Najlepsze perfumy 2025 roku
Nadszedł czas na podsumowanie roku 2025. Jak co roku chciałam przedstawić Wam listę zapachów, które najbardziej mnie ujęły.
Refleksja na 15 lat bloga
Nie przetestowałam wszystkich premier, nie poznałam nawet 1/3 z nich. To nigdy nie jest moim celem. Chcę poznawać dobre kompozycje, a potem się nimi cieszyć. Ciągłe życie w przekonaniu, że muszę znać się na wszystkim nie jest dla mnie. Taka postawa towarzyszyła mi na początku mojej perfumowej drogi. 15 lat temu zaczęłam prowadzić tego bloga z ogromnym głodem wiedzy i poznawania. Zachowałam w sobie tę iskrę i entuzjazm do poznawania, ale potrafię już odpuścić część opcji, jakie daje perfumowy świat.
Moją misją jest pisanie dla miłośników tematu, ale przede wszystkim przybliżanie tych perfum, które uważam za najlepsze. To często te zapachy, które pasują do tego, kim obecnie jestem, do mojego stylu życia. Dlatego w pewnym sensie czuję się zapachową stylistką. Nie chcę znać wszystkiego, nie potrzebuję poszukiwać szokujących, innowacyjnych, piorunujących doznań. Chcę zachwycać się, wzruszać się zapachami, dla których znajdę potem zastosowanie w moim zwykłym życiu. To zapach ma służyć nam, a nie my jemu. Po tym długim wstępie nie pozostaje mi nic innego, jak zaprosić Was na subiektywne zestawienie najlepszych premier 2025 roku.
8. Fleur de Peau Eau de Toilette, Diptyque
Przyznam, że nie spodziewałam się, że Diptyque szykuje nową wersję mojego ukochanego Fleur de Peau. Nie śmiałam podejrzewać, że magnolia – która tutaj została dodana – może na mnie tak dobrze pachnieć. Początkowo zastanawiałam się, po co tworzyć nową wersję czegoś, co jest perfekcyjne. Zaufałam procesowi i… Zaniemówiłam. Fleur de Peau Eau de Toilette oferuje miękkość piżma, które tutaj jest bardziej miękkie, giętkie i potulne. Wyobrażam sobie, że jest to kłębek piżmowej włóczki, którą zabawia się mały kotek. Przestrzenność i jasność bijąca od tego zapachu całkowicie mnie rozczula. To Fleur, które kocham – czyste, kojarzące się z praniem, zadbaną kobietą, która ze spokojem wygląda przez okno, jedynie tutaj wszystkiego jest mniej. To olfaktoryczny szept, który nie ginie w toku chaosu dnia codziennego.

7. Barenia Intense, Hermes
Nie należałam do osób, które uległy urokowi zapachu klasycznej Barenii. Dopiero jego wzmocniona wersja przekonała mnie do siebie na tyle, że od razu zamówiłam flakon. Soczysta paczula z wonią jakby likierowych białych kwiatów całkowicie mnie rozkochała. Głębia drzewnych nut jest tutaj wybornie wyeksponowana. Wyobrażam sobie, że wącham najlepsze sztuki w drewutni, koło domku na skraju zaczarowanego lasu. Tutaj jest elegancja, tajemnica i mrok. Christine Nagel skomponowała współczesny szypr, który hipnotyzuje mnie podobnie jak dawne klasyki.

6. Ambre Samar, Guerlain
Choć bursztynowych zapachów jest już na rynku wiele i Ambre Samar nie odkrywa przed nami nieznanych ścieżek, to właśnie te perfumy wykonują zadanie najlepiej. Ambre Samar ma wszystko, czego potrzeba, aby stworzyć akord bursztynowej masy – lepkie labdanum nierozerwalnie złączone z wanilią (a wszyscy wiemy, jak dobra jest wanilia od Guerlain), suchą, ziemistą paczulę dla uziemienia i do tego garść przypraw, które dają efekt musującej coli. Słodycze polane miodem, gorzkie migdały i daktyle – w tym zapachu wyczuwam wszystkie delicje najwyższej jakości. Perfumy z kategorii kolorowych, strojnych.

5. Nettarina Frizzante, Bergamoss
Przyznam, że marka Bergamoss to jedno z najlepszych odkryć tego roku. Walczyłam ze sobą do końca, bo nie wiedziałam, czy wybrać Pivoine de Malène czy właśnie Nettarina. W związku z tym, że ostatnio dopuszczam więcej owocowych niuansów w wybieranych kompozycjach, to wygrała nektarynka. Przechodząc do rzeczy: Nettarina Frizzante jest jak zamknięcie wyjątkowo intymnej chwili w bańce mydlanej. Twórca tych perfum – Vaclav – mówi o tym, że inspiracją była randka z żoną i chwile, kiedy w popijają w jacuzzi Prosecco, relaksując się po tygodniu ciężkiej pracy. To, co ujmuje mnie w Bergamoss to otwartość perfumiarza, który wpuszcza nas do swojego świata i pokazuje, jak perfumy służą mu do celebrowania codzienności. Te małe, ale piękne chwile z najbliższymi są w końcu w życiu najważniejsze. I wiecie co? Czuję brzoskwinie pływające w Prosecco, czuję zapach SPA, bąbelki na wodzie, słodycz beztroskiej chwili, podobnej do kremowej masy z tortu (dobrego, takiego nie za słodkiego). Nie mogę się doczekać kolejnych kreacji Bergamoss. I przy okazji pochwalę się, że to u mnie pierwszej (w naszym kraju) piwoniowe perfumy Bergamoss pojawiły się na IG. Podobno przyczyniłam się do licznych zamówień z Polski. 🙂

4. Contre ta Peau, Chambre52
Kompozycje od Chambre52 były jednym najlepszych odkryć tego roku. Zafascynowała mnie estetyka marki, paryski sznyt i przepiękne flakony. Contre ta Peau miało swoją premierę w 2025 roku i stało się jednym z ulubieńców z kategorii „czyścioch”. Odnajduję tutaj czystość krystaliczną, blisko zapachu świeżego prania, ale jest jeden mały twist. Kwiat pomarańczy tutaj skryty nadaje perfumom głębi, zalotności. To zapach beztroskiego lata, które ma niedługo się skończyć. Zapach czystego ciała po kąpieli, delikatny balsam do ciała i olejek z kwiatu pomarańczy. Do tego nuty solarne i… lipa? Nie ma jej w nutach, jednak w tym zapachu jest coś, co otwiera szufladkę „Tilia, Marc-Antoine Barrois” w mojej głowie. Jakby wyciszyć ją i połączyć z estetyką eterycznych zapachów Diptyque, to mamy właśnie Contre ta Peau. Polecam sprawdzić.

3. Shalimar L’Essence, Guerlain
Shalimar L’Essence to perfumy skomponowane przez Delphine Jelk w celu celebracji setnych urodzin klasycznego piękna, jakim jest Shalimar. Podkręcono tutaj wytrawną, nieco tłustą wanilię, wyciszono bergamotkę, różę i jaśmin troszkę przytłumiono słodyczą, a skórze wskazano strategiczne miejsce w ostatnim rzędzie. Co wyszło? Festiwal wanilii, nieco podobny do Shalimar Millésime Vanilla Planifolia, ale jednak inny, bo w L’Essence nie jest aż tak pudrowo. Jestem zachwycona najnowszą edycją Shalimara i serdecznie zachęcam do sprawdzenia ich w perfumerii. Nie jest to edycja limitowana. Dostępna jest w perfumeriach sieciowych i bez cienia wątpliwości powiem, że jest to pewnie najlepsze pachnidło jakie w nich znajdziecie.

2. Valaya Exclusif, Parfums de Marly
Quentin Bish zdobył mnie tą kompozycją. Kremowy (wytrawny) krem z migdałów okraszony pudrem. I nie jest to zapach subtelny, malutki, potulny. Valaya Exclusif to zapach monstrualny, bezpardonowy. Uwielbiam te woale pudru, które ciągną się za mną, niczym tren w sukni ślubnej Mariah Carey z 1993 r. Olbrzymi bukiet białych kwiatów w tych perfumach momentami niełatwo jest unieść. U stóp kwiatów kryje się Akigalawood, którą Bish tak szczególnie sobie upodobał. Dlatego właśnie Exclusif tak intensywnie żyje, podkręca się na rozgrzanej skórze. Perfumy dla podkręcenia stylu, dla dopieszczenia zmysłów. Uwielbiam je do białej koszuli i jeansów o kroju mom i loafersów. Współczesna klasyka. <3

1. Pêche Mirage, Guerlain
Czy mogło być inaczej? Pewnie już zastanawiacie się, czy ja jestem fizycznie zdolna umieścić na pierwszym miejscu inny zapach niż twór od Guerlain, ale bądźcie spokojni. Czytajcie dalej. Jest dla mnie nadzieja. Pêche Mirage Rozbroiło mnie swoją bezpośredniością. To zapach raczej prostolinijny. Czuję soczystą brzoskwinię, której brak słodyczy stanowi jej największy atut. Jest w niej jakby krystaliczna przejrzystość, przyjemnie orzeźwiający chłód. Owoce przełamane są szafranem. Jemu kompozycja zawdzięcza niską temperaturę. To jednak nie wszystko, bo pomimo tego chłodu Peche jest słonecznym, pełnym, radosnym zapachem. Co go dopełnia? Pojawia się skóra. Miękka, przyjemna w dotyku, lekka. To musi być zamsz o piaszczystej barwie. Coś niezwykle łagodnego Delphine Jelk zaklęła w tej kompozycji, skoro nawet animalistyczne nuty wydają się potulne i ugodowe. Mirage wibruje, kręci piruety w powietrzu na około mnie, kiedy kroczę w jego otoczeniu.

1. Safran Secret, Maison Crivelli
Nie przypuszczałabym, że zapach metaliczny, skórzany, futurystyczny będzie moim faworytem. Kiedy pojawił się w perfumerii westchnęłam i do oczu napłynęły mi łzy. Przeniosłam się do domu mojej babci, poczułam zapach rozgrzanego garnuszka, w którym na piecu gotowała się woda na herbatę. Czułam w powietrzu zapach rozgrzanego metalu, węgla. Jakby ktoś podał mi szklankę z cienkiego szkła, w której szaleje gorzka herbata. To jeden element tego zapachu. Potem staje się dla mnie o wiele bardziej skórzany, nieco zwierzęcy, tytoniowy, jakby ziemisty. Mieni się na czerwono, budzi emocje, ale nigdy nie przekracza granicy, po przekroczeniu której stałby się zbyt głośny.

I tak oto rok 2025 ma dwa najlepsze zapachy. Nie mogłam wybrać, więc ułatwiłam sobie zadanie.
Jakie są Wasze ulubione perfumowe premiery 2025 roku?
[ Ten post nie jest reklamą. Perfumy Diptyque i Bergamoss otrzymałam w prezencie PR, jednak nie ma to wpływu na moją decyzję. Kiedy zużyję te produkty, to na pewno kupię je za własne pieniądze. 🙂 ]
Tagi: Bergamoss, Chambre52, Diptyque, Guerlain, Hermes, Lifestyle, Maison Crivelli, Nisza, Parfums de Marly, Zestawienia





