Blog o perfumach. W oparach popkultury.

Co warto zrobić w 2017 roku? Zadbać o siebie.

blog o perfumach

Dzisiaj będzie trochę bardziej inaczej.
Po napisaniu na temat postanowień na ten rok czuję lekki niedosyt. Powiedziałam Wam, że z perfumowej strony chcę tylko słuchać mojego nosa. Nie chcę sobie narzucać, że mogę kupić tylko 15 flakonów, muszę odsprzedać 12, przetestować 120 perfum z mainstreamu i 59 z niszy. Że mam po raz enty spróbować przekonać się do Coco Mademoiselle. Nie dajcie sobie wmówić, że są jakieś perfumy, do których musicie się przekonać, albo musicie do tego dorosnąć. To krzywdzące i bardzo często nigdy nie nadchodzi. Strata czasu. Nie chcę z góry określać, kiedy będę mogła sobie coś kupić, a kiedy będę musiała oszczędzać. Przecież nie wiem jeszcze, które miesiące okażą się łaskawe dla mojego nosa i portfela. Co przyjdzie, to postaram się to wszystko przyjąć i dobrze wykorzystać.

A niedosyt czuję, bo jakoś tak niewiele napisałam od siebie. Ogólnie jestem blogerką raczej milczącą. Nie opowiadam, gdzie lubię chodzić z mężem na obiad, nie pokazuję relacji ze spotkań z przyjaciółmi. Nie widzę w tym nic złego, ale to nie jest na tę chwilę moje. To chyba nie dla mnie. No, poza kilkoma wyjątkami. Jednak to zawsze musi wynikać z moich szczerych chęci, a nie pomysłu, by dobrze wypaść.

Najbardziej prywatna jestem na Instagramie. Nie korzystam ze Snapa i Twittera, bo zwyczajnie nie chcę, by coś dodatkowego pochłaniało mój czas i energię. Wierzę, że jeśli poświęcę się jednej rzeczy, to zrobię ją lepiej. I to chyba dla mnie działa. Jeśli ktoś mnie już na  tym IG, to wie o mnie więcej. I często te osoby pytają, dlaczego na blogu jestem taka “wycofana”. Nie sądzę, że jestem wycofana albo schowana, ale może rzeczywiście nie jestem jakoś tak szczególnie otwarta. Ale to się zmieni, bo czuję, że mam na to ochotę.

edpholiczka instagram o

Stąd ten wpis. Bo w 2016 roku wykonałam kawał ciężkiej roboty, a czuję, że najlepsze i najtrudniejsze jeszcze przede mną. W roku 2017 chcę o siebie dbać. Ale tak naprawdę, bez oszukiwania i z pomysłem. Zawsze byłam nieco chaotyczna, ale w tym dziwnie skupiona. Zawsze dostawałam, czego chciałam. Zazwyczaj była to wypadkowa ciężkiej pracy z niebywałym szczęściem, które zawsze tłumaczyłam tym, że Bóg mnie bardzo lubi.  Z momentem, kiedy na świecie pojawiła się moja córka, zaczęłam myśleć głównie o tym, by ona dostawała, czego potrzebuje. Naturalne.

Po trzech latach jako mama widzę, że niekoniecznie jestem w dobrej formie. Mogłabym się ruszyć, bo kręgosłup ledwo się trzyma, kolano nie jest w świetnym stanie, co chwilę dostaję irytujące wiadomości od osób, które już dawno powinnam odsunąć na bok, marzenia zeszły na drugi plan. Mniej więcej w połowie zeszłego roku doznałam właśnie takiego oświecenia i zaczęłam obmyślać plan, by to wszystko ogarnąć.

Zwolnij. Ze wszystkim.

Zaczęłam od małych rzeczy. Przestałam się tak spieszyć ze wszystkim. Jeśli spóźnię się do logopedy o 1 minutę, to świat się nie zawali. Jeśli moje dziecko woła mnie z drugiego końca mieszkania, to poczeka aż skończę myć naczynia. Jeśli post na blogu pojawi się na nim dzień później, to nikt się na mnie nie obrazi. No, chyba, że to recenzja perfum Roberto Cavalli. Magda Ś. mogłaby się wtedy na mnie poważnie obrazić. 😉 Zwolnienie i zwyczajne oddychanie mnie uratowało. Potem już było tylko łatwiej.

Kiedy się wyluzowałam, to samo udzieliło się mojej córce. Jej rozwój poszedł na przód, sama zaczęła pytać o przedszkole. Wtedy też poczułam, że może to jest moment na mój powrót do pracy. I powiem Wam, że miałam nic o tym nie pisać, ale czytanie bloga Ani Legenzy sprawia, że postanowiłam być bardziej bezpośrednia w pisaniu na swój temat. Bo to czyta się o wiele lepiej. Ja wiem, że Wy często piszecie mi, że kiedy czytacie mojego bloga, to czujecie się, jakbyśmy były razem na herbacie. Ale niech ta herbata będzie ulubiona i patrzmy sobie podczas rozmowy w oczy. Myślę, że nie zaszkodzi!

Nowa praca

Nie będę więc już taka tajemnicza i powiem Wam, że dostałam pracę marzeń na pedagogicznej działce. Będę miała swoją pierwszą klasę, którą będę nauczać w języku angielskim. Połączenie moich dwóch miłości – nauczanie początkowe + język angielski. Win, win! Chciałam bardzo do pedagogiki wrócić od pewnego czasu, bo męczyły mnie niezaspokojone ambicje, zakurzony dyplom i niewykorzystane pokłady pedagogicznej charyzmy. Ale jak to ze mną często bywa – chciałabym wszystko na raz. I byłam już bardzo blisko otwierania własnej perfumerii internetowej, wierzcie mi! Powstrzymało mnie coś i bardzo dobrze. Niech to poczeka, bo to zdecydowanie nie jest moja pora, jeśli w ogóle.

Na dobrą sprawę pierwszy raz będę pracować na pełen etat i przy tym nie planuję rezygnować z bloga. Pewnie nie będzie to już wyglądało tak jak teraz, ale mam nadzieję, że będzie lepiej. Jak pewnie zdążyłyście zauważyć, piszę ostatnio mniej. To właśnie związane jest z tym, że pracuję nad sobą i porządkuję moje życie. Obiecałam sobie, że będę miała czas na śniadanie, badanie krwi i ćwiczenia. I nie ma zmiłuj się.

Lepiej planuję, choć to nigdy nie było moją słabą stroną. Pilnuję siebie i spisuję wszystko, co chcę zrobić. Wtedy wiem, że robię to, co jest dla mnie ważne i nie daję się wciągnąć w marnowanie czasu. Planowanie jest o wiele lepsze z Balancy.calendar, który możecie zamówić w sklepie Niebałaganki. 🙂 Motywację znajduję też w książkach, które ostatnio czytam. Okazuje się, że jak bardzo się postaram, to mam na to czas. Polecam Wam Slow Life, w tej książce jest wiele cennych wskazówek, które pomagają zwolnić tempo i inaczej przeżywać dzień. Inna książka, którą serdecznie polecam to Zarządzanie czasem autorstwa Briana Tracy. Może się wydawać, że jego uwagi mają większe odniesienie do biznesu, ale i w zwykłym życiu te zasady świetnie się spisują, ja jestem ich zwolenniczką.

serge lutens ambre sultan

Robię rzeczy, na które mam ochotę. Wreszcie porządnie zajęłam się tematem, który zawsze mnie fascynował, ale i przerażał – makijażem. Teraz rzeczywiście wydzieliłam sobie na to czas i testuję kosmetyki, które zawsze chciałam poznać, oglądam przeróżne tutoriale i wariuję za każdym razem, kiedy zobaczę, że Kathleen Lights dodała nowy film.

Kładę zapaloną świeczkę na łóżku, tylko po to, żeby zrobić zdjęcie. Daję Wam słowo, że nie robię tego tak po prostu. Na pewno spaliłabym dom, bo lubię przebierać nogami. 😉 To tyle w temacie wychodzenia ze strefy komfortu!

dbaj o siebie

Kolejna rzecz, którą Wam polecam, to przyjrzenie się relacjom. Priorytetem jest dla mnie dbanie o rodzinę. Tak było zawsze i w związku z tym moje inne znajomości pozostawiały wiele do życzenia. Kilka lat później widzę, że to ta dziedzina w której nie zrobiłam porządków. Jeśli przebywanie z kimś nie sprawia Ci przyjemności, a wręcz przeciwnie – sprawia, że potem jesteś przygnębiona, to najwyższy czas się od takiej osoby odciąć. Podziękujesz sobie za to. Kiedy pozbyłam się niepotrzebnych znajomości, automatycznie znalazłam miejsce dla nowych. Takich wartościowych. W wieku 27 lat mogę powiedzieć, że mam kilka osób (oczywiście poza mężem i najbliższą rodziną), na które mogę liczyć. Osoby, które chcą słuchać. Którym chce się do mnie wpaść i wnieść swoją osobą wiele dobra. Osoby, które mają podobne problemy i cieszą się z rzeczy, które i mnie sprawiają radość. Wyjście z domu i częstsze spotykanie się z innymi mamami i wspólne zabawy naszych pociech to coś niezastąpionego.

Jeszcze tutaj jesteś? Dalej czytasz? To wspaniale. Na sam koniec zostawiam wiadomość, że zrobiłam sobie wszystkie najważniejsze badania, wyniki były dobre. Odpowiednio się odżywiam i mam czas na ćwiczenia, książki i chwilę ciszy. Mam  jasną wizję tego, jak mój blog będzie wyglądał w obecnym roku i wiem, co chciałabym Ci zaoferować. A jeśli będę o siebie dbała, to powinno mi się udać i na pewno przyjemniej będzie Ci tutaj zaglądać po rezultaty mojej pracy. I bardzo proszę, Ty też o siebie dbaj. Będę jeszcze szczęśliwsza! 🙂

Jeśli masz ochotę coś od siebie dodać albo o coś zapytać, zostaw komentarz. 🙂
Dziękuję za Twój czas.

Tagi: ,

Podobne wpisy