Blog o perfumach. W oparach popkultury.

Maison Francis Kurkdjian – Grand Soir

mfk_grand_soir_blog_o_perfumach

 

Jeśli jeszcze nie mieliście do czynienia z marką Maison Francis Kurkdjian, to zacznijcie od testów zapachu Grand Soir. A zaraz potem Baccarat Rouge 540. Na pewno znacie zapachy Francis, które wykreował dla innych marek, zanim jeszcze założył własny zapachowy dom. Elie Saab le Parfum, Green Tea Elizabeth Arden, JPG Classique czy Le Male, Narciso Rodriguez for Her… Lista jest bardzo długa! 🙂

O ile wszystkie te zapachy są warte uwagi i wyróżniają się na półkach w perfumerii, to zdecydowanie bardziej chciałabym Was zachęcić do testów zapachów marki MFK. Żaden zapach w mojej kolekcji nie wywołuje we mnie tak mocnych skojarzeń z luksusem, wysoką jakością, szlachetnością. Po nałożeniu zapachu na skórę od razu robię się bardziej łagodna, spokojna i jestem niemal zmuszona do większej elegancji. Grand Soir tego wymaga.

Grand Soir jest niesamowicie wyraźny. Nie będzie podobał się każdej mijającej Cię osobie, ale zdecydowanie będzie zwracał uwagę, będzie dostrzeżony. Wiele razy zdarzało mi się słyszeć „o, ale ty pachniesz!”, a kiedy pytałam, co ta osoba myśli o tych perfumach, odpowiedź była neutralna: „nie wiem, dziwny jest”. To są zazwyczaj te komplementy, które lubię najbardziej, bo kiedy komuś tak od razu i po prostu podoba się mój zapach, to myślę, że pewnie wybrałam coś zbyt prostego. 😉 Taki ze mnie dziwak!

Maison_francis_kurkdjian_grand_soir

Grand Soir to czysta skóra zanurzona w płynnej ambrze. Jak to możliwe? Nie wiem, ale tutejsza ambra – tak mięciutka, plastyczna i aromatyczna – pachnie jak ambra. Na skórze skręca w słodszą stronę, podczas gdy na blotterze zachowuje słodycz dla siebie i pachnie bardziej gorzko. Dlatego właśnie warto dawać pachnidłom szansę na skórze. A to co wzmacnia ten efekt –  to fasola tonka. Jej oblicze jest tutaj bardzo matowe i może nawet nieco pudrowe. Kiedy jednak po około dwóch godzinach od aplikacji pojawia się nuta wanilii i benzoes,  ten słodki przedsmak przemienia się w najbardziej wysmakowaną i zrównoważoną waniliową rozkosz, jakiej było mi dane doświadczyć  w perfumach.

Galbanum czuwa na warcie, by nie pozwolić tym perfumom przejść w zbyt dosłowny ton. Dostarcza lekkiej goryczy, nadając kompozycji wyrafinowania. Tak właśnie dla mnie pachnie luksus. Niewiele nut, ale takich, które się idealnie uzupełniają, dodają coś nowego, nie usiłując przejąć władzy nad kompozycją.

Pachnąc Grand Soir mogłabym otulić się jedwabną chustą, założyć szpilki i myślami przenieść się w inny świat. Trwać w nim można do oporów – zapach utrzymuje się na skórze od kąpieli do kąpieli, ma świetną projekcję. Więcej chcieć nie można. Co więcej – zapach ten ma w sobie nostalgię. Pachnie niecodziennie, ale na pewno nie staroświecko. Dobrze mi z nim, a czasami myślę, że to najlepsze perfumy w mojej kolekcji. Uwielbiam Grand Soir i polecam testy!

A czy Wy lubicie kompozycje Francis Kurkdjiana?

Tagi: , ,

Podobne wpisy