Blog o perfumach. W oparach popkultury.

Tom Ford – Noir Pour Femme

tom-ford-noir-pour-femme

Perfumy Tom Ford Noir Pour Femme kupisz w Perfumeria.pl!

Kiedy pierwszy raz zetknęłam się z tym pachnidłem to jęknęłam z radości. Coś wspaniałego!
Intensywne, ciekawe, ciemne i gęste zapaszysko rozwinęło skrzydła na mojej skórze i szybowało, zabierając mnie w krainę waniliowych, czekoladowych deserów, sama nie wiem, czego jeszcze. Ale to był przelotny test, który dał mi poniekąd złudne wrażenia.

Noir Pour Femme to świetne perfumy, na miarę mainstreamu są spektakularne. Ale Forda stać na wiele więcej. Bo wydaje mi się, że pomimo Noir w nazwie to tym perfumom brakuje trochę siły, mroku, jakiegoś prawego sierpowego wyłaniającego się z ciemności i uderzającego prosto w nos… Tak jakby Ford próbował być soft. Ale może to tylko moja skóra. Poza tym gderaniem na temat siły i trwałości (która i tak jest dobra – około 10 godzin) to mam same dobre rzeczy do powiedzenia.

Noir Pour Femme otwiera się sprecyzowaną wonią cytrusów zanurzonych w jakimś alkoholizowanym trunku o smaku imbiru. Czuję tutaj przede wszystkim mandarynki i gorzką pomarańczę, w tle czai się skromna bergamotka. Dużo imbiru – takiego cieplutkiego, jakby pudrowego (nie wiem, dlaczego początkowo wydawał mi się płynny…). Ale Ford nie przyzwyczaja do tego obrazka. Kompozycja szybko pokazuje mi swoje serce – a jest w nim ciepło, słodko, mięciutko i cudownie. Miękka, kremowa czerwona róża, delikatny kwiat pomarańczy, troszkę wycofanego jaśminu… I do tego cudowna, niepowtarzalna nuta kulfi. Miłość!   A  dla niewtajemniczonych – kulfi to indyjski przysmak, coś takiego jak mleczne lody doprawione cukrem, kardamonem… I to cudowne kulfi co jakiś czas wyskakuje z kompozycji. Jest głównie kwiatowo,  a tu nagle wyskakuje na słodka nuta i od nowa mnie zachwyca. Zaraz znika, a potem wraca.

Z czasem jest coraz mniej kwiatów i powiedziałabym, że o ile było niekoniecznie Noir, to w bazie już w ogóle nie jest Noir. Na mojej skórze jest przede wszystkim dużo wanilii. I nie jest to może nic złego, bo kochanej wanilii nigdy zbyt wiele, ale po cichu liczyłam na popis mastyksu, którego Ford obiecał mi w spisie nut zapachowych. To pewnie w nim byłoby trochę więcej Noir, ale mnie się tego luksusu zbyt wiele nie dostało. Poza wanilią czuję sandałowca i ambrę. Zapach jest słodki, otulający i pudrowy. I choć ciągle narzekam, że nie jest Noir, to nie jest to też wcale żaden przytulaś. Czuję tutaj wysoką szpilkę, czarnego pazurka i przedobrzone smokey eye (jak na zdjęciu reklamowym). Nie powiem jednak, że te perfumy mają przemienić kobietę w demona. Jeśli szukacie czegoś takiego, to lepiej pozostać przy starym dobrym Black Orchid.

Pokochałam Noir i na pewno chcę je widzieć w mojej kolekcji. Zadowoliłaby mnie najmniejsza pojemność. Zdecydowanie przetestuję wersję męską – Noir Extreme (ze złotym korkiem), bo ona wydaje mi się mocniejsza i nieco ciekawsza. I pewnie ją też chciałabym mieć w kolekcji. Ah, ten Ford… Wszystko co dotknie zamienia w złoto!

Tagi: ,

Podobne wpisy