Blog o perfumach. W oparach popkultury.

Yves Saint Laurent – Manifesto L’Eclat

Pisałam już o klasycznym Manifesto, które uważam za całkiem sympatyczny zapach.  Przegapiłam wersję L’Elixir, ale na pewno postaram się nadrobić zaległości.

L’Eclat już z założenia ma być zapachem lżejszym i subtelniejszym. O ile w Manifesto otwarcie było zielone, a cała reszta była całkiem cierpka i słodka, to L’Eclat maluje się bardzo zielono i mgliście. Otwarcie zapachu to bardzo rześka mieszanka zielonej herbaty, bergamotki i neroli. W tle wyczuwam ducha klasycznego Manifesto, a raczej bardzo zamazaną  porzeczkę. W nutach mamy wymienioną łodygę porzeczki – brzmi o wiele bardziej “zielono” niż sam owoc, prawda? Brzmi oryginalnie i godzi się z koncepcją perfum.
Wyobraźcie sobie świeżo zaparzoną zieloną herbatę, którą ktoś wyniósł na taras. Do herbaty wlano kropelkę soku cytrynowego, która niemal nie trafiła do filiżanki, przez całkiem rozszalały wiatr. L’Eclat pachnie świeżo, aromatycznie i … zmysłowo. Jest jak delikatna apaszka przytulona blisko do nagiej skóry. Zmysłowo ją okrywa, ale też wiele odsłania.
Odsłania na pewno wanilię, jaśmin i tonkę. Wszystko w bezpiecznej, subtelnej odsłonie. Nuty zielone otulają kwiaty i słodką tonkę… I właściwie nie dzieje się nic innego.

L’Eclat nie powali siłą ani trwałością. Nie jest bliskoskórny, ale niewprawiony nos może go nie zauważyć. Jeśli chcesz spędzić cały dzień otulając się muślinami, satynami i innymi delikatesami – L’Eclat dotrzyma Ci wspaniałego towarzystwa 😉
Na mojej skórze utrzymuje się do 6 godzin, z czego tylko pierwsze dwie zapewniają mi poczucie “mam na sobie perfumy”. Później zastanawiam się, gdzie L’Eclat się podział, czy może już czas na dodatkową aplikację, albo zapominam o jego istnieniu.
Podobieństwo pomiędzy L’Eclat jest widoczne. Tonkowy puder, cierpka słodycz i fioletowa aura są w L’Eclat wyczuwalne. Klasyczne Manifesto miało w sobie o wiele więcej mocy i charakteru. I dlatego preferuję klasyka.

Zapach jest śliczny, uroczy, elegancki. Na pewno jest bezpieczny i nikomu nie będzie przeszkadzał. Będzie dobry dla miłośniczek zielonej, aromatycznej, skrupulatnej słodyczy. Dla zwolenniczek cukrowych bomb na pewno nie będzie idealny. Ale spróbować zawsze warto.

Tagi: , ,

Podobne wpisy


  • Anonimowy

    Jak zielona herbata to biorę!! 😀 Bergamotka coraz częściej jest w nutach perfum i zaczyna mi to przeszkadzać. Piję tylko zieloną herbatę więc i chętnie poczęstuję się tą wersją.
    Za to znalazłam świetny zapach czystości, wosk yankee candle soft blanket.

    Wojownicza K.

    • Z początku jest jej całkiem sporo 😀
      Tylko zieloną? Ja raczej czarną, zieloną rzadko.
      A na ten wosk to choruję od dawna. Muszę go kupić!

    • Anonimowy

      Tak, tylko zieloną. Czarną pije może dwa razy w roku :). Jak chcesz podam Ci stronę na której owy wosk można kupić. Podzieliłabym się ale mój był cały rozsypany na kawałki.

      Wojownicza K.

  • Anonimowy

    Bardzo je lubię 🙂
    Natalia

    • To bardzo przyjemny zapach 🙂
      A klasyczne Manifesto i L'Elixir lubisz?

    • Anonimowy

      Też lubię, coraz bardziej 🙂
      N.

  • Tej wersji akurat nie znam, ale zwykłe Manifesto kompletnie mi nie odpowiada. Na mnie pachnie zielskiem i liścmi porzeczki, a takich aromatów nie znoszę.

    • Jeśli tak oceniasz podstawową wersję, to ta raczej nie będzie Ci się podobać 😉

    • Nawet nie skuszę się na testy. Ja poprostu Manifesto nie lubię. Na mnie on nie jest słodki, a właśnie zbyt zielony, jakiś trawiasto – roślinny.

  • Mialam podstawowa wersje Manifesto I jakos srednio mi one pasowaly. L'eclat za to pieknie wspolgra z moja skora – jest troche zielone, swietlistego, to taka swieza wanilia. I nawet utrzymuja sie na mnie dosc porzadnie.

  • Wioletta Kamińska

    Uwielbiam je o dziwo pachną na mnie mocniej i o wiele dłużej niż klasyczne Manifesto 🙂

  • Pingback: Yves Saint Laurent – Manifesto L’Elixir | Edpholiczka – blog o perfumach()