Blog o perfumach. W oparach popkultury.

Perfumowe zauroczenie tygodnia #10

Ten tydzień należy do Estee Lauder.

Nie miałam wiele czasu na testowanie nowych zapachów. Poza tym, chciałam użyć te, które darzę wielką miłością, bo już zauważyłam na nich kurz 😉
Testowanie Youth Dew było pobieżne, ale już wiem, że to pachnidło wyjątkowe. Czasami notuję moje pierwsze werbalizowane wrażenia względem perfum. Oto co zanotowałam (nie oczekujcie wyrafinowanych opisów):

„AAA!!! What the…?! Tak będę pachnieć po 60tce… NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ! Kadzidło… Goździki! Tolu? Cynamon!! Muszę sprawdzić ile kosztują.. Może przed 60tką bym je potrafiła udźwignąć?” – Po czym przeszłam do poszukiwania ich w sieci. Nie kupiłam. Jeszcze.

Youth-Dew to legendarne perfumy, a właściwie bath oil, wprowadzone na rynek w 1953. Zrewolucjonizowały przemysł perfumeryjny. Był to pierwszy zapach, który kobiety kupowały sobie same. (Wcześniej to mężczyźni kupowali kobietom perfumy – dziwne czasy…). Zastosowano ciekawy zabieg. Youth-Dew były sprzedawane jako perfumowany olejek do kąpieli, dlatego kobiety czuły, że mogą go sobie kupić same. I tak się zaczęło… Przez Estee Lauder kupujemy masę flakoników, nie mamy ich gdzie przechowywać i wiecznie nam mało. DZIĘKUJĘ ESTEE!

foto1 via geurengoeroe.com; foto2 via oceanterminal.com; foto3 via fashion.telegraph.co.uk

A czy Wam udało się w tym tygodniu coś dobrego wywęszyć?

Tagi: ,

Podobne wpisy