Blog o perfumach. W oparach popkultury.

Kocham „babcine” perfumy i jestem z tego dumna!

Powiem Wam szczerze, że mam już czasami dość.

– Te perfumy są babcine.
– Pachnie trochę jak starsza Pani.
– Stara babcia tak się perfumuje do kościoła

Nie lubię tego określenia. Z samego założenia ma ono niezbyt pozytywny wydźwięk. Sugeruje, że ktoś pachnie brzydko. Albo starsze panie, albo adresat takiej wypowiedzi. A tak naprawdę, to świadczy o ignorancji. (Chyba, że ktoś mówi babcine i uważa to za coś pozytywnego – wtedy nie jest ignorantem:P) Prowadziłam obserwacje na znajomych osobach, które podpadły mi takimi tekstami.
I wnioski są takie…

Osoby, które używają tego określenia:
1. Nigdy w życiu nie doświadczyły obecności własnych babci – zazwyczaj zmarły przed ich narodzinami. – I pewnie dlatego takie zdanie nie budzi u nich żadnych osobistych emocji.
2. Zbyt dużo czasu spędzają w środkach komunikacji miejskiej.
Rozumiem, że poranna godzina spędzona w autobusie może psuć węch i chęć do perfum. Z jednej strony pani wypsikana z góry na dół Kobako, po drugiej pan, któremu odbija się kiełbasą. Przeżyłam  to. Można się zrazić, ale to jeszcze nie jest powód to używania niesłusznych uogólnień.
3. Mają traumy z dzieciństwa – np. ktoś siedział w kościele obok starszej kobiety obficie spryskanej tęgim pachnidłem. I to się odbiło na zdrowiu. Z wiekiem tępi się węch (tak jak każdy zmysł) i zwiększa się prawdopodobieństwo przedawkowania zapachu. Ale odpowiedzmy sobie szczerze – czy to najczęściej zdarza się starszym kobietom?  – O wiele częściej spotykam kobiety po 30-tce obładowane Euphorią, albo 20-tki ukąpane w D&G The One.
4. Nie mają „wprawionych” nosów. Nie mówię, że każdy ma lubić Chanel No 5. Jednak jeśli ktoś nazywa Miracle (Lancome) perfumami babcinymi, to podejrzewam, że jedyny zapach jaki będzie w stanie go usatysfakcjonować to dziecięce perfumy Disneyowskiej Violetty.

Dlaczego niektóre perfumy mogą być uznawane za „babcine”?
1. Niektóre kompozycje już się przeterminowały.
Odważne, głośne orientale, aldehydy, mroźne zielenie – to wszystko raczej wyszło z mody. Na ich miejsce wskoczyły słodziaki, zapachy świeżości, słodkie kwiaty. Nie ma co z tym walczyć, trzeba godzić się z tym, że zmieniają się zapachowe upodobania. Ja np. lubię te stare, klasyczne zapachy, lubię też te szalone bomby cukrowe. Trzeba jednak zrozumieć, że starsze kobiety mają już wykształcone upodobania i z założenia nie będą zbyt skłonne do eksperymentowania z najnowszymi nowinkami. One już wybrały, używały danego zapachu przez większość życia – i zazwyczaj z tymi zapachami zostają. Dawniej nie było takich możliwości, jeśli chodzi o testowanie. Nasze babcie w życiu nie pomyślałyby to próbkach, odlewkach, splitach, wymianach, a co dopiero o posiadaniu wielkich kolekcji.

2. Bardzo często perfumy z silną nutą pudrową, duszącym ylang-ylang, aldehydami są uważane za zapachy dla starszych kobiet.
Zgodzę się. Bo jest w nich wiele szyku i klasy (wiadomo, że nie mówię o wszystkich). Mnie się tak kojarzą starsze kobiety. Z nieocenionym doświadczeniem, dojrzałą osobowością, elegancją. W życiu nie chciałabym, żeby starsza  kobieta była zachęcana do psikania się perfumami, które pachną jak seks w toalecie (Gucci Rush)*, albo zjazd fanek Hannah Montany (Vera Wang Princess)**. Kobieta dojrzała musi pachnieć pięknie, klasycznie. Jednak nie odmawiam tego rodzaju zapachów młodszym kobietom. W końcu klasa to coś, co albo się ma albo nie. Sama z wiekiem nie przyjdzie.

*- o dziwo, te perfumy mi się podobają
** – to całkiem przyzwoity słodziak

Perfumy, które często są nazywane „babcinymi”:

Chanel No.5,
Guerlain Shalimar, Mitsouko, L’Heure Bleue
Elizabeth Arden Blue Grass,
Estee Lauder Youth Dew,
Elizabeth Taylor Passion oraz White Diamonds,
YSL Give Rauche oraz Opium,
Christian Dior Miss Dior (ta klasyczna, z 1947 roku), a także Miss Dior Le Parfum
Lanvin Arpege,
Van Cleef & Arpels First,
Givenchy Amarige,
Rochas Femme Rochas,
Nina Ricci L’Air du Temps,
Paloma Picasso Paloma Picasso,

Co z tym zrobić?
Nie ma się co buntować. Owszem, można się denerwować. Ja tam wolę zmienić ładunek tego słowa na pozytywny. Mnie bardzo rzadko ktoś mówi, że  pachnę „jak babcia”, pewnie dlatego, że znajomi  obawiają się mojej reakcji – jestem silną osobowością. (Jak widzicie – usłyszałam to kilka razy i od razu piszę tekst protestujący takie zachowania:P). Jednak bardzo mi przykro, kiedy czytam wiadomości takie jak ta:

W wieku 16. lat dostałam od mamy wodę toaletową Chanel #5. Używałam jej bardzo subtelnie, jeden psik na kark. W szkole jedna z koleżanek powiedziała, że pachnę jak … stara baba! Zrobiła to przy wszystkich osobach z klasy. Wszyscy mnie wyśmiewali,  a ksywka BABCIA pozostała do ukończenia szkoły. Teraz wyciągnęłam z szafy ten zapach i myślę sobie: ale byłam głupia!
Chanel #5 to najwspanialsze pachnidło, jest dla mnie jak druga skóra. Już nigdy się z nimi nie rozstanę i nie będę słuchać tych, którzy nie potrafią zaakceptować odmiennych upodobań. 

Autorka tego wyznania zmarnowała prawie 10 lat w odizolowaniu od zapachu, który ją uszczęśliwiał. Pamiętajmy, że perfumy są głównie po to, by przynosiły nam radość, poczucie bezpieczeństwa, komfort. Nie przejmujmy się tymi, którzy tego nie rozumieją.
Niejednokrotnie mówię, że pachnę jak 90-letnia arystokratka i jestem z tego dumna. Dla mnie „babcine” oznacza DOBRE.
Mam nadzieję, że wśród moich Czytelników znajdą się sprzymierzeńcy mojego stanowiska i … miłośnicy starych, dobrych zapachów. Miłośnicy Babcinych Perfum – jednoczmy się!

A jak jest z Wami?
1. Używacie tego określenia?
2. Które perfumy zasługują na takie miano?
3. Lubicie takie zapachy?

Zapraszam do rozmowy 🙂

foto 1 Joan Collins via: dailymail.co.uk; foto 2 via flickr.com; foto 3 flakony via fragrantica.com

Tagi: ,

Podobne wpisy