Blog o perfumach. W oparach popkultury.

Chanel No.5 L’Eau

chanel-no-5-leau

You know me and You don’t. Czy tak nie jest z każdą kobietą? Komuś się wydaje, że wie o mnie wszystko, ale tak naprawdę mnie nie zna… Przerwę tutaj swoje egzystencjalne rozważania (choć to kusi!), mając na uwadze Wasze zdrowie psychiczne. 😀

Chanel pociąga za sznurki tajemnicy kryjącej się we flakonie nowej odsłony No. 5. Wydaje się, że każdy zna No. 5, ale ja uważam, że tak naprawdę rozumie i zna ten zapach garstka ludzi. To perfumy traktowane jako gadżet, niekoniecznie jako dzieło perfumiarstwa. Jak dla mnie No. 5 to jedyne perfumy, które mają naprawdę dobre i przemyślane flankery. Sama w kolekcji mam tylko klasyczną Eau de Parfum, ale byłam już o krok od kupienia wspaniałej Eau Premiere. Wtedy własnie powstrzymała mnie wiadomość o pojawieniu się jeszcze lżejszej wersji tego zapachu.

L’Eau to perfumy naprawdę solidnie wykonane,  bardziej przystępne, ale dalej niełatwe w odbiorze. Zazwyczaj kupuje się perfumy za pierwsze nuty zapachowe, prawda? Jeśli tak, to L’Eau długo nie pożyje, bo otwarcie mimo, że cytrusowe i rześkie, to dalej aldehydowe i wymagające. Wierzę jednak w to, że kobiety (i mężczyźni też! Niech też coś od życia mają!) na całym świecie docenią ten zapach i pozwolą mu rozwinąć się na skórze. L’Eau zyskuje z czasem, każda sekunda jest cenna.

Otwarcie L’Eau to przeplatające się dwa światy – aldehydowe DNA Piątki i świeży sok z cytryny. Czuję świeże powietrze, aldehyd C10 i dużo przestrzeni. Tak jakby pachnieć czymś intensywnie, ale czuć na około siebie przestrzeń, w której zapach się rozprzestrzeni. Choć jest aldehydowo, to jest również dziewczęco i współcześnie, a w wydaniu Chanel to coś dobrego. Czuję zapach skórki pomarańczy, piżma i neroli, tak czyste, że momentami przypomina mi to Infusion de Fleur d’Oranger od Prady. Nie powiem, nie jestem szczególnie tym otwarciem zachwycona, ale potem przychodzi lepsze.

Serce L’Eau należy do ylang i jaśminu, a na mojej skórze akord aldehydowy dalej brzmi dość mocno i wyraźnie łączy się z wonią kwiatów. Do tego etapu wyczuwam ten zapach bez problemu, a potem on zaczyna przytulać się bliżej do skóry i pachnie piżmowo, nieco zmysłowo. Jak ciało po kąpieli, bez zbędnych dodatków zapachowych. To taka cicha mieszanka cedru z piżmem, momentami przebija się zapach korzenia irysa i dosłownie jedna kropelka wanilii. Uwielbiam ten zapach i uważam, że rozwija się fenomenalnie. Pod tym względem wygrywa chyba z Premiere (to z kolei ma przyjemniejsze otwarcie).

no-5-leau-chanel

Jeśli chodzi o parametry, to zapach ciężko jakoś wysoko ocenić. Na mojej skórze czuję go przez około 6 godzin, ale ciężko mi też to stwierdzić tak definitywnie, bo pachnie mi tak „wygodnie”, że szybko się do niego przyzwyczajam. Możliwe więc, że on jest ze mną dłużej, ale ja już nie jestem tego świadoma. Nie jest to woń silna czy intensywna, ale zbierająca sporo komplementów. To chyba taka naprawdę „sportowa” wersja L’Eau, idealna dla kobiety, która ma ochotę pachnieć klasycznie i pięknie, ale bardziej dla siebie niż dla innych osób.

Zastanawiam się, czy potrzebuję tego zapachu w kolekcji i wiem, że dam mu jeszcze szansę. Koniecznie go przetestujcie! Polecam szczególnie tym, którzy nie są zwolennikami linii zapachowej No. 5. L’Eau potrafi sobie zjednać prawdziwego przeciwnika własnej babci!

Perfumy Chanel No. 5 L’Eau możesz kupić w Perfumeria.pl!

 * post sponsorowany

Tagi: ,

Podobne wpisy