Blog o perfumach. W oparach popkultury.

Perfumy, na które radzę uważać.

alien thierry mugler trwałe perfumy

Perfumy Alien potrafią być moim największym wrogiem, a czasami najlepszym przyjacielem. Jeśli jestem nieostrożna, to potrafią mnie znokautować.
Alien EDP i Alien Essence Absolue to dwie odmiany, które posiadam, i mówiąc szczerze – więcej mi do szczęścia nie potrzeba. Nie szaleję za letnimi edycjami, a moja ukochana likierówka jest już nieosiągalna. Te dwie Obce mi wystarczają, a sięgam po nie raczej rzadko.

Kiedy trafię na dobrą pogodę – kiedy jest jasno (koniecznie, no musi być słońce), mam dobry nastrój i ostrożnie je zaaplikuję, to jest bajka. Lepiej być nie może. Alien współgra ze słońcem (ale nie z wysokimi temperaturami!), podbija go wiatr, deszcz, śnieg, wszystko. Jeśli jednak użyję tego zapachu w szary, ciemny dzień, to wiem, że będę niezadowolona.

A co z tym nastrojem? Sądzę, że ten zapach jest wymagający. Nie mogę go nosić będąc półprzytomną, zdołowaną czy sfrustrowaną. Będzie mnie irytował każdy powiew jaśminu w twarz, a sucha baza drzewna doprowadzi mnie do rozpaczy. Każdy element tej kompozycji będzie dla mnie koszmarem. Do spotkania z Obcą muszę być wypoczęta, zadowolona i w odpowiednim nastroju. Nie zawsze mam ochotę na tak przebojowe i ekstrawertyczne pachnidło. Ostatnio raczej lubię jak perfumy cicho pachną, albo razem ze mną milczą. Dziwne, prawda?

alien thierry mugler

Tyle się u mnie dzieje życiowo i zawodowo, że nie mam odwagi brać na siebie kolejnego zadania w postaci starcia z tytanem olfaktorycznym. Potrzebuję spokoju. I kiedy już znalazłam okazję (występ mojej Siostry – premiera w teatrze) i bez namysłu dwukrotnie psiknęłam waniliowego Aliena na dekolt, od razu zamarłam. Ponad 2 godziny w samochodzie z tym zapachem. Odległe wspomnienia choroby lokomocyjnej z dzieciństwa powróciły. Powietrze zza okna dusi smrodem zanieczyszczeń, a w aucie wymiotogenny jaśmin z wanilią. Ja po prostu w samochodzie nie toleruję żadnych perfum. Od samego zapachu auta jest mi niedobrze.

mugler alien essence absolue

I tak oto mój przyjaciel stał się wrogiem. Pomogło tylko śpiewanie Maroon 5 i piosenek świątecznych, żeby zająć umysł czymś innym. Wywinęłam szyję szalikiem, by zatrzymać opary w podróży do moich nozdrzy.

Na pewno muszę odpocząć od Aliena, jak to zawsze po przedawkowaniu. Bez obaw – przechodziłam to z tymi perfumami już 20 razy. Psikam się nimi przed wejściem do auta, busa, a potem konam. Czy kiedykolwiek przyjdę po rozum do głowy? Raczej nie, ale przynajmniej mam pretekst by rozpocząć z Wami rozmowę na ten temat.

Macie podobną relację z jakimś zapachem? Znacie jakieś perfumy, które raz pięknie komplementują, a następnym razem ich nie znosicie? 😉

Dajcie znać!

Tagi: , ,

Podobne wpisy


  • Ars Longa Vita Brevis

    Bardzo bym chciała, żeby na mnie były tak intensywne. Ostatnio po godzinie muszę się wwąchiwać, żeby czuć Aliena… zastanawiałam się nawet, czy moja butelka nie jest popsuta. Może też powinnam sobie zrobić przerwę, a może poczekać do lata – wtedy byly trwalsze.

    • Po reformulacji ten zapach wiele stracił na mocy 🙁 Z którego roku jest Twoja flaszka?

      • Ars Longa Vita Brevis

        Kupiona w 2015, więc pewnie 2014 albo 2015. Kod chyba jest na pudełku, a ono gdzieś się zapodziało…

  • lylith

    Miewam migreny, takie ze wszystkimi atrakcjami 🙂 I jeśli zdarzy się, że w trakcie takiego armagedonu mam na sobie jakiś zapach, nawet najbardziej do tej pory ulubiony, to pozamiatane… Perfumy mam obrzydzone skutecznie na tygodnie, a nawet miesiące, aż boję się ich użyć po raz kolejny. Problem mam z tym spory, bo perfumy to moja wielka miłość. Całe szczęście, że zwykle po jakimś czasie do nich wracam i jest ok, no może poza jednym wyjątkiem – Shalimar Parfum Initial. Uraz mam od kilku lat, nie wiem dlaczego. Plus tego taki, że ciągle mam flaszkę 😉

    • Ja mam tak z jedzeniem 😀 Urazy na lata! 😀
      Parfum Initial u mnie jest, ale mam z nim dziwną relację. Różnie się układa na skórze.

  • Egositycznie powiem że cieszy mnie ten post a chyba głównie dlatego że ja nie znoszę Aliena śmierdziucha ;D No ale chwile odpoczniesz i wróci to do normy 😉

  • Anna Kuc

    Znam to uczucie! I spotkało mnie to również ze strony Aliena! Pomimo, że go uwielbiam to sama siebie znieść nie mogłam i myślałam, że pasażerowie polskiego busa wyrzuca mnie za okno 😀

  • Agnieszka Machaj

    To moje dwa ukochane zapachy. Klasyka wolę używać w chłodniejsze dni, natomiast wersja Absolue pięknie układa się nawet podczas letniej aury. Dziewczyny, czy Wy też macie problem z atomizerami w wymienionych perfumach. Moje dosłownie się zatykają jeśli jakiś ich nie używam. Obydwie butelki zakupiłam na Pachnidełko.pl i przyznam, iż miałam nawet obawy czy są oryginalne 🙁

    • Agnieszko,
      Ja nie mam problemu z atomizerami, ale też rzadko używam, więc może dlatego u mnie takiego problemu nie mam. Mój Essence jest z Pachnidełko i jest na pewno oryginalny i sprawy 🙂
      Mam starszą wersję.Może masz nowszą i ona jest nieco inna? Razem ze zmianą z Thierry Mugler na Mugler zaszło trochę zmian i Essence też niestety to dotknęło 🙁

  • ha:)nna

    Miałam to dziś ze Słoniem Kenzo… Cały dzień z nim, już sama siebie czuć nie mogłam… Słonia uwielbiam, uwielbiam, ale potrzebuje on wiatru i otwartej przestrzeni, z zamkniętych pomieszczeń chce się uwolnić i walczy…
    Pasuje mi do lata, do zimy, do pochmurnej, deszczowej jesieni i delikatnej wiosny… do długiej, zwiewnej spódnicy albo grubej, wełnianej, dzianinowej, takiej typu „koc”, do wysokich, sznurowanych butów, mnóstwa długich szali, rozwianych długich włosów… I czuć go przy każdym ruchu i każdym powiewie… i czuć go przepięknie… NA WOLNOŚCI…

    • Mam ze Słoniem tak samo. Nie sposób się z nim gdzieś zaszyć, trzeba z nim na wolność wychodzić 😀

  • Jolanta Marcinkowska

    Ja natomiast kiedyś tyle naczytałam się ochów i achów o Angel Muglera ,mój mężczyzna zawsze zachwycał się tym zapachem u innych kobiet. A ja ciągle zapominałam go powąchać, kiedyś będąc w Douglasie bądź Sephora zauważyłam ową sławną gwiazdę i bez zastanowienia psiknęłam sobie na nadgarstek, dodam że jedno psiknięcie i jedno miejsce na moim ciele. I się zaczęło. Zapach przyprawiał mnie o mdłości, słodycz była jeszze do wytrzymania ale co jakiś czas dawało znak coś innego,czułam jakby stęchliznę czy starą piwnicę jak u mojej babci w dzieciństwie..to był koszmar. Byłam w centrum handlowym, to był wrzesień i okropnie męczyłam się sama ze sobą, natomiast mój facet był zachwycony że czuje swoje ulubione damskie perfumy. Skutecznie wyleczyłam się z Angela i na pewno szybko nie podejmę ponownej próby aby ujarzmić gwiazdę na mojej skórze:)

    • Jagódka

      Bo na sobie on jest obrzydliwy, do zwymiotowania… Ale jak ktoś go ma na sobie z tak od niego mgiełka zawieje, wtedy Angel jest przepiękny… 🙂

      • Jagódka

        Chodziło mi o to, że kiedy ktoś INNY ma go na sobie, to tę inną osobę wspaniale się wącha, ale gdy się go sobie zaaplikuje, zwłaszcza w okolicy szyi, to tego nie da się po prostu znieść…

        • Jolanta Marcinkowska

          coś w tym jest:) ja będę omijała ten zapach szerokim łukiem:)

    • Ta piwniczna paczula z Angela dla wielu osób jest nie do przejścia. Mnie kiedyś znajoma zapytała,dlaczego pachnę zwłokami 😀 Na szczęście się nie martwię komentarzami tego typu. 😀
      Obie mamy z Muglerem na pieńku – piątkę przybij! 🙂

  • Anula Wawrzyniak

    A ja tak mam z Angelem. Są dni, kiedy „aniołek” idealnie mi pasuje, są takie, kiedy nie mogę go znieść. Dużo zależy od nastroju, od hormonów, od pogody… Cały czas rozgryzam tę relację. 🙂

    • Z Aniołkiem też mam różnie. Sięgam właśnie dlatego po kulę z pompką, jest bardziej noszalna 🙂

  • Oczywiście, że mi się to zdarzało…bardzo często z moim ukochanym Mirage, z Heat Beyonce, z wspominanym już tutaj Słoniem, ale też nawet z którymś Hermesem! Nie sądziłam, że zielone zapachy można przedawkować, ale jednak się zdarza!

    • Z Mirage raz przesadziłam i już później nie mogłam się nim zachwycić 🙁
      Ale żeby z Hermesem przesadzić? 😉 Żurek dla mnie jest nie do przejścia, więc mogłabym mieć z nim problemy.