Blog o perfumach. W oparach popkultury.

Calvin Klein – Escape

calvin klein escape edpholiczka

Zapach ucieczki? Tak, coś w tym jest. Pachnie wolnością, wylegiwaniem się na zazielenionej łące, próbą schwytania słonecznych promieni. Właściwie to Escape może spokojnie stać na półce obok słonecznych: Dune, Allure czy Sunflowers.

Samą wonią najbardziej przypomina mi właśnie Słoneczniki od Elizabeth Arden, tyle że Klein jest o wiele bardziej intensywny. Wyobraźcie sobie gruby, bogaty wianek, w które wpleciono cudowne okazy rumianku, nagietka, aksamitki i goździków. Ten wianek jest dziełem nie byle kogo, bo mam wrażenie, że stworzyć go mogła tylko piękna, szlachetna kobieta. Taka pełna ciepła, kojąca osoba. W tym zapachu mamy takie mamine/babcine ciepło, które pachnie w połączeniu z zielonkawymi kwiatami i owocami bardzo przyjemnie, ale odlegle, jakby z innej epoki. Czy to źle? Nie, wręcz przeciwnie. Szanse, że ktoś będzie pachniał tym zapachem są niewielkie. Dla nas lepiej!

Wianuszek wyleguje się na zielonej trawie, ogrzewa go słońce, a w jego środku wyleguje się dorodny melon. Dodaje takiej przyjemnie wodnistej nutki, która ma pewnie ugasić pragnienie, spowodowane nadmiarem słońca w tej kompozycji. I ten melon rzeczywiście potrafi pragnienie ugasić, ale przy tym nie namieszać, nie psuje charakteru zapachu. Z czasem na jego miejsce przychodzi duet brzoskwinia – morela, i to już oczywiście są owoce przeze mnie upragnione. W tle czuję róże, konwalie, piżmo, goździki (tym razem przyprawę), trochę mchu, sandałowca, jaśminu… Wiele się dzieje, wiele. Aż nie mogę wyjść z podziwu, jak to możliwe, że tutaj jest tak wiele nut, które można z łatwością wyłapać i określić, a zapach nie jest przekombinowany. Pod tym względem Escape przypomina mi moje ukochane Moschino.

Escape to pozornie łatwe perfumy kwiatowo – owocowe. Dla mnie są czymś więcej. Pachną dawnymi czasami, jestem pewna, że kojarzę je z dzieciństwa (zapach miał swoją premierę w 1991 roku), a to jest atut dla mnie wyjątkowy. Trwałość tego zapachu jest całkiem dobra – około 6, 7 godzin. Podejrzewam, że w cieplejsze dni spisze się na skórze nieco lepiej. Jeśli lubicie zapachy w stylu Sunflowers czy L’Eau d’Issey, chcecie się wyróżniać i pachnieć wyjątkowo, a przy tym nie wydać fortuny – zastanówcie się nad bliższym poznaniem z Escape.

Perfumy Calvin Klein Escape możesz kupić w Perfumeria.pl

Tagi: ,

Podobne wpisy


  • Natalia K-P

    Nigdy jakoś bardziej się nim zainteresowałam. Ale teraz narobiłaś mi apetytu.
    Perfumy kwiatowo-owocowe z tamtych lat to zwykle zupełnie inna bajka niż to samo dzisiaj. Nawet jeśli spis nut sugerowałby podobieństwo.

    • Taak, to zupełnie co innego, warto się tym zapachem zainteresować 🙂

  • Mnie się wydaje, że Escape ma Twoje imię wypisane na czole. 🙂 Powinniście się polubić 😀

  • Ewelina

    Szkoda, że jakoś tak w ostatnich latach Klein wydaje taki chłam, bo jeszcze 5-6 lat temu wychodziły całkiem ciekawe perfumy. Reveal to chyba ostatnia dobra propozycja.

    Niektórzy wrzucają Kleina i Bossa do jednego worka, ale amerykański projektant ma na koncie zapachy, które dyktowały trendy i tylko te perfumy z ostatnich 10 lat są słabsze. Uważam, że nie wolno o tym zapominać.

    Co jak co, ale ja mam kilka pachnideł Kleina, które bardzo lubię i cenię i należy do nich właśnie Escape. Wszelkie flankery i summer editions mnie nie interesują, ale w klasyce ma bardzo dobre kompozycje 🙂

    • Czy chłam… Nie wiem, ale jest słabo. Reveal dało mi nadzieję, że będzie lepiej. Ale oni mają tyle zaczętych serii – Eternity i jego klony, te limitowane CK One, klony Euphorii… Mam wrażenie, że łatwiej im wywalić na świat setnego flankera niż zrobić coś nowego. Grają zbyt bezpiecznie, to nie może długo potrwać. Skoro nagle zaczęli odgrzewać Obsession, to już musi być kiepsko.