L’Artisan Parfumeur – Bana Banana | recenzja perfum
Czy masz ochotę pachnieć jak banan? Brzmi dość ryzykownie, ale bez obaw – Bana Banana od L’Artisan Parfumeur nie jest ulepnym gourmandem. To oda do pudru i umiarkowanej elegancji z subtelnym akcentem słodyczy.
Nieudane pierwsze spotkanie
Kiedy te perfumy trafiły do mojej kolekcji były niespodzianką – wzięłam je zupełnie w ciemno od koleżanki. Była to jedna z tych okazji, którym nie można odmówić. Pierwsze poważne testy tego zapachu przypadły na chłodną jesień i wtedy poczułam, że one jednak potrzebują trochę ciepła, aby lepiej wybrzmieć. Przy niskich temperaturach wyczuwam chłodny puder – taki trochę smutny i wrogi – ze starej puderniczki, raczej vintage. Nic konkretnie z niego nie wyszło, aby przykuć moją uwagę.

Miły powrót
Odkryłam ten zapach na nowo teraz. Co takiego się stało, że zapragnęłam pachnieć pudrowym bananem w lipcu? Nie wiem, to chyba kwestia moich porządków w kolekcji i rzetelnego sprawdzania, czy posiadane przeze mnie flakony wywołują we mnie pozytywne emocje. Zupełnie przypadkowo sięgnęłam po ten flakon i postanowiłam dać kolejną szansę.
Chwilę po aplikacji pojawia się cukrowa żelka bananowa – miks nostalgii ze zmieszaniem. Już chwilę później wyczuwam dojrzałego, niezwykle słodkiego banana. Jest komfortowy i bezpieczny. Nie przytłacza, bo już po minucie zasłania go nieustraszona pudrowa chmura i przejmuje narrację.


Puszysta kołdra
Pudrowy akord ma w sobie subtelną ziemistość irysa, a także charakterystyczną dla liści fiołka woń botanicznej zieleni. Właśnie dzięki wyższej temperaturze czuję w tej kompozycji życie – pojawia się roślinność i ten puder ma w sobie coś ze skórki banana. Już teraz mogę rozwiać wszelkie wątpliwości – sam zapach owocu obecny jest tylko w otwarciu. Potem kusi jego minimalne wspomnienie.
W upalne dni ta puszysta i wielowarstwowa pudrowość nie przypomina starej puderniczki albo muzealnego eksponatu. Ona żyje swoim życiem, podrzewana przez fasolkę tonka i bursztynową bazę.

Komu bananowego pudru?
Przyznam, że ten zapach niezwykle mnie zaskoczył. Kwiat bananowca musi pachnieć wybornie, jeśli ma coś wspólnego z tymi perfumami. Nie jest to szalony performer. Projekcja subtelna, trwałość do 5 godzin. Jeśli jednak mnie znacie, to wiecie, że dla mnie nie jest to najważniejsze. Najbardziej liczy się kompozycja i jej jakość.
Bana Banana pachnie elegancko, ale niezobowiązująco. Ma w sobie coś niezwykle komfortowego. W pewien sposób przypomina mi o nieodżałowanym Sicily od Dolce & Gabbana (pierwszej wersji, z 2003 roku) oraz cudownym Comete od Chanel. Te perfumy z łatwością mogą stać się jednymi z moich ulubionych. Czy do czegoś mogę się doczepić? Jasne – zostały wycofane z produkcji.
Jeśli macie możliwość jeszcze je przetestować, to polecam to zrobić. 🙂
Tagi: L'Artisan Parfumeur, Nisza, Recenzje






