Blog o perfumach. W oparach popkultury.

Signature scent – czy to ma sens?

Zawsze zazdrościłam kobietom, które potrafiły wskazać ulubione, definiujące je perfumy.

Nigdy nie byłam osobą, którą można było rozpoznać po perfumach. Każdego dnia pachnę czymś innym. Ze względu na bloga, i recenzowanie różnych zapachów – często pachnę nawet czymś, co nie do końca mnie przekonuje. Nigdy nie potrafiłam pokochać żadnego zapachu tak, aby pozostać mu
wierna i używać go na wyłączność. Przecież życie jest zbyt krótkie, aby
deklarować bezgraniczną miłość do jednych perfum. A mimo to, przez
pewien czas próbowałam przyczepić taką etykietkę kilku pachnidłom.

Skąd to się wzięło?

Przypominam sobie kobiety, które jestem w stanie przypisać do jednego zapachu. Były im wierne latami, pewnie w dalszym ciągu są. Pamiętam, jak moja koleżanka cieszyła się tym, że jej mama zawsze nosi Pret a Porter, i kiedy za nią tęskni, używa tych perfum. By mama była blisko.
Nie mogłam się z tym utożsamić. Moja mama nigdy nie była przywiązana do jednego zapachu. Kojarzę ją z Dolce Vita, Essencia de Duende, Soi Rouge Avonu i innymi. Co nie zmienia faktu,że te piękne perfumy przypominają mi o mamie i czuję w nich komfort.

Sądzę, że większość kobiet z pokolenia naszych mam chciała, aby perfumy przypominały o ich osobie. Rozmawiałam kiedyś ze wspaniałą kobietą (po 50tce), która powiedziała coś bardzo cennego.

Nosiłam jedne perfumy, bo chciałam żeby moje dzieci miały coś, co będą wspominać mile, kiedy mnie już nie będzie. Samsara miała być zapachem bezpieczeństwa i szczęścia. Do tej pory dostaję je na urodziny od dzieci, a moja starsza córka regularnie ich używa. Uznaję, że się powiodło!

Dawniej posiadanie perfum było luksusem. I względy finansowe, jak i dostępności perfum w Polsce, nie umożliwiały kobietom  poznawania wielu zapachów. Nie tak jak jest to teraz. Mamy do wyboru perfumerie, drogerie, sklepy internetowe. Możemy poznawać, testować, kupować używane perfumy, wymieniać się nimi, zachwycać i wybrzydzać… Nasza sytuacja jest o wiele lepsza.

Poznając wiele zapachów nie możemy pozostać przy jednym. To naturalne.

Jeśli zaś chodzi o perfumy, którym było najbliżej do nazwania moim ‚signature scent’.
Kolejno, zakochiwałam się na zabój w: Escada S, L’Imperatrice, Roberto Cavalli EDP, Coco Chanel.

Każdy z tych zapachów przez pewien czas uważany był przeze mnie za idealny. I to nie dlatego, że były one najlepsze, najwspanialsze. Dobrze się w nich czułam (i dalej czuję!) i wydawało mi się, że nie ma perfum, które w doskonalszy sposób pasowałyby do mojej osoby.

Zrozumiałam, że w moim przypadku to jest po prostu niemożliwe. Kocham perfumy zbyt mocno, aby się ograniczać do faworytów. Każdego dnia mam szansę poznać zapach, który pokocham – i często tak jest. Po co więc bawić się w etykietki?

A jak to jest u Was? Czy macie swój signature scent?

foto1 via www.becomegorgeous.com

Tagi:

Podobne wpisy