Blog o perfumach. W oparach popkultury.

Yves Saint Laurent – Black Opium

My head is a jungle, jungle… My head is a jungle, jungle… 

 
Rzadko jestem ofiarą piosenki z reklamy perfum (moja największa miłość to You’re The One I Want z reklamy Chanel No. 5). Po obejrzeniu spotu Black Opium nie mogę się od tej piosenki uwolnić. Przyznaję – ma klimat i zachęca do wypróbowania zapachu – na pewno bardziej niż anemiczna reklama.

Bardzo długo czekałam na poznanie się z najnowszą odsłoną Opium. Chciałam, żeby okazał się czymś spektakularnym, ale czułam że dostanę kolejnego słodziaka. Przeczucia okazały się słuszne.
Czarne Opium nie ma nic wspólnego z klasykiem. Nawet nie oczekiwałam, że tak będzie. Przecież podobnie było już z Belle d’Opium (które próbowałam pokochać…) – miały swoją moc i urok, ale Opium tam nie uraczysz.

Muszę przyznać, że mimo wszystko Black Opium bardzo mi się podoba. Owszem, sukces i żywotność na rynku może zawdzięczać głównie swojej nazwie – bo słodkich perfum jest pełno. Coś w nich jednak jest. Zapach + piękny flakon = muszę mieć. Ten rachunek jest dla mnie oczywisty.

Pierwszy psik i już wiem, że szykuje się kremowa, puszysta słodycz.
Pojawia się obiecana nuta kawy. Nie jest to jednak kawa – ani taka prosto po zbiorach, ani też prosto z puszki, czy filiżanki. Black Opium to lody o smaku kawy. Samo ich noszenie i ich miękki, płynny charakter również może przypominać o tym deserze. Tutaj więc można pogrzebać nadzieje o Opium zatopionym w małej czarnej kawie.

Lody o smaku kawy. Source

Black Opium utrzymuje nutę kawy, która jest coraz słabsza. Mocca, cafe au lait, capuccino…
W siłę rośnie wanilia, bardzo słodka, śmietankowa – jednak lekka i mało intensywna. Do tego kalorycznego obrazka wkrada się jaśmin i subtelnie prezentuje swoje wdzięki. Jest bardzo ładny, jasny, jakby alienowy – niestety, nie dano mu większej mocy i szybko kończy swój popis. Co pozostaje?

Wanilia i paczula.
Wanilin słodzi, paczula zachowuje się bardzo powściągliwie, nie wykorzystuje swoich walorów. Wszystko jest jakieś takie… wycofane. Mam wrażenie, że ktoś tym nutom grozi i boją się dobrze zagrać. Czyżby jakiś spisek? 😉

Wiele się mówi o tragicznej trwałości tego zapachu. Z tym się nie zgodzę. Na mojej skórze utrzymuje się nawet do 10 godzin. Przez pierwsze 3 można się nim naprawdę nacieszyć, potem jest coraz bardziej przezroczysty, po czasie daje o sobie zapomnieć, jednak ciągle jest na skórze i co jakiś czas wyskakuje, przypominając o swojej obecności. Jakby nie było – Black Opium to przytulaś, kaszmirowy sweterek, który chce być bardzo blisko i nie lubi popisów wyczynowych. Jeśli szukacie killera – tu go nie znajdziecie.

Mówiąc poważnie – Black Opium nie ma nic wspólnego z Opium i jest kolejnym sposobem na przyniesienie zysków dla YSL. Nie odmówię mu jednak tego, że jest bardzo przyjemnym i bezpiecznym zapachem do którego chcę wrócić. Jeśli kupię flakon – na pewno zużyję* go z przyjemnością.

Polecam testy – z zachowaniem ostrożności.

* Czy coś takiego jak zużycie w ogóle istnieje? 😉

Tagi: , ,

Podobne wpisy