Blog o perfumach. W oparach popkultury.

Nikt Cię nie uprzedzi, że miłość wietrzeje

Alien thierry mugler

Pozwalam sobie na odrobinę dramatyzmu i bardzo luźny wpis.

I zacznę od pytania do Was. Jak często oszczędzaliście jakiś zapach na szczególną okazję, a kiedy ta okazja przychodziła, to zapach wcale nie wydawał się już taki szczególny? Ile razy tak długo zastanawialiście się nad zakupem perfum, że kiedy mieliście już buteleczkę na własność, to wcale nie cieszyła jak powinna? I w końcu – jak często zdarzało się Wam nie używać perfum cały sezon, mówiąc sobie, że po zatęsknieniu będą się nosić jeszcze lepiej, a w rzeczywistości było inaczej?

Całą wiosnę i lato nie nosiłam Aliena. Nie czułam takiej potrzeby, i choć nie jestem zwolenniczką sztywnego przypisywania zapachów do pór roku, to Alien mi w ciepłe dni nie leży i koniec. Wydawało mi się, że powrót będzie wynagradzał ten post, więc kiedy tylko pierwszy zimny dzień września mnie obudził, poleciałam do szafy po Obcą. Rzeczywistość była dość smutna. Zapach Alien mnie nieco drażni, irytuje. Chyba mnie nie lubi. Bo to nie chodzi o to, że ja tych perfum nie lubię. Czuję je i zachwyca mnie geniusz tej kreacji, kosmiczny jaśmin sambac mnie obezwładnia i pachnie jak w żadnych innych perfumach. Tylko, że nawet na nadgarstku mnie irytuje, czuję, że jest za blisko i nie wyobrażam sobie czuć go zaraz pod nosem, a więc aplikacja na szyi nie wchodzi w grę.

alien thierry mugler

I jak to możliwe? Czy za długo tęskniłam? Zmienia mi się nos? Może potrzebuję więcej czasu, by wrócić do trybu w którym chcę pachnieć bestiami?

Przecież Alien to na dobrą sprawę pierwsze “poważne” perfumy, które mi się spodobały. Może też pierwszy killer, którego byłam w stanie nosić. A w tej chwili wygląda to tak, że Angela lubię i doceniam, ale go nie potrzebuję, Womanity mi w dalszym ciągu nie leży, a Alien to jakieś dziwne LOVE-HATE.

A może ja po prostu wyrosłam z Muglera? Kiedyś już sobie myślałam, że te jego perfumy są tak wyraziste, że idealnie pasują kobietom, które zapachem lubią zwracać na siebie uwagę. A ja właściwie tego nie lubię, bo już charakter mam dość jaskrawy, wystarczy mi to. W towarzystwie wolę pachnieć cichutko i wyłapywać, kto czym pachnie, zanim inni zdążą mi się  pochwalić.

No cóż, pozostaje mi odczekać, zobaczyć, czy to nie tylko chwilowe zachwianie. Zaczekam na listopad i wtedy podejmę ostateczną decyzję, czy Alien zostaje czy odchodzi. Jeśli odejdzie, to zastąpię go wersją Essence Absolue. Wanilii nigdy zbyt wiele w mojej kolekcji. Zaczęłam się właśnie zastanawiać, czy podobny los podzielą inne zapachy z mojej szafy. Ehh, przestaję już straszyć!

Kiedy opublikuję wpis z perfumami, które opuściły moją kolekcję (pewnie w przyszłym miesiącu), będziecie znać odpowiedź. A na razie zastanawia mnie…

Czy Wy tak czasami macie? Zdarzyło się Wam sięgnąć po ukochane perfumy i zdać sobie sprawę, że miłości już nie ma?

Tagi: , ,

Podobne wpisy


  • Millenia

    Alien już parę razy mnie zaskoczył i na plus i na minus.Trzeba mieć odpowiedni stan ducha,by zmierzyć się z obcą.Rano nos jest szczególnie wrażliwy,jaśmin może wtedy porażać i być zimny w swym pięknie.Wieczorem,nawet parnym latem jaśmin staje się uwodzicielski i otwiera całą swoją zmysłową grę.Ja się temu poddaję dobrowolnie…Kasiu od grudnia czytam Cię codziennie,bądź zawsze taka.Blog jest wspaniałym przyjaznym miejscem.

    • Dziękuję za te słowa, bardzo mi miło, ogromnie się cieszę! Postaram się, by było dalej tak fajnie 🙂
      I zaufam Ci, nie będę już szaleć z jaśminem z rana, to właśnie mógł być mój błąd. 🙂
      PS: Komentuj częściej! 🙂

  • Fragrancja

    Nie zdarzyła mi się podobna sytuacja z żadnymi konkretnymi perfumami, ale z pewnym rodzajem zapachu. Kiedyś kochałam słodki miks syntetycznych, białych kwiatów (Pure Poison, Rare Perals, Pozo In White), ale teraz już mi się to znudziło.. Była miłość, nie ma nawet śladu po niej… U mnie to wynika ze zmian w guście zapachowym.
    Co do Muglera – specyficzna marka z własnym charakterem. Alien pachnie nietypowo. Ja bym poczekała tak samo jak Ty, do listopada, a potem podjęłabym decyzję. Myślę, że wersja Essence Absolue jest bardziej w Twoim stylu. Nauczyłam się, że nie warto trzymać perfumy dla sentymentu. Jak się czegoś n. ie nosi, to trzeba się tego pozbyć i tyle. 😉

    • Już dzisiaj wieczorem, kiedy odkładałam flaszkę do szafy, to poczułam chemię. Zaczekam i przetestuję 🙂 A Essence jest rzeczywiście bardziej moje 🙂

    • A za tym miksem kwiatów nigdy nie byłam.

  • Zdarzało się, choć głównie z miłościami z tzw. początku drogi. 🙂 Co do Muglera to mnie chyba jakoś w ogóle ominął ten etap. Doceniam i tak dalej, ale poza krótkim romansem z cukrową gwiazdką ’15, nigdy nie czułam potrzeby posiadania flakonu.

    • A kto wie, może kiedyś ten etap nadciągnie? Choć to chyba aż tak specyficzne zapachy, że albo się coś z nimi ma wspólnego albo nie… Ciekawa jestem, czy kiedyś Cię weźmie na Muglera i wstąpisz do tajemnego klubu Muglerati 😀

      • Nie wiem czemu, ale skojarzyło mi się z trądzikiem dorosłych, takie nadejście etapu po czasie… 😀

  • Magdalena Świtała

    Tak to bywa z tymi miłościami: raz Alien, raz Roberto… 😀

  • Womanity tez nie lubie dla mnie Mugler w ogóle śmierdzi ;D

  • Co to, to nie! Shalka nie oddam, choć rzadko noszę. Ale gdybym straciła rozum, to się odezwę, będziesz pierwsza w kolejce 🙂
    Starzejemy się. I tyle! 😀

  • Asia

    Nawet nie wiesz jak dobrze Cię rozumiem…niestety. Mam taki zapach, który używam praktycznie tylko u schyłku lata. Zawsze dawał mi taką ogromną dawkę optymizmu, siły, poczucia, że dam radę.
    A w tym roku coś nie zagrało.

    • Koniecznie nam tutaj zdradź, o jaki zapach chodzi!
      Umieram z ciekawości.

      • Asia

        To Lancome Miracle.
        Tak sobie myślę, że może jeszcze jest za ciepło.

        • O, widzisz. Mnie się z nim nigdy nie układało i zawsze uważałam, że to niesprawiedliwe.

          • Asia

            Wiem 🙂 pamiętam Twój wpis 🙂
            CZytałam wiele niepochlebnych opinii o Miracle. I przecierałam oczy ze zdumienia. Na mnie do tej pory pachniały po prostu nieziemsko.

  • Szo

    Jak wiesz, u mnie baaardzo podobnie, i to z Obcą właśnie. W klasyki zakochałam się w 2012. Własnego flakonu się nie doczekałam, ale miałam małą próbkę, czasami wąchałam dla przypomnienia i się zachwycałam. W tyn roku pomyślałam, że wciąż mi się podoba ten zapach i czas na buteleczkę. I co…? Nie wiem, czy zapach juz nie ten, czy moj nos nie ten, miłość była, a nie ma! Za to wersji EA nie lubiłam, a dzis kocham i po długich i namiętnych testach odebrałam dziś własny flakonik 🙂 niezbadane są wyroki nosa…

    Poza serią Obcych (mam też wersję likierową i lubię, choc jednak nie kocham) Muglery mi jakoś nie leżą niestety.

    • Tak Ci tej buteleczki zazdroszczę, że nawet nie wiesz 😀 Chyba pójdę w Twoje ślady! Po testach, rzecz jasna. Ale chyba nie będę po EA skakać jak Ty po Candy 😉

  • CiotkaSamoZło

    Mam EA i żałuję jak diabli, że to nie “bazowy” Alien :/ Ten drugi lepiej się na mnie układa.

    • Widzisz, ja z kolei za EA się zaczynam rozglądać. Poczekam jeszcze na większe spustoszenie w mojej kolekcji, trochę ponoszę (będę miała odlewkę do testów) i pewnie się zdecyduję.

  • Ars Longa Vita Brevis

    Miłość miłością, dobrze, że zawartość flakonu nie zwietrzała! 😉

    • Prawda! Tego mogłabym nie znieść 😀
      Flakon ma już jakieś 4 lata, więc nigdy nic nie wiadomo 😉

  • Oj zdarzyło się, zdarzyło… Kiedyś napisałam, że z perfumami jest jak z mężem, najpierw zauroczenie, a potem zaczyna działać Ci na nerwy 😉

  • Elżbieta

    Tak Kasiu zdarzyło się…Są zapachy do których się dorasta i takie z których się wyrasta…Pozdrawiam-Ela.