Blog o perfumach. W oparach popkultury.

Co warto zrobić w 2017 roku? Zadbać o siebie.

blog o perfumach

Dzisiaj będzie trochę bardziej inaczej.
Po napisaniu na temat postanowień na ten rok czuję lekki niedosyt. Powiedziałam Wam, że z perfumowej strony chcę tylko słuchać mojego nosa. Nie chcę sobie narzucać, że mogę kupić tylko 15 flakonów, muszę odsprzedać 12, przetestować 120 perfum z mainstreamu i 59 z niszy. Że mam po raz enty spróbować przekonać się do Coco Mademoiselle. Nie dajcie sobie wmówić, że są jakieś perfumy, do których musicie się przekonać, albo musicie do tego dorosnąć. To krzywdzące i bardzo często nigdy nie nadchodzi. Strata czasu. Nie chcę z góry określać, kiedy będę mogła sobie coś kupić, a kiedy będę musiała oszczędzać. Przecież nie wiem jeszcze, które miesiące okażą się łaskawe dla mojego nosa i portfela. Co przyjdzie, to postaram się to wszystko przyjąć i dobrze wykorzystać.

A niedosyt czuję, bo jakoś tak niewiele napisałam od siebie. Ogólnie jestem blogerką raczej milczącą. Nie opowiadam, gdzie lubię chodzić z mężem na obiad, nie pokazuję relacji ze spotkań z przyjaciółmi. Nie widzę w tym nic złego, ale to nie jest na tę chwilę moje. To chyba nie dla mnie. No, poza kilkoma wyjątkami. Jednak to zawsze musi wynikać z moich szczerych chęci, a nie pomysłu, by dobrze wypaść.

Najbardziej prywatna jestem na Instagramie. Nie korzystam ze Snapa i Twittera, bo zwyczajnie nie chcę, by coś dodatkowego pochłaniało mój czas i energię. Wierzę, że jeśli poświęcę się jednej rzeczy, to zrobię ją lepiej. I to chyba dla mnie działa. Jeśli ktoś mnie już na  tym IG, to wie o mnie więcej. I często te osoby pytają, dlaczego na blogu jestem taka “wycofana”. Nie sądzę, że jestem wycofana albo schowana, ale może rzeczywiście nie jestem jakoś tak szczególnie otwarta. Ale to się zmieni, bo czuję, że mam na to ochotę.

edpholiczka instagram o

Stąd ten wpis. Bo w 2016 roku wykonałam kawał ciężkiej roboty, a czuję, że najlepsze i najtrudniejsze jeszcze przede mną. W roku 2017 chcę o siebie dbać. Ale tak naprawdę, bez oszukiwania i z pomysłem. Zawsze byłam nieco chaotyczna, ale w tym dziwnie skupiona. Zawsze dostawałam, czego chciałam. Zazwyczaj była to wypadkowa ciężkiej pracy z niebywałym szczęściem, które zawsze tłumaczyłam tym, że Bóg mnie bardzo lubi.  Z momentem, kiedy na świecie pojawiła się moja córka, zaczęłam myśleć głównie o tym, by ona dostawała, czego potrzebuje. Naturalne.

Po trzech latach jako mama widzę, że niekoniecznie jestem w dobrej formie. Mogłabym się ruszyć, bo kręgosłup ledwo się trzyma, kolano nie jest w świetnym stanie, co chwilę dostaję irytujące wiadomości od osób, które już dawno powinnam odsunąć na bok, marzenia zeszły na drugi plan. Mniej więcej w połowie zeszłego roku doznałam właśnie takiego oświecenia i zaczęłam obmyślać plan, by to wszystko ogarnąć.

Zwolnij. Ze wszystkim.

Zaczęłam od małych rzeczy. Przestałam się tak spieszyć ze wszystkim. Jeśli spóźnię się do logopedy o 1 minutę, to świat się nie zawali. Jeśli moje dziecko woła mnie z drugiego końca mieszkania, to poczeka aż skończę myć naczynia. Jeśli post na blogu pojawi się na nim dzień później, to nikt się na mnie nie obrazi. No, chyba, że to recenzja perfum Roberto Cavalli. Magda Ś. mogłaby się wtedy na mnie poważnie obrazić. 😉 Zwolnienie i zwyczajne oddychanie mnie uratowało. Potem już było tylko łatwiej.

Kiedy się wyluzowałam, to samo udzieliło się mojej córce. Jej rozwój poszedł na przód, sama zaczęła pytać o przedszkole. Wtedy też poczułam, że może to jest moment na mój powrót do pracy. I powiem Wam, że miałam nic o tym nie pisać, ale czytanie bloga Ani Legenzy sprawia, że postanowiłam być bardziej bezpośrednia w pisaniu na swój temat. Bo to czyta się o wiele lepiej. Ja wiem, że Wy często piszecie mi, że kiedy czytacie mojego bloga, to czujecie się, jakbyśmy były razem na herbacie. Ale niech ta herbata będzie ulubiona i patrzmy sobie podczas rozmowy w oczy. Myślę, że nie zaszkodzi!

Nowa praca

Nie będę więc już taka tajemnicza i powiem Wam, że dostałam pracę marzeń na pedagogicznej działce. Będę miała swoją pierwszą klasę, którą będę nauczać w języku angielskim. Połączenie moich dwóch miłości – nauczanie początkowe + język angielski. Win, win! Chciałam bardzo do pedagogiki wrócić od pewnego czasu, bo męczyły mnie niezaspokojone ambicje, zakurzony dyplom i niewykorzystane pokłady pedagogicznej charyzmy. Ale jak to ze mną często bywa – chciałabym wszystko na raz. I byłam już bardzo blisko otwierania własnej perfumerii internetowej, wierzcie mi! Powstrzymało mnie coś i bardzo dobrze. Niech to poczeka, bo to zdecydowanie nie jest moja pora, jeśli w ogóle.

Na dobrą sprawę pierwszy raz będę pracować na pełen etat i przy tym nie planuję rezygnować z bloga. Pewnie nie będzie to już wyglądało tak jak teraz, ale mam nadzieję, że będzie lepiej. Jak pewnie zdążyłyście zauważyć, piszę ostatnio mniej. To właśnie związane jest z tym, że pracuję nad sobą i porządkuję moje życie. Obiecałam sobie, że będę miała czas na śniadanie, badanie krwi i ćwiczenia. I nie ma zmiłuj się.

Lepiej planuję, choć to nigdy nie było moją słabą stroną. Pilnuję siebie i spisuję wszystko, co chcę zrobić. Wtedy wiem, że robię to, co jest dla mnie ważne i nie daję się wciągnąć w marnowanie czasu. Planowanie jest o wiele lepsze z Balancy.calendar, który możecie zamówić w sklepie Niebałaganki. 🙂 Motywację znajduję też w książkach, które ostatnio czytam. Okazuje się, że jak bardzo się postaram, to mam na to czas. Polecam Wam Slow Life, w tej książce jest wiele cennych wskazówek, które pomagają zwolnić tempo i inaczej przeżywać dzień. Inna książka, którą serdecznie polecam to Zarządzanie czasem autorstwa Briana Tracy. Może się wydawać, że jego uwagi mają większe odniesienie do biznesu, ale i w zwykłym życiu te zasady świetnie się spisują, ja jestem ich zwolenniczką.

serge lutens ambre sultan

Robię rzeczy, na które mam ochotę. Wreszcie porządnie zajęłam się tematem, który zawsze mnie fascynował, ale i przerażał – makijażem. Teraz rzeczywiście wydzieliłam sobie na to czas i testuję kosmetyki, które zawsze chciałam poznać, oglądam przeróżne tutoriale i wariuję za każdym razem, kiedy zobaczę, że Kathleen Lights dodała nowy film.

Kładę zapaloną świeczkę na łóżku, tylko po to, żeby zrobić zdjęcie. Daję Wam słowo, że nie robię tego tak po prostu. Na pewno spaliłabym dom, bo lubię przebierać nogami. 😉 To tyle w temacie wychodzenia ze strefy komfortu!

dbaj o siebie

Kolejna rzecz, którą Wam polecam, to przyjrzenie się relacjom. Priorytetem jest dla mnie dbanie o rodzinę. Tak było zawsze i w związku z tym moje inne znajomości pozostawiały wiele do życzenia. Kilka lat później widzę, że to ta dziedzina w której nie zrobiłam porządków. Jeśli przebywanie z kimś nie sprawia Ci przyjemności, a wręcz przeciwnie – sprawia, że potem jesteś przygnębiona, to najwyższy czas się od takiej osoby odciąć. Podziękujesz sobie za to. Kiedy pozbyłam się niepotrzebnych znajomości, automatycznie znalazłam miejsce dla nowych. Takich wartościowych. W wieku 27 lat mogę powiedzieć, że mam kilka osób (oczywiście poza mężem i najbliższą rodziną), na które mogę liczyć. Osoby, które chcą słuchać. Którym chce się do mnie wpaść i wnieść swoją osobą wiele dobra. Osoby, które mają podobne problemy i cieszą się z rzeczy, które i mnie sprawiają radość. Wyjście z domu i częstsze spotykanie się z innymi mamami i wspólne zabawy naszych pociech to coś niezastąpionego.

Jeszcze tutaj jesteś? Dalej czytasz? To wspaniale. Na sam koniec zostawiam wiadomość, że zrobiłam sobie wszystkie najważniejsze badania, wyniki były dobre. Odpowiednio się odżywiam i mam czas na ćwiczenia, książki i chwilę ciszy. Mam  jasną wizję tego, jak mój blog będzie wyglądał w obecnym roku i wiem, co chciałabym Ci zaoferować. A jeśli będę o siebie dbała, to powinno mi się udać i na pewno przyjemniej będzie Ci tutaj zaglądać po rezultaty mojej pracy. I bardzo proszę, Ty też o siebie dbaj. Będę jeszcze szczęśliwsza! 🙂

Jeśli masz ochotę coś od siebie dodać albo o coś zapytać, zostaw komentarz. 🙂
Dziękuję za Twój czas.

Tagi: ,

Podobne wpisy


  • Natalia

    Jestem z Ciebie dumna, Kasiu.

    Gratulacje z powodu nowej pracy! Najszczersze, od koleżanki po fachu. Sama jestem anglistką. Niestety, nie było dla mnie miejsca w szkole, tułałam się od zastępstwa do zastępstwa. Niepewność, ogromny stres, pytanie o jutro. Płacz maluchów, gdy odchodziłam, bo uczyłam też te wczesnoszkolne dzieciaki. Do dziś mam w szafie laurki. Teraz nie pracuję od czerwca, za 1000% oddanie siebie pracy podziękowano mi krzyczącą na mnie dyrektorką, za nic. I bez zapłaty za wakacje. Bardzo to przeżyłam.

    Stwierdziłam, że nie mogę już tak więcej. Jako mężatka, w wieku 26 lat prawie poszłam na nowe studia, magisterskie. Zmieniam zawód, bo mimo że KOCHAM nauczać, nie mogę znaleźć sobie miejsca.

    Tyle ode mnie.

    Idealnie pasujesz mi jako nauczycielką wczesnoszkolną! Delikatną urodą, charakterem jaki przedstawiasz na blogu, na instagramie. Będziesz cudowna. I będziesz tak pięknie pachnieć, że dzieci po latach będą to pamiętać. Wow.

    Super, że o siebie dbasz. Najlepiej. Też zwolniłam. O, może w końcu zacznę czytać Slow Life. Od pół roku czeka na mnie na półce.

    🙂

    • Natalko, bardzo mi przykro czytać, jak zostałaś w pracy potraktowana. Niestety, ale jeśli ktoś jest świetnym nauczycielem i daje z siebie wszystko, to jeśli go spotka taka niesprawiedliwość, to to boli podwójnie. Czasem myślę, że “lepiej” mają te nauczycielki, które niczym się nie martwią, a pracują, żeby mieć w wakacje wolne. 🙁 Oczywiście wiem, że to złudne, bo praca powinna sprawiać przyjemność.
      A jaki zawód wybierasz teraz? Jestem bardzo ciekawa!
      Dziękuję Ci bardzo za miłe słowa. Pracuję z dziećmi i młodzieżą już od 6 lat, pracowałam w szkole językowej, ale nie jestem anglistką per se, a pedagogiem po CAE. Zdanie tego egzaminu otworzyło mi wiele drzwi 🙂
      Przeczytaj Slow Life, naprawdę warto! 🙂
      Dziękuję za Twój czas i obecność :*

  • Aniu, na pewno nie będę drugą Kim. 😉 Z tą zmianą nie chodzi mi o to, że będę pokazywać moich bliskich, czy opowiadać, jakie majtki noszę, tylko raczej chodzi tutaj o większą otwartość słowa. Często się blokuję, bo mam swoje doświadczenia, wiem że są osoby, które kiedyś mnie “prześladowały”, i możliwe, że one mnie czytają. Stąd jestem taka zachowawcza w słowach. Nie mogę jednak pozwolić by dawne wydarzenia mnie teraz hamowały. 😉
    Aniu, te błyszczyki do ust były świetne! Też najlepiej wspominam winogronowy 😀
    Dziękuję bardzo za wsparcie 🙂 Bardzo się cieszę, że tak długo już ze mną tutaj jesteś 🙂

  • Gratuluje pani profesor, jestem dumna ;D ♥

  • Kasiu, ogromne gratulacje! I cieszę się, że trochę się przyłożyłam do tego, że odważyłaś się tymi wszystkimi sukcesami podzielić na blogu 🙂 I dziś też zwalniam, nie gonię za kolejnym nowym wpisem czy nowym zdjęciem, tylko skupiam się na sobie. W ogóle Twój wpis wprowadził mnie w taki błogi nastrój. Czuć, że zaczyna się dobry czas dla Ciebie. Trzymam kciuki, by wszystko poszło po Twojej myśli 🙂

    P.S. A wiesz, że ja się ostatnio zaczęłam zastanawiać nad tą otwartością? Szczególnie, że to o czym piszę, pokazuję jest później komentowane w realu “a czy wam to nie nudno jak macie tak zaplanowane”, albo “no przecież odpoczęliście, bo graliście w planszówkę, widziałam”. Niestety ma to swoje dobre i złe strony, a niektórzy ludzie i tak przyjmują, że to, co pokazujesz to jest wszystko co się dzieje w Twoim życiu, a nie tylko ułamek zdarzeń.

    • Czytając Ciebie zawsze jestem zadziwiona, z jaką otwartością zwracasz się do swoich Czytelników. I to mnie tak właśnie zmotywowało.
      Bardzo się cieszę,że wprawiłam Cię w błogi nastrój! Też czuję, że to dobry czas. 🙂
      Dziękuję bardzo za wsparcie 🙂
      A co do PS – no właśnie. To daje niektórym osobom wrażenie,że wiedzą wszystko i mają prawo oceniać. To już nie jest fajne i tego nie lubię.

  • Andżelika Kościesza

    Kasiu, powodzenia, gdziekolwiek jesteś ! 🙂

  • Ela

    Cieszę się Kasiu razem z Tobą i życzę wytrwałości we wszystkim , co sobie postanowisz 🙂
    Życzę powodzenia w pracy , dzieciaki będą zadowolone – patrząc na Ciebie , widzę niezwykle ciepłą osobę .
    I proszę tylko o jedno – nie zamykaj tego bloga !
    Wpisy mogą być rzadsze , bo wiadomo – praca , ale BĄDŹ , bo to naprawdę wyjątkowy blog 🙂
    “Zwolnij . Ze wszystkim “, to naprawdę cenna rada .

    • Dziękuję, Elu. 🙂
      Naprawdę nie masz o co prosić. Nie ma mowy o zamykaniu bloga 🙂 To część mnie. 🙂

      Książki mają coś w sobie. Dobra lektura potrafi zdjąć z człowieka ciężar, gdzieś go na bok odsunąć. 🙂

  • Hej Kasiu. przede wszystkim gratuluję Ci, że będziesz pracować w zawodzie. Bo jeśli można robić to, co się kocha, i jeszcze dostawać za to pieniądze – to największe szczęście w życiu. Będziesz świetną nauczycielką – delikatną, mądrą, ciepłą, kobiecą…. I pięknie pachnącą 🙂 Dzieciaki będą Cię uwielbiać, jestem tego pewna!

    Twój post, moim zdaniem, jest przede wszystkim o miłości do samej siebie.
    Dbasz o siebie, myślisz o tym, co zrobić by TOBIE było lepiej. Rozwijasz się, wróciłaś do dawnych zapomnianych, przyjemności. ZWOLNIŁAŚ. A to bardzo potrzebne, ja tego jeszcze do końca nie umiem.
    Kasiu, idziesz w dobrym kierunku!

    Twój blog jest naprawdę wyjątkowy. Jeśli zechcesz nam tutaj opowiedzieć ciut więcej o sobie – będę na pewno zaglądać!

    I jeszcze dodam, że bardzo lubię Twoje zdjęcie z instagrama, na którym masz związane włosy. Chyba masz koczka zrobionego? Wyglądasz pięknie i przeuroczo. Subtelnie, deliktnie, kobieco i z dużą klasą 🙂

    Wszystkiego dobrego życzę!

    • Cześć Dominiko,
      Dziękuję Ci pięknie za wszystkie słowa pełne wsparcia 🙂 W moich poprzednich pracach związanych jakoś z nauczaniem byłam raczej lubiana. Zarówno wśród dzieci jak i młodzieży i dorosłych. Mam nadzieję, że tak będzie i teraz 🙂
      Bardzo mi miło, że tak odbierasz ten tekst, bo to właśnie o to chodzi. Ciągle za czymś goniłam, głównie dla dobra córki. A teraz mogę też i trochę więcej dla siebie zrobić, a Mała na tym niczego nie traci, tylko zyskuje 🙂 A siebie kocham bardzo i czas żebym to pokazała również czynem a nie tylko słowem.

      A co do zdjęcia – tak, tam miałam koczka 🙂 Lubię siebie w związanych włosach. Bardzo często je wiążę. Choć niby nie powinnam, bo mam odstające uszy. Ale co mnie to obchodzi? Mnie się podoba. Uważam, że każda kobieta wygląda nieco szlachetniej w upiętych włosach 🙂
      Dziękuję i Tobie również życzę wszystkiego dobrego 🙂 I mam nadzieję, że znajdę wreszcie taką godzinkę, gdzie będę mogła oddać się lekturze Twoich recenzji. Buziaki!

  • To ja jeszcze dodam do naszej wczorajszej rozmowy… że książkę Slow Life mam od wakacji (chyba jakoś tak?), ale jeszcze nie udało mi się zwolnić na tyle, żeby całą przeczytać. I chyba to będzie dobra lektura na marzec. 🙂

    Gratuluję Ci pracy i jestem pewna, że sprawdzisz się w tej roli wspaniale. Masz w sobie tyle ciepła, że dzieciaki będą zachwycone. 🙂

    • U mnie ta książka też długo czekała na swój moment. Po prostu miałam kilka zaczętych, a potem miałam okres, że czytałam bardzo mało. Ona chyba czekała na odpowiedni moment! Teraz ta książka jest dla mnie bardzo na czasie i jestem w momencie, gdzie jestem gotowa na przyswajanie. Bo w przypadku Slow fashion to zastosowałam się do propozycji Asi z dłuuuugim opóźnieniem. Przeczytałam, stwierdziłam, że to mądre i tak trzeba zrobić. I zrobiłam, ale dobre pół roku później. A teraz już działam na bieżąco 😀

      Dziękuję, to bardzo miłe! 🙂

  • Bardzo Ci dziękuję!
    Spotkanie z Tobą będzie dla mnie wielką przyjemnością! I też odliczam. Lada moment i będziemy miały jeden miesiąc z głowy 😀

  • Dziękuję bardzo 🙂
    Dbaj o siebie, Kochana moja. Życie na emigracji na pewno łatwe nie jest 🙁 Ale wierzę, że dasz radę. Jesteś silną kobietą, to po prostu czuć! I pewnie – bierz się za marzenia, bo one nie lubią czekania. Im wcześniej tym lepiej 🙂
    Bardzo dziękuję!

  • Swietny wpis, Kochana :* Ciesze sie, ze wrzucilas na luz i zadbalas o siebie!
    Powodzenia w nowej pracy! Moja mama tez jest pedagogiem, wiec wiem, ze to nie jest latwa praca i czasami dzieciaki potrafia dac w kosc… Ale jest na pewno bardzo satysfakcjonujaca!

    A co do “prywaty” to mi sie podoba wlasnie jak teraz, ze czasami pojawia sie wpis z kategorii “lifestyle”, gdzie piszesz bardziej od siebie. Ciesze sie tez, ze masz Insta, bo tam najczesciej bywam i z przyjemnoscia “poznaje” Cie przez Twoj profil troche lepiej 🙂

    Sciskam mocno (wiem, ze dawno mnie tu nie bylo, pamietaj, ze nawet jak nie komentuje i nie czytam, to “myslami” jestem na Twoim blogu i nadrabiam jak tylko mam chwile czasu 🙂 :*

    • Dziękuję bardzo 🙂 Również się cieszę 🙂
      A praca pedagoga bywa ciężka, pewnie jak każda. Tylko może jak się ma trochę więcej cieprliwości to łatwiej przetrwać 😀
      Dobrze, że mamy to nasze insta, jakoś tam łatwiej się otworzyć na ludzi 😀 I mnie miło jest tam również i Ciebie lepiej poznawać 🙂
      Buziaki :*

  • Ars Longa Vita Brevis

    Gratulacje i trzymam kciuki za sukcesy zawodowe! Bardzo podziwiam osoby, które mają chęć i talent do uczenia dzieci. To niezwykle trudne zajęcie, wydaje mi się że często też niewdzięczne. Choć tu pewnie zależy od grupy wiekowej uczniów.
    Sformułowanie “dbać o siebie” niestety kiepsko mi się kojarzy, z drakońską dietą, wielogodzinną siłownią i ogólną katorgą żeby być piękną i szczupłą, a przynajmniej choć odrobinę szczuplejszą. Jak ktoś mi mówi “Zadbaj o siebie” to od razu myślę o swojej wadze. Ale każdy ma jakąś małą głupią paranoję 😉 Na pewno warto zadbać o siebie w tym znaczeniu, jak napisałaś. Co do książki, jestem zdeklarowaną przeciwniczką wszelakich poradników, które mówią mi jak mam żyć. Tak samo nie lubię idealnego rozplanowania wszystkiego co mam zrobić – duszę się w tym, mam wrażenie że nie mam czasu dla siebie, na swobodne życie. Musi być spontanicznie, czasem przez to niestety organizacja pada na pysk ale przynajmniej nie czuję się jak w klatce własnych obowiązków.
    Jeszcze raz gralulacje 🙂

    • Bardzo, ale to bardzo dziękuję 🙂
      Mówiąc szczerze, to też nauczycieli podziwiam, szczególnie tych starej szkoły z tendencjami do pracy nad sobą. 😉

      Na pewno nie dbam o siebie w taki sposób, jak piszesz 😀 Nie uznaję odchudzania, ani jednego dnia w życiu nie spędziłam na przysłowiowej diecie. A ruch to niestety nie jest nawet moja koleżanka. A trochę by się pewnie przydało 😀

      Wiesz co, ja nie patrzę na poradniki jak na wyrocznie. Też nie lubię, gdy ktoś mi mówi, jak mam żyć. Po prostu czasem lubię dowiedzieć się o tym, jak inni rozwiązują pewne sprawy, jak podchodzą do pewnych kwestii i czasami znajduję w tym jakąś wskazówkę dla siebie. Traktuję to jako inspirację, nie jako przewodnik 🙂

      Jeszcze raz dziękuję 🙂

  • Wojownicza Księżniczka

    Cieszę się że znalazłaś czas dla siebie, że stanęłaś i pomyślałaś o sobie. Teraz liczę się ja, mój rozwój i mój czas :). Mnie 2017 przeraża, kończę równe 30, widzę że w swoim życiu nie zrobiłam nic pożytecznego, dla siebie przede wszystkim, dla innych może też ale to pora by skupić się na sobie. Moje zdrowie jest jakie jest, nie dbam o nie, nie dbam bo uważam że psychika ma duży wpływ na fizyke, a ja psychicznie jestem zmęczona. Nie mam energii, chęci do życia i chęci do działania. I to mnie przeraża bo jestem w kwiecie wieku a mi się już nie chce. Może się usprawiedliwiam pracą, może nie powinnam. Ale niestety tak jest, moja niedoczynność tarczycy i stresująca praca, do tego fizyczna praca po nocach daje mi w kość. Nie mam siły na nic, nie mam ochoty na nic, najchętniej poszłabym spać na kolejne 3 miesiące. A jak się podnoszę to nie na długo, jestem zbyt zmęczona i opadam po 2 tygodniach. Nie mogę znaleźć czasu dla siebie ale i go również nie mam, to nie tak że siedze na fejsie godzinami itd. Absolutnie, jeśli zaglądnę na samego fejsa to jest to kwestia 20 minut. Przestałam robić to co robiłam bo nie mam na to czasu. Wyszły z tego gorzkie żale to może już przestanę :/

    • Asieńko kochana, czas pożegnać tę pracę, bo to taka autostrada do piekła!
      Liczę, że w tym roku zawalczysz o siebie bardziej i dostaniesz odpowiedzi na swoje pytania. Bardzo Cię w tym wspieram i życzę powodzenia :*