczekać do wiosny, aż temperatura zrównoważy ich nuty. Albo raczej one harmonijnie się z nią splotą dając pożądane odświeżenie. Jesień natomiast, to czas na zapachy z cieplejszymi akordami. Z póki otulających. Takich, które nutami zapachowymi spotęgują rozgrzewające działanie płaszczy, swetrów, szalików i czapek…Nie lubię jednak jak są zbyt słodkie, niczym ulepki. Lub nadmiernie orientalne w nutach, kadzidłowe i ciężkie,
    Mój jesienny ideał, to nieco mydełkowa Carolina Herrera 2012, lub Mexx Women z drzewem sandałowym, cedrem i bursztynem w podstawie.

  • SylviainVogue

    Hola hola, ale co to w ogóle za pytanie? 😀 Nie wyznaję zasady, że jakieś
    perfumy powinny być na lato/jesień czy zimę. Noszę to, co mi odpowiada,
    niezależnie od tego, jaki mam humor. Wiem wiem, ta odpowiedź jest pewnie dość
    mało oryginalna, ale ja nadal zostaję przy swoim!

    Odkąd parny i otulający Hypnotic Poison najbardziej spodobał mi się w
    środku lata, a orzeźwiający Tenderly Promise lepiej pachnie mi w środku zimy
    niż latem, to już nic mnie nie zdziwi. Jeśli już coś mi się nie podoba, to nie
    będę nosić tego ani latem, ani zimą. Owszem, pora roku zmienia u mnie gust
    zapachowy, ale tylko nieznacznie. Jedne akordy są mniej wyczuwalne, inne bardziej.
    Ale cały szkielet jednak pozostaje ten sam.

    Jesień akurat jest tą porą roku, gdy coś się kończy, a coś zaczyna. W
    powietrzu czuć jeszcze zapach lata, trawa jeszcze się zieleni, ale liście na
    drzewach już spadają, obnażając nagie zimowe gałęzie. Niektóre zwierzęta
    szykują się do zimowego snu, jeszcze inne uwijają się i szykują zapasy na zimę,
    układają sobie gniazdka, by było im ciepło. Podobną zmienność i dwubiegunowość zauważam u siebie
    w doborze perfum. Jednego dnia jestem „przytulaśna” i leniwa – mam ochotę
    zatopić się w czymś słodkim i mięciutkim. Innego dnia wybieram się na poranne
    bieganie – potrzebuję czegoś dynamicznego, co da mi energetycznego kopa.
    Dlatego nie odrzucam absolutnie żadnego zapachu! Każdy otrzymuje ode mnie
    szansę 😉

  • CiotkaSamoZło

    Clinique Happy – kojarzą mi się z letnimi przejażdżkami na rowerze, który jesienią przygotowuje się na balkonie do snu zimowego, chlip ;(
    Aqua Allegoria – Mandarin Basilic gdyż jest nierozerwalnym elementem mych wakacji w krajach śródziemnomorskich, jesienią pozostają mi po nich tylko fotografie a i to już wyzwala tęsknotę nie do zniesienia
    Dior Addict Eau Sensuelle – taki młodszy i spokojniejszy braciszek ukochanych Addictów, którymi zabiłabym otoczenie wiosną i latem (czasem tak czy owak bywam bezlitosna, wszak uzależnienie to uzależnienie 😉 )
    Gucci – Flora Eau Fraiche – kto powąchał ten wie, nikt by nie zrozumiał skąd nagle przykleił się do mnie tak ekspansywny zapach kwecia w środku jesieni 😉

    Ech, całe szczęście już masa słodziaków-przytulaków macha do mnie wesoło z półki 😉

  • ania

    Ja nie cierpię jesieni i zimy(trąci Maruda hi:) , naprawdę ogarnia mnie rozpacz jak tylko zaczynaj lecieć liście z drzew i nie kręcą mnie grube szale ,płaszcze, koc i kominek bo kocham lato!!!!Uwielbiam słonce morze, fale , uwielbiam że rano wychodząc z domu ubieram letnia zwiewna sukienkę i leciutkie buty uwielbiam letnie wieczory i cieple noce ,kocham morza szum i gorące plaże :)dlatego jesienią lubię pachnieć tym co kojarzy mi się z wakacjami i beztroska :), ale pytanie zadałaś inne i tu pojawia się problem bo nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie a myślę nad nim już od wczoraj :)uwielbiam elle yves saint laurent , roberto cavalli(odkryty dzięki Tobie:) )Perles de Lalique czy własnie wakacyjny powiew lata L’imperatrice D&G ( odr razu przenoszę się na chorwackie piękne plaże i widzę ten cudny błękit morza i nieba )Wiec sama widzisz, że te zapachy musza być ze mną i w te szare i ponure jesienne dni abym je przetrwała 🙂 i nie posiadam w swojej skromnej kolekcji takich których nie chce pachnieć. Jedyny jaki przychodzi mi do głowy to Calvin Klein Eternity ta różna mnie drażni … nie wiem do końca dla czego tak sie dzieje, pamiętam ze kupiłam je własnie na jesień myśląc ,że stworzymy piękny duet jednak rzeczywistość okazała się brutalna i nic z marzeń o eleganckiej mnie z nuta róży -nie wyszło :).Chyba to nie jest wyczerpujące udzielenie odpowiedzi na pytanie konkursowe bo więcej się chce mówić o tych zapach, które się lubi , ale fajnie było napisać pierwszy raz na łamach Twojego bloga :)choć przyznam ze stresie jest 🙂

  • Mam takie jedne perfumy, których już raczej nie włożę porą jesienną. Bynajmniej nie dlatego, że nie pasują swoim charakterem do tej pory roku, bo układają się pięknie i miękko, pocieszając mnie gdy leje… ale, no właśnie. Pewnego całkiem brzydkiego dnia, jak dziś, postanowiłam się rano pocieszyć nakładając na nadgarstki i szyję kilka kropli moich ukochanych Bent Al Ezz Hana od Rasasi. Włożyłam kaloszki i poszłam na uczelnię, a potem wszystko poszło tak źle, jak tylko mogło. Autobus zwiał mi sprzed nosa gdy biegnąc w jego stronę ślizgałam się w tych nieszczęsnych kaloszach po błocie jak surfer, tylko z mniejszym wdziękiem, podpierając się a to ręką, a to inną częścią ciała. Dalej po drodze inny autobus ochlapał mnie na wąskim chodniku (nie było jak uciec, chyba że wdrapałabym się na kamienicę!) błotem z kałuży tak celnie, że połowa wlała mi się do tych kaloszy, więc na wykład dotarłam spóźniona i wściekle bulgocząc przy każdym kroku. „Na szczęście” wykładów tego dnia było sporo, więc miałam czas aby doprowadzić się do porządku w łazience. I tak zrobiłam – poszłam do łazienki, zdjęłam kalosze, zdjęłam spodnie i koszulę, które można było wyżymać. Powycierałam się, przemyłam, wypchałam kalosze papierem aby szybciej wyschły w środku i tak stojącą przy umywalce w samej bieliźnie zastał mnie tabun studenciaków kończący właśnie zajęcia z fizjo – bo, rzecz jasna, była to łazienka męska. Brawo ja.
    Śmichy chichy, wszystko fajnie, ale koszula mokra i poplamiona, buty też, spodnie z wielką, brązową plamą od błota na tyłku. Jako rezolutna studentka kosmetologii stwierdziłam wówczas, że kij tam z wyglądem, dziś po uczelni śmigam w fartuszku i klapkach – czyli stroju zarezerwowanym na zajęcia z pracowni kosmetycznej. Chodziłam tak więc przez cały dzień – z rozwianym włosem, początkami histerii i wariactwa w oczach, w białym fartuszku założonym na stanik i z koszulą omotaną wokół bioder, udającą spódnicę. Niektórzy, chyba czując bijącą ode mnie determinację, kłaniali mi się i mówili „dzień dobry”.
    Wracałam już do domu poubierana w moje poplamione ciuszki, bo było tak zimno, że nie dało by rady inaczej. Trochę już przeschły, więc brązowa plama na spodniach wyglądała, jakby tam była od lat. Byłam jedną wielką kupką nieszczęścia, już się ściemniało, a po zajęciach w gabinecie dodatkowo całą twarz miałam czerwoną po kwasach. W autobusie przemiły starszy pan zaoferował mi 10 zł, żebym sobie kupiła coś do jedzenia. Nie wiedziałam czy parsknąć śmiechem (jak ja musiałam wyglądać!!) czy się popłakać z bezsilności.
    I to wszystko w oparach moich ukochanych perfum, których zapach – szczególnie gdy czuję go jesienią – zawsze przypomina mi ten dzień, po którym jeszcze byłam przeziębiona przez krótki czas. W cieplejsze dni wspomnienie nie jest aż tak bolesne 😉 Ale w październiku i listopadzie te perfumy są tabu.

  • Asia

    Przez chwilę pomyślałam, że nie wezmę udziału w konkursie. Jesień to zapachowo moja ulubiona pora roku. Uwielbiam kolory, które tworzy, zapach dojrzałych owoców,
    upadających liści, aromat mokrego, jesiennego lasu, pierwszych chłodnych poranków, nawet deszczu. Wydaje mi się, że wszystko cudnie potrafi się tu zapachowo odnaleźć. I drewno, i naręcza kwiatów, i dymy, kadzidła, przyprawy,i zdystansowany chłód
    paczuli czy pieprzu, wyniosłość szyprów, moje ukochane słodziaki, miękkie owoce a nawet świeżaki z zaklętym w sobie wspomnieniem lata…

    A jednak, jeden z moich skarbów schowałam głęboko. I nie użyję go aż do późnej zimy. To
    Balenciaga L Essence. Zapach również mokrego lasu, omszałych kamieni, łąki i deszczu.
    Ale o innej porze roku. Nie ma w nim krzty żółci ani czerwieni.Jest początek wiosny, marzec, może kwiecień. I teraz jeszcze za tym obrazem nie tęsknię. Ten zapach jest z jednej strony zbyt bliski i zbyt daleki jesieni. Powstaje dysonans, jakby ktoś jednocześnie zagrał dwa leżące obok siebie dźwięki. Nie umiem i nie chcę go teraz nosić. Chcę mówić Jesieni, że potrafi być piękna, nawet jeśli czasem brakuje mi światła. Nie chcę jej mówić, że czekam na Panią Wiosnę, na inny deszcz i inny chłód. Jeszcze nie czekam.

    I widzisz Kasiu, niewinne pytanie znowu zmusiło mnie do lepszego zrozumienia moich zapachowych wyborów. Dziękuję 🙂

  • Jaki fajny pomysł z tą niespodzianką. 🙂

    Jesienią nie lubię nosić Carven Ma Griffe. Uwielbiam ten zapach, przenosi mnie w czasie i przestrzeni do minionych epok, zatopionych w biało-zielonej mgle. Pachnie mi poezją Poświatowskiej, kobietą zaplątaną pomiędzy miłość i śmierć, kobietą nierozważną i nieromantyczną (posiłkując się określeniem z tytułu jednej z biografii mojej ukochanej poetki). Jest w nim coś nieuchwytnego, jakaś „duchowatość”. Ale jesień to dla mnie pora roku ciężka, gęsta i mięsista jak gruby aksamit. Złota czy nie, jakoś tłamsi tego biało-zielonego ducha.

  • Ewa Wasiluk

    Jesienią nie lubię nosić tych samych zapachów co latem, wiosną i zimą. Jeśli jakiegoś zapachu nie lubię to przez cały okrągły rok, a jeśli zapach kocham czy choćby lubię to żadna pora roku nie jest w stanie zmienić moich uczuć do niego. Nie lubię natomiast przede wszyskim zapachów, których nie czuję lub od których mam mdłości.

  • Szo

    Oj ja też lubię jesienią być przez zapach przytulana… prawdę mówiąc, lubię być przez zapachy przytulana przez cały rok!

    W mojej perfumowej garderobie nie ma więc szczególnych rotacji w zależności od pory roku. Jednak jesienią szczególnie kocham zapachy ciepłe, typowe szalikowce, ocieplacze, otulacze… Jeśli bym miała wysnuć z tego jeden wniosek, to powiedziałabym, że jesienią SZCZEGÓLNIE nie lubię nosić perfum, które nie mają w sobie wyczuwalnej )i tak przeze mnie ukochanej) wanilii 🙂

    Dlatego w tych miesiącach w odstawkę idzie na przykład Hot Couture, które przecież bardzo lubię (i z tego, co widzę np. na fragrantice, innym kojarzą się raczej jesiennie). Nieee, ta malina z pieprzem jesienią mnie nie przytula, chyba nawet daje mi w twarz, kiedy próbuję się do niej trochę bezwstydnie potulić 🙂

  • kunegunda01234

    Jesień to zdecydowanie moja ulubiona pora roku, tym bardziej nie chciałabym żeby nastrój psuły mi źle dobrane perfumy. Tych których nie noszę w jesienne dni to zapachy orientalne. Czemu tak, skoro to moja najukochańsza kategoria perfum?  Zapewne dlatego, że nie mogę znieść, że jesień nie pozwala pokazać światu w pełni ich piękna. Zapachy orientalne jesienią są dla mnie niczym moja mała pociecha śpiewająca w chórku, kiedy wiem, że najpiękniej brzmi w solowych partiach. Tak samo ciężko jest mi patrzeć jak drzewne nuty szukają nerwowo choćby jednego promienia słońca by wybrzmieć, a korzenne akordy zamiast przypominać orientalny targ mokną w polskiej październikowej ulewie.  Jednak może to i lepiej, kiedy przyjdzie lato na nowo będę mogła odkryć ich piękno.
    Pozdrawiam Cię Kasiu 🙂

  • Ars Longa Vita Brevis

    Lubię jesień, ale to słodko-gorzka przyjaźń, jesień bowiem jest kochanką zimy, której nie znoszę. Jesień nastraja mnie melancholijnie i napawa żalem za skończonym latem.. Dlatego gdy tylko aura zmienia się definitywnie z letniej na jesienną (w tym roku stało się to zaledwie parę dni temu) chowam te zapachy, których używałam tego lata, wywołują bowiem tęsknotę i rozżalenie, że nie będzie przez wiele miesięcy tego, z czym zapach ten związał się przez moją skórę podczas używania: słońca, zieleni, ciepła, owoców… wakacji, morza, jezior, gór… czegokolwiek, co wiąże się z minioną porą roku. Jesienią nie chcę jeszcze wywoływać tych wspomnień. Dopiero późną zimą odważam się zakosztować wspomnień, które wraz z zapachem perfum wracają w iście proustowski sposób – nie naraz, powoli rozwijają się wizje ukryte w zakamarkach pamięci.
    Co roku są to inne zapachy lub grupa zapachów. W tym roku – Baiser Vole Cartiera. W zeszłym – Paul Smith Rose. A parę lat temu limitowanki Escady.
    Zapachy typowo letnie, lecz niezawierające w sobie osobistych wspomnień mogę nosić spokojnie. To nie nos, to pamięć i wyobraźnia płata mi takie figle…

  • Sylwia

    Nie lubię jesieni bo gdy tylko nadchodzi już tęsknię za gorącym latem. Dlatego z rozżaleniem chowam moje wiosenno-letnie skarby jak Parisienne YSL, lekko owocowy, idealny na wiosnę gdy chcemy poczuć się lekko, zrzucić ciepłe ubrania i ciężkie otulające nas perfumy. Nie wyobrażam też sobie nosić Ange ou Demon Le Secret EDP. To żurawinowo-jaśminowy zapach, świetlisty, wibrujący i musujący na skórze niczym szampan, dla mnie typowo letni. Podobnie mam z Versense, elegancki i świeży, idealny na lato do białych ubrań, zwiewnych sukienek, spacerów brzegiem morza. No i urocze Aqua Allegorie, Pamplelune, Jasminora czy Tiare Mimosa, subtelne, delikatne i bardzo bardzo letnie. Jesień za to, to dla mnie L`Agent, który jest jak ogrzewający balsam do ciała. Ciepły, przyprawowy i mocno otulający. Jesienią kocham Belle d`Opium, idealny gdy za oknami szaro, mglisto i ponuro. Są jak kaszmirowy, ciepły szal otulający nas przed zimnem. Jesienią przytulam się także do Si Lolity, która jest ciepła, otulająca i pieprzno-słodka. I kończąc ostatnie zdanie to mimo tego, że nie lubię jesieni to z pewnością kocham moje jesienne zapachy 🙂
    Pozdrawiam Cię Kasiu 🙂

  • Natalia

    Cykl pór roku to cud natury. Żyjemy w kraju, w którym każda
    z pór roku jest wyraźnie zaznaczona i rządzi się swoimi prawami. Polska jesień
    jest piękna – niezależnie od tego czy jest złota i słoneczna, czy wietrzna i
    chumorzasta. Jesienią kocham perfumy ciepłe, wyraziste, otulające. Te, z
    którymi zupełnie nie jest mi po drodze, to takie, które zawierają nuty świeżych
    owoców.

    Świeżość owoców kojarzy mi się z pełnią lata, wizytą na
    targowisku, ogrodem rodziców oraz rześkim porankiem. Może i jesień to czas
    zbioru jabłek czy gruszek, lecz po to by zrobić z nich pięknie pachnące i
    aromatycznie doprawione ciasta i przetwory. Świeże owoce są raczej zimne,
    zroszone poranną rosą, ukryte wśród liści. A im zimniej za oknem, tym cieplej
    chcę by było wokół mnie. Więc flakonu świeżo-owocowych perfum idą „zimować” i
    czekać na cieplejsze temperatury. Czekają na swoją porę roku. Kiedy nadejdzie?
    Pewnego wczesnoletniego dnia zdecyduję sama.

  • Dominika Kowalczyk

    Laine de Verre od Lutensa. Dlaczego? Ponieważ pachną deszczem, a tego zapachu jesienią i tak jest pod dostatkiem… 🙂

  • patrycja

    Jesienią nie noszę perfum tych, których po prostu nie mam :). Kocham wszystkie swoje zapachy, każdy z nich jest wyjątkowy, kojarzy mi się z ulotnymi chwilami. Chłodną porą najczęściej sięgam po KC Eternity( przypomina mi o studiach i moim ślubie), Zen od Shiseido (o miłej koleżance z poprzedniej prac), Euphoria CK ( o przyjaciółce). Jak znudzą mi się ciężkie i słodkie perfumy sięgam po lekkie i zwiewne, takie na jakie akurat mam ochotę np DKNY be delicious lub Kenzo. Jesienne perfumy dla mnie to te, którymi mam ochotę w danym dniu pachnieć. Pozdrawiam Nowa Czytelniczka

  • DKNY Be Delicious, czyli słynne zielone jabłuszko. Wiosną i latem mogę je nosić na sobie codziennie, ale kiedy nadchodzą chłodne, jesienne czasy to idą w odstawkę, a na ich miejsce wskakują cieplejsze, otulające perfumy. I chociaż jesień to sezon iście jabłkowy, tak w tym czasie jabłka akceptuję tylko w „czystej postaci” i szarlotce Mamy, a perfumy z ich dodatkiem odsyłam na urlop, i to długi bo aż do momentu, kiedy zaświeci na niebie ciepłe, wiosenne słoneczko 🙂

  • Ulisses delaHeniu

    Valentino V- niedostępne już. Uwielbiam je, ale jesienią coś tracą. Są słodkie i przytulne, w lecie czasami nie są za slodkie i wyczuwalne. Wiosną najbardziej je lubię. Zima też są przyjemne choć bardziej ostre, zimne w zapachu. Jesienią wg mnie tracą intensywnosc i stają się bardzo delikatne, mniej zauważalne? Choć, być może tylko na mnie.

  • Jesień to taka pora zadumy, nieco depresyjna i smutna. Wtedy pocieszam się zapachami słodkimi i orientem.
    Lato to czas beztroski i relaksu, urlopów i wakacji. Wtedy najczęściej sięgam po zapachy wodne, owocowe, trawiaste i świeże. Kiedy zaczynają spadać pierwsze liście, czas beztroski gdzieś umyka. Mityczna Persefona schodzi do podziemia, żeby wyjść znowu na wiosnę i przywrócić radość na ziemi.
    Jesienią nie umiem używać zapachów lekkich, giną gdzieś smagane wiatrem i płukane deszczem. Niszczy je pierwszy przymrozek.Wtedy potrzebuję ochrony w postaci miękkich i otulających perfum, które mnie rozgrzeją, otulą moją skórę niewidzialną mgiełką.Więc które perfumy absolutnie nie nadają się bój z jesienią?
    To Fruit Rouges Yves Rocher z 2013 roku. Skład bardzo prosty : truskawka, malina i jeżyna. Esencja słodkiego lata.Jedne z moich ulubionych owoców sezonowych. Trochę banalne i dziecinne. https://uploads.disquscdn.com/images/d63e116e7e39535af09eda8e736d800c57ab75bf5765bddc4c7b27fa7527973d.jpg Pachną jak słodki sok.To zapach, który odejmuje lat. Idealny do spodenek i kolorowych t -shirtów. Lekki, nie przeszkadza podczas upałów.
    Dlatego nie jest dobrym kompanem w jesienne dni. Ma kiepską trwałość.Jedyne owoce jakie akceptuję porą jesienna to gruszki i jabłka ( i pewnie kilka wyjątków). Dziwnie czułabym się idąc pod parasolem, kiedy mój ulubiony szal w pingwiny pachnie Czerwonymi Owocami.To nie ta bajka.Wiec chowam ten zapach i czekam na kolejne ciepłe lato

  • Karolina Kozdrowiecka

    Bardzo ciekawe zadanie 🙂 to ja odpowiem tak… Jesienią nie lubię zapachów, w których jest mi po prostu zimno 😉 Jestem dzieckiem jesieni i to niemal dosłownie, bo urodziłam się w samym jej środku, a że przy tym zmarzluch okrutny ze mnie to chyba wszystko jasne 😉 A więc…

    Nie wyobrażam sobie aromatu zielonej herbaty zza ucha, skoro wolę wypić ją na ciepło w zaciszu domowym. Przykro mi Green Tea…

    Nie dla mnie stąpanie bosymi stopami pośród zielonych traw, skoro wokół mokro i jedyne o czym myślę to ciężkie, wodoodporne buciory. Nie tym razem Chanson D’eau.

    Nie lubię, kiedy poranne krople rosy strząsane energicznymi ruchami z bukietu bladych różyczek lądują na moim nosie. Mam ochotę wtedy założyć na siebie dodatkową warstwę odzieży, choćbym się miała zapocić pod nią. Nie jest to zdecydowanie chwila przyjemności. Moment de Bonheur YR u mnie nie zawita.

    To również nie jest czas na podkradanie luźnej koszuli męża, żeby się czuć swobodnie i lekko. Prędzej pójdę poszukać ciepłych gaci do jego szafy 🙂 CK One w żadnym wypadku…

    Mokry piasek, słone morze, letni wiatr, stopy w wodzie…Nie! STOP! A raczej stop stopom w słonej wodzie! CK Reveal musi zaczekać, aż naprawdę zrobi się ciepło.

    Mogłabym tak długo wymieniać i marudzić, ale chyba pójdę zlać się od stóp do głów wędzonymi śliwkami, waniliami, wszelakimi kadzidłami, czy różanymi konfiturami. A jak już mnie zemdli, to jeszcze jakiś orient dołożę. Byleby tylko nie zmarznąć 😀

  • Blackalcea

    Dla mnie nie do noszenia jesienią i zimą są wszelkie chłodzące zapachy, takie jak Aqua Allegoria Herba Fresca, (Green Tea, Cool Water i im podobne ogólnie) Tak samo z lekkimi wiosennymi kwiatkami, za którymi nie przepadam, ale zdarzają się perełki. Miu Miu choć nie jest takim typowym kwiaciarnianym zapachem, jest zbyt świeże, konwaliowe i brakuje mu otulającego ciepła, co sprawia że nie chciałabym używać go jesienią. Wkrótce, jak zrobi się jeszcze zimniej i dnie będą jeszcze krótsze, zamierzam używać Thierry Mugler Alien i Shalimar od Guerlain:)

  • Bożena Paulina Sokołowska

    Nie jestem w stanie jesienią ani zimą znieść zapachów które kojarzą mi się z letnim słońcem oraz wakacjami, przypominają mi morską bryzę i smak lata, czyli zapachów emanujących świeżością, delikatnością, cytrusami,słodkościami i egzotyczną pina coladą! Lubię jesienią otulać się w zapachy przebojowe,zmysłowe, charakterne, skórzane,
    nasycone piżmem i drzewem sandałowym( coś a’ la Alien Muglera chociażby lub Lady Milion Paco Rabanne, Black Opium), a zdecydowanie nie są mi w głowie zapachy będące połączeniem ciepła,delikatności i niewinności, słodkie i do bólu delikatne i nijakie. Moje jesienno- zimowe klimaty to zdecydowanie zapachy zbuntowane, dzikie, pachnące przebojami lat 80-tych, akordami skórzanej ramoneski i widmem niekończących się imprez. Takie, które ujarzmiają duchy przeszłości akordami ponadczasowej, francuskiej elegancji. Grają tembrami przepychu godnego high-fashion, nie zapominając o
    delikatności płatków kwiatów. Zwężają moją talię, podkreślają ramiona, sprawiają, że czuję się niewiarygodnie piękna i wyzwolona! Takie mocne,wyraziste perfumy potrafią zdziałać cuda z moją psychiką i zwiększyć moją pewność siebie o miliony %. Cytrusy jesienną porą nigdy mi tego nie dadzą, nie dadzą mi tego także słodkie zapachy w stylu cynamonu, karmelu czy wanilii ( tak powinna pachnieć dobra kawa podczas jesiennych wieczorów przy kominku, a nie zmysłowe perfumy), dlatego też wolę pozostać przy sprawdzonych, ciężkich zapachach które idealnie odzwierciedlają moją osobowość i dają mi ogromnego powera podczas tych chłodnych dni.:)

  • Gratki 😉

  • kunegunda01234

    Bardzo dziękuję ! Cieszę się strasznie 🙂 już się z tobą kontaktuję Kasiu 🙂

    • Asia

      Gratulacje 🙂 No i naprawdę świetny wybór.
      Moim zdaniem, też najlepszy wpis 🙂

  • kunegunda01234